Zobacz stronę Gminy SawinZobacz stronę Gminy Sawin

 

 

 

Oliwia Krawiec, kl. IV

Tęczowy Pieter”

Dawno, dawno temu koty miały swoje królestwo. W jednym z miasteczek spokojnie żył Tęczowy Pieter. Nie wiedział jeszcze jaka przygoda go czeka.

Pewnego dnia do Tęczowego Pietera przyszedł sam król Kotełek i powiedział:

- Mamy wojnę z psami. Musisz się spakować, zebrać wszystkie odważne koty i ruszyć do walki.

Tęczowy Pieter pomyślał, że zacznie od wizyty u swojego przyjaciela małego Ciap Ciapa. Gdy tylko przekroczył próg jego domku, zapytał:

- Poszukasz ze mną odważnych kotów do wojny z sierściuchami?

- Jasne – bez wahania odparł Ciap Ciap.

Chodzili po całym miasteczku i pukali do wszystkich drzwi. Zebrali dużą grupę kociaków. Nagle zobaczyli na swoim terenie psy. Najpierw w pędzie się schowali. Nagle Tęczowy Pieter i Ciap Ciap wyskoczyli zza drzewa i zaczęli walczyć. Pozostałe koty były zadziwione odwagą i same też dołączyły do bitwy. Starcie zakończyło się zwycięstwem kotów. Okazało się jednak, że był to pierwszy oddział psów, a drugi właśnie zbliża się do kociego miasteczka. Przyjaciele wątpili w zwycięstwo, ale nagle pojawiła się kocia wróżka. Podarowała miecz Tęczowemu Pieterowi i łuk małemu Ciap Ciapowi. Były to magiczne przedmioty, dzięki którym pokonali psy z łatwością.

Król Kotełek nagrodził odwagę poddanych. Tęczowy Pieter i Ciap Ciap dostali puchar i miskę cukierków. Po udanej uczcie, na której mieszkańcy kociego królestwa świętowali zwycięstwo, mali przyjaciele zajadali się cukierkami.


 

Kacper Wróblewski, kl. IV

Tajemnicza era dinozaurów”

Dawno, dawno temu żył sobie dinozaur Waldek. Miał on wspaniałe życie. Codziennie od mamy i taty dostawał kotlet. Był bardzo szczęśliwy.

Przyszedł taki dzień, w którym Waldek musiał pójść do szkoły. Niestety szybko został z niej wyrzucony, bo gryzł kolegów. Poznał tam jednak piękną dinozaurzycę i się w niej zakochał. Codziennie zostawiał jej pod domem górę kwiatów z małą karteczką, na której pisał „Kocham Cię”. Po dwudziestu trzech latach zostali parą. Później wzięli ślub. Jego małżonka z każdym dniem stawała się coraz piękniejsza. Wybrał się razem z nią na bal, który był niezwykły. Na stołach stały kolorowe napoje i pyszne przekąski. Czuł wielki głód, ale nagle jedzenie zaczęło uciekać mu z łap. Bardzo się denerwował i biegał za słodkościami w lewo i prawo. Nagle poczuł znajomy zapach kotleta, który zawsze przynosiła mu mama.

Rodzice stali przy Waldku i zastanawiali się, dlaczego tak długo śpi, kręcąc się na lewo i prawo. Nie mogli go obudzić. Przynieśli więc przysmak malucha. Może zapach kotleta przerwie jego sen.


 

Kacper Skubij, kl. IV

Dziwna przygoda”

Dawno, dawno temu, w gospodarstwie pana Fena żyły sobie gadające krowy. Gdy tylko zapadał zmrok, krowy zaczynały rozmawiać na różne tematy.

- Pójdźmy na wycieczkę! – zaproponowała jedna.

- Dobrze. – odparła inna.

Wyszły obie ze swojej obory i poszły przed siebie do lasku, który rósł niedaleko. Spotkały tam psa.

- Cześć krowy. Zgubiłyście się? – zapytał pies.

- Nie. Wyszłyśmy na spacer. – odpowiedziały.

- To chodźcie ze mną, pokażę wam świetne miejsce.

Wszyscy razem poszli do dużej stodoły, która była za laskiem. Weszli do środka, a tam były duże bale siana. Krowy od razu zaczęły jeść. Pies pozwolił im przychodzić w to miejsce kiedy tylko zechcą i częstować się. Uprzedzał tylko, żeby rozsądnie wydzielały sobie porcje. Od tej pory codziennie wybierały się na spacer do stodoły za laskiem, żeby smacznie zjeść. Apetyt im rósł, jadły coraz więcej i więcej.

Pewnego dnia krowy jak zwykle poszły do stodoły za lasem. Kiedy weszły do środka, okropnie się zdziwiły. W środku nie było ani źdźbła siana. Stał za to nieco zasmucony pies.

- Gdzie jest siano? – spytały psa zdenerwowane.

- Siano znikało tak szybko, że mój gospodarz przeniósł je do drugiego gospodarstwa. Byłyście zbyt zachłanne. Teraz musicie poczekać do następnego roku, kiedy to gospodarz zwiezie nowe zapasy.

Krowy wróciły niezadowolone do siebie. Żałowały, że nie posłuchały psa i zamiast skubać siano małymi porcjami, zjadały ile tylko dały radę.


 

Alex Owczarski, kl. IV

Tęczowy Pieter i mały Ciap Ciap”

Pewnego dnia mały Ciap Ciap, czyli mój kot, był bardzo głodny. Poszedłem do sklepu kupić mu cukierki, bo on je uwielbia. W sklepie zobaczyłem moją przyjaciółkę Oliwkę. Spytałem co tu robi, a ona odpowiedziała, że kupuje dla swojego kota Tęczowego Pietera karmę. Zaprosiłem ją do swojego domu.

Miło spędziliśmy czas. Nasze koty się bawiły i było fantastycznie. Wypiliśmy herbatę i pogadaliśmy. Nagle na dworze, tuż nad lasem, zobaczyliśmy promień. Pomyśleliśmy, że pójdziemy sprawdzić co tam się stało. Gdy doszliśmy na miejsce, ujrzeliśmy kota kosmitę! Powiedział, żebyśmy przeszli przez świetliste drzwi, które właśnie się pojawiły. Zrobiliśmy to i znaleźliśmy się w krainie kotów. Wszędzie były koty.

Kraina była wyjątkowa. Zamieszkaliśmy więc tam z naszymi kotami. Żyliśmy długo i szczęśliwie.


 

Katarzyna Staszak, kl. IV

Nieznany nikomu pies”

Dawno temu żył sobie skromnie pies o imieniu Miki. Miał brązową sierść. Pewnego dnia wybrał się do swojej koleżanki. Kiedy doszedł na miejsce zobaczył, że Elżbietki nie ma w domu. Wrócił więc do domu, wziął różdżkę, płaszcz i zmienił się w człowieka. Później pobiegł do miasta, żeby kupić baterie do różdżki. Zobaczył tam pewną panią. Podszedł do niej i zaczęli rozmawiać.

- Dzień dobry.

- Cześć Miki.

- Skąd zna pani moje imię?

- Ja wszystko wiem.

- Ale skąd?

- Idź do jaskini. Zobaczysz czarodziejską kulę.

- Dziękuję.

- Do widzenia.

Miki poszedł do jaskini. Gdy oglądał kulę, czarownica go zamknęła i uwięziła. Miki głośno krzyczał: „Pomocy! Pomocy!”. Nikt go jednak nie słyszał. Nagle podszedł do niego mały czarno-biały kot. Nie wiadomo jak kotek to zrobił, ale nagle głaz się odsunął i Miki mógł uciec z pułapki. Kiedy wracał do domu, spotkał bezdomnego kotka. Przyjął go do swojego domku i żyli w zgodzie.

Po kilku dniach, Mikiego odwiedziła Emilka. Postanowił, że opowie jej swoją przygodę. Słuchała zaciekawiona, a na koniec przypomniała, że obcym nie można tak ufać. Teraz Miki na pewno to zapamięta.


 


 

Julia Sadurska, kl. IV

Dwie rodziny”

Dawno, dawno temu żyły sobie dwie rodziny. Do pierwszej należeli Zośka i Arek Miriuszowie. Do drugiej Zbyszek i Grażyna Szrekowie.

Pewnego dnia, wspólnie, we czwórkę wybrali się na spacer do lasu. Nagle zobaczyli dzika. Prędko uciekli na drzewo. Przymocowali się mocno do niego i siedzieli aż do nocy. W końcu musieli pójść spać. Kiedy się obudzili, to coś chrapało. Był to ten sam dzik. Zobaczyli jednak, że mieszkanie na drzewie jest niesamowite. Wokół sama zieleń i szum lasu. Drzewo było wyjątkowo duże. Miało rozłożyste gałęzie. Postanowili zbudować na nim domek. Okazał się bardzo wygodny przytulny. Postanowili, że przeniosą tu z domu najpotrzebniejsze rzeczy. Po pewnym czasie zauważyli, że spędzają w domku większą część dnia.

Przyszedł dzień, w którym postanowili przenieść się i na stałe zamieszkać w swoim domku otoczonym zielenią. Żyli tam długo i szczęśliwie.


 

Szymon Sadurski kl. IV

Zaczarowany las”

Dawno, dawno temu żył sobie pewien chłopiec. Mieszkał w samym środku zaczarowanego lasu, w niedużym domku. Pewnego dnia pomyślał, że zwiedzi dokładnie swój las. Poszedł więc na wędrówkę.

Podczas spaceru zobaczył dużą klatkę, w której zamkniętych jest wiele zwierząt. Obok stał jakiś dom. Ciekawy chłopiec podszedł bliżej i schował się za drzewem. Wpatrywał się cały czas w budynek i nagle zauważył, że ktoś w nim jest. Postanowił, że zakradnie się i uwolni biedne zwierzęta. Sprawnie otworzył klatkę i uciekł, a zwierzęta rozbiegły się po całym lesie. Podczas dalszej wędrówki zobaczył dwa smoki, które stały koło wieży. Dostrzegł też pana, który trzymał jakąś straszną broń. Zastanawiał się po co broń, w takim cudownym lesie, ale później zrozumiał, że pan celował do smoków. Chłopcu wielkie stwory wydawały się bardzo przyjazne, więc koniecznie chciał je uratować. Nie wiedział co zrobić, więc po prostu krzyknął najgłośniej jak potrafił:

- Uważajcie! Chce was zabić!

Smoki natychmiast zerwały się w powietrze, a mężczyzna z bronią ruszył w stronę chłopca. Stwory jednak przyszły z pomocą. Rzuciły się w stronę uciekających i złapały złego pana. Następnie zaniosły go i zostawiły na wieży.

Smoki chciały podziękować chłopcu za ratunek, więc na grzbiecie odwiozły go do domu. Zaprzyjaźnił się z nimi i często odwiedzały jego mały domek.


 


 

Jolanta Pawliczuk kl. IV

Niespokojna noc”

W pewnej wiosce żył rolnik Marek. Miał żonę Margaret i dwie córki – dziewięcioletnią Olę i dwunastoletnią Izę. Dziewczynki zawsze były uśmiechnięte i razem spędzały wolny czas.

Pewnej nocy Izie przyśnił się kolega z klasy. Wybierała się z nim na wycieczkę. Kiedy pakowała potrzebne rzeczy, usłyszała mamę, która ją wołała. Dziewczynka wyszła z pokoju, żeby zapytać o co chodzi. Na korytarzu zobaczyła mamę, która stała się ogrem. Iza z krzykiem pobiegła do taty i po długim czasie zasnęła przytulona.

Rano jej przygoda się skończyła. Wszystko okazało się snem.


 

Klaudia Staszak, kl. V

Księżniczka i Ciemny Król”

Dawno, dawno temu za górami, za lasami, w dużym pałacu mieszkała księżniczka o imieniu Rosie. Była bardzo piękna, miała błękitny kolor oczu i krótkie jasne włosy. Mieszkańcy miasta bardzo ją lubili. Dziewczynka miała własny pokój, w którym przechowywała diamenty. Tylko ona wiedziała gdzie ten pokój się znajduje. Pewnego dnia zauważyła, że ktoś ją śledzi. Od razu domyśliła się, że to Ciemny Król.

Rosie pomyślała, że go zmyli, więc weszła do pokoju, w którym miała stare książki. Ciemny Król nie dał się zwieść, znalazł i porwał księżniczkę. Niedaleko pałacu Rosie, porywacz miał tunel, którym przechodził do swojego zamczyska. Ciemny Król był nazywany „Las”, ponieważ miał bardzo dużo lasów i wychowywał się w towarzystwie leśnych zwierząt – wilków, dzików, węży. Krążyła kiedyś legenda, że król został stworzony przez złą czarownicę. Rosie bardzo się bała. W swoich włosach miała niewidzialny flet. Miał on moc przywoływania zwierzęcia, które pomogłoby księżniczce w niebezpieczeństwie. Niestety, królestwo Ciemnego Króla było tak bardzo złe, że flet nie działał. Księżniczka musiała radzić sobie sama. W nocy, kiedy wszyscy spali, Rosie pomyślała, że ucieknie. Miała jednak mały problem, pilnowały ją straże. Postanowiła, że musi udawać córkę króla. Popatrzyła na straże i z płaczem powiedziała, że zaszła pomyłka, gdyż one jest córką króla. Straże ją wypuściły. Rosie szybko biegła, żeby Ciemny Król jej nie złapał. Gdy dotarła do swojego zamku, okazało się, że przybył niespodziewany gość. Był to bardzo przystojny książę, który pokochał księżniczkę od pierwszego wejrzenia.

Książę pokonał Ciemnego Króla i uwięził go w lochu na całe życie. Młoda para wzięła ślub i miała troje dzieci. Wszystko skończyło się bardzo dobrze.


 


 


 


 

Adrianna Kruk, kl. V

Ola i jej kaprysy”

Dawno, dawno temu żyła sobie czternastoletnia dziewczynka Ola. Miała bardzo bogatych rodziców. Ojciec często się na wszystko zgadzał, lecz matka nie. Mieszkali w wielkim pałacu. Mieli przepiękny ogród z altaną i fontanną. Ola miała wielkie zdolności artystyczne.

Dziewczynka wiedziała, że jej rodzice coś planują. Myślała, że naradzają się co jej kupić na zbliżające się urodziny. W piątek w nocy dziewczynkę zbudziła babcia. Przez otwarte drzwi zobaczyła, że w pokoju jej rodziców zaświecone jest światło. Podeszła po cichu bliżej, żeby usłyszeć o czym rozmawiają. Rodzice mówili o wyjeździe za granicę. Dziewczynka zrozumiała, że nadchodzi trzecia wojna światowa. Widziała jak rodzice się pakują. Na drugi dzień, gdy rodzice pojechali pozałatwiać ważne sprawy, dziewczynka została sama w domu. Szukała walizek. Gdy je znalazła, zaczęła niszczyć i walizki i zawartość.

Po powrocie rodzice zobaczyli pocięte rzeczy. Nie wiedzieli, że to sprawka ich córki. Oskarżyli niewinnego robotnika. Ola była zadowolona, że rodzice nie wyjadą, bo Niemcy stali już na wszystkich możliwych drogach. Nie zdawała sobie sprawy czym jest wojna i co teraz czeka jej rodzinę.


 

Bartosz Kowalczyk, kl. V

Myszy”

Dawno, dawno temu wśród książek i szaf żył sobie rój myszy. Jak każde myszy, bały się kotów, dlatego zorganizowały straż. A warto dodać, że na ulicy Kociej roiło się od kotów. Przyszedł okres głodowania. Myszy wyjadały wszystkie zapasy tylko dlatego, że bały się wychodzić z kryjówki. Zwierzątka wiedziały, że bez jedzenia nie dadzą rady.

Pewnego wieczoru myszy zebrały się w jednej z książek. Musiały się naradzić, jak wyjść z trudnej sytuacji, w której się znalazły.

- Czy któraś z was ma pomysł jak poradzić sobie z głodem?!

Wszyscy zamilkli, więc najstarsza mysz powtórzyła:

- Czy wiecie co zrobić z głodem?!

W końcu najmniejsza myszka się odezwała.

- Zawołajmy szczury. One odwrócą uwagę kotów, a my wykradniemy tym okrutnym futrzakom jedzenie. Myszy wiedziały, że to wspaniały pomysł. Wszystkie się radowały, tańczyły i bawiły jak nigdy dotąd. Nagle do kryjówki przedostały się koty. Zaczęła się okrutna bitwa. Z książek wybiegła straż, ale koty nie odpuszczały. Myszy były przerażone, w końcu jednak odparły atak. Niestety trzy myszy nie przeżyły natarcia. Koty za to przetrwały wszystkie. Mała mysz znów miała pomysł.

- Nie możemy się poddawać, więc ja z jednym mysim strażnikiem pójdę i odwrócę uwagę kotów, a wy im wykradniecie jedzenie. Zgoda?

Wszyscy chórem odpowiedzieli:

- Zgoda!

Myszy zaraz wzięły się do pracy. Młoda mysz wyruszyła zgodnie z zapowiedzią i odwróciła uwagę kotów. Inne myszy wykorzystały okazję, zabrały kotom pokarm i wróciły do nory.

Wszyscy się radowali i jedli. Mała mysz wraz ze strażą nie wracała. Nikt nie wiedział co się dzieje. Nagle jednak się pojawili. Ogłosili, że przegonili koty na zawsze, ale nigdy nikomu nie zdradzili tajemnicy w jaki sposób to zrobili.


 

Nikola Józak, kl. V

Mały zajączek zgubił się w lesie”

Dawno, dawno temu żyli sobie mały zajączek Filipek i jego mama pani Chrustusia. Byli kochającą się, miłą rodziną. Żyli spokojnie, dopóki nie zdarzyła się rzecz okropna.

Filipek zaginął na polu. Zajączkowa mama zbierała ziemniaki, a maluch poszedł po wiaderko i bardzo długo nie wracał. Mama się zaniepokoiła i poszła sprawdzić co się dzieje. Synka nigdzie nie było. Szybko pobiegła do domu i zadzwoniła na policję, która wyruszyła natychmiast. Pan policjant spisał protokół i rozpoczęli poszukiwania. Dopiero po dwóch dniach policja zadzwoniła do pani zajączkowej, że jej syn jest na komendzie. Chrustusia wyruszyła tam natychmiast, zabrała Filipka, przytuliła i wytłumaczyła, że tak nie wolno.

Mały zajączek zrozumiał, że mama musiała okropnie się martwić. Przeprosił ją za swoje zachowanie.

- Na szczęście nic ci się nie stało. Pamiętaj, że nigdy, ale to nigdy nie możesz tak robić.

Filipek obiecał i zaczęli wspólnie przygotowywać kolację. Od tego wydarzenia żyli długo i szczęśliwie.


 

Gabriel Kałużny, kl. V

Zagubiony królik”

Żył sobie pewien królik. Miał na imię Uszatek. Mieszkał w małej norce i miał spokojne życie. Lubił polować i wysoko skakać, ale był samotny. Postanowił wyruszyć na poszukiwania przyjaciela.

Gdy szedł sobie przez las, zza drzewa wyskoczył groźny wilk. Nie porwał ani nie zjadł Uszatka, ponieważ wilk też nie miał przyjaciół czy kogoś bliskiego. Przedstawił się królikowi:

- Mam na imię Tom.

Uszatek stwierdził, że zakoleguje się z Tomem i zaprosi wilka do swojej norki. Wilk nie mógł jednak do niej wejść, bo był za duży. Królik zaproponował, żeby poszli na polanę zjeść kolację. Gdy jedli, wyskoczył bardzo zły lis, porwał królika i uciekł. Uszatek wyrwał się z jego szponów, ale nie wiedział gdzie się dokładnie znajduje i jak wrócić. Krążył to w jedną, to w drugą stronę i coraz bardziej się bał. Wilk okazał się jednak prawdziwym przyjacielem. Złapał lisa i dał mu nauczkę. Potem szukał Uszatka bez przerwy, a że miał świetny węch, to w końcu się udało.

Od tej pory ta dziwna para przyjaciół co dzień wesoło spędzała czas i żaden lis nie odważył się już im przeszkodzić.


 

Mateusz Tywoniuk, kl. VI

Obca przyjaźń”

W pewny mieście żył chłopak o imieniu Adam. Mieszkał w luksusowym apartamencie. Nie miał jednak przyjaciół, ponieważ był skąpy i niemiły.

Gdy szedł rano do szkoły, zobaczył na niebie latający talerz, który rozbił się nieopodal. Pobiegł do miejsca wypadku i zobaczył, że z maszyny wychodzi dziwna postać. Obcy niespodziewanie przemówił:

- Czy to jest Ziemia?

- Tak – odpowiedział Adam.

- A ty jak się nazywasz?

- Jestem Adam.

- A ja Marek. Pochodzę z Marsa.

- Po co tu przyleciałeś?

- Żeby odnaleźć mojego przyjaciela. Rozbił się na Ziemi i przedostałem się tutaj, żeby go odnaleźć. A ty masz przyjaciół?

- Nie mam. – Adamowi zrobiło się nieswojo.

- To szkoda. Pomożesz mi w poszukiwaniach mojego przyjaciela?

- Oczywiście.

- Dziękuję. Zatem ruszajmy.

Wyruszyli razem na poszukiwania. Szukali go przez cały dzień, aż znaleźli statek, który był rozbity. Tuż obok znaleźli czyjeś ślady, więc poszli tym tropem. W końcu dotarli do laboratorium. Cicho weszli do środka i zobaczyli przyjaciela Marka uwięzionego w klatce. Obok stał strażnik z kluczem przyczepionym do paska. Na szczęście Marek miał przy sobie laser, który, gdy się nim w kogoś trafiło, usypiał na pięć minut. Wycelował w ochroniarza, który od razu po strzale zasnął. Teraz mogli działać. Natychmiast odebrali klucz i otworzyli klatkę, żeby uwolnić Łukasza. Prędko uciekli w stronę statku kosmicznego Marka. Tam przybysze pożegnali się z Adamem i odlecieli.

Adam zrozumiał, że przyjaźń jest bardzo ważna. Przygoda dała mu wiele do myślenia. Gdyby nie Marek, nie wiadomo co stałoby się z Łukaszem. Chłopak zmienił się nie do poznania i wkrótce znalazł prawdziwych przyjaciół.


 

Wiktoria Siarnik, kl. VI

Niespodziewana zmiana”

Dawno temu żył sobie pewien staruszek Edward, który miał już 69 lat. Coraz częściej potrzebował czyjejś pomocy. Rodzina pana Edwarda rzadko go odwiedzała, co bardzo go martwiło. Nadszedł jednak dzień, który przyniósł nieoczekiwane zmiany.

Edward siedział przed domem i patrzył na wiosenne kwiaty, które pojawiły się na drzewach. Nagle usłyszał skrzypienie otwierającej się furtki. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Na podwórko weszła jego córka z dziećmi. Zrobiła mu niespodziankę w dniu jego urodzin. Mężczyzna był bardzo wzruszony ich przyjazdem. Opowiedział im o wszystkich swoich troskach. Córka bardzo zaniepokoiła się sytuacją ojca, nie wiedziała, że jest aż tak źle. Po długiej rozmowie ustalili, że Ewa wraz z dziećmi się do niego wprowadzi. Córka przejęła część obowiązków i ojciec mógł nieco odpocząć. Niestety warunki mieszkaniowe były koszmarne. W starym domu brakowało łazienki i bieżącej wody, a dach był pokryty papą. Ewa postanowiła, że konieczny jest generalny remont. Ojciec jednak nie miał na to pieniędzy. Zawsze żył bardzo skromnie. Córka jednak postanowiła użyć swoich oszczędności, które zebrała dzięki pracy za granicą. Po dwóch miesiącach zaczął się remont. Zaczęli od przeciekającego dachu, później zajęli się kanalizacją, a na końcu odświeżyli wszystkie pomieszczenia. Niestety nie starczyło im środków na nowe okna. Mimo to pan Edward był niezwykle szczęśliwy. W końcu nie musiał nosić ciężkich wiader wody ze studni od sąsiada, ale przede wszystkim nareszcie nie był sam. Po jakimś czasie udało się wymienić również okna. Remont został ukończony. Rodzina mogła zająć się zdrowiem pana Edwarda.

Dzięki troskliwej opiece córki, starszy człowiek przeżył jeszcze wiele szczęśliwych lat. Odkąd w jego domu pojawiła się rodzina, na nowo poczuł, że chce mu się żyć. Widok roześmianych wnuków dodawał mu sił.


 

Szymon Sitarczuk kl. VI

Wielka przyjaźń”

Pewnego sobotniego ranka szedłem przez miasto. Mogłem skorzystać z wielu różnych atrakcji. Szedłem jednak przed siebie i kontem oka zobaczyłem ruch w małej ślepej uliczce. Zatrzymałem się zaciekawiony i zerknąłem w tamtą stronę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co mnie czeka.

Przy ścianie starego budynku zobaczyłem dziwnego stwora. Nie wydawał się groźny.

- Kim jesteś? – zapytałem go.

- Nazywam się Berni. Jestem robotem.

Byłem bardzo zdziwiony. W życiu nie widziałem gadającego robota. Postanowiłem, że zadam mu jeszcze kilka pytań.

- Jak się tu znalazłeś?

- Niestety, miałem lecieć na Marsa. Byłem jednak bardzo zmęczony i przysnąłem. Obudziłem się, gdy moje wielkie UFO zbliżało się do tej planety, więc wylądowałem. Nie wiem nawet gdzie jestem. Zgubiłem się.

- Bardzo mi przykro. Jesteś na Ziemi.

- Na Ziemi? Nigdy o niej nie słyszałem. A ty jak się nazywasz?

- Jestem Szymon i mieszkam niedaleko. Właściwie dwie ulice stąd. Skoro już tu trafiłeś to chodź, pokażę ci jak się tu bawimy.

Porozmawialiśmy chwilę i ruszyliśmy w stronę wielkich dmuchanych potworów, na których można było skakać i ćwiczyć przewroty. Zaproponowałem, żebyśmy spróbowali. Okazało się, że Berni był zachwycony.

- Ale jest świetnie! Na Marsie nie ma takich atrakcji.

- To zostań u nas na Ziemi.

- Wolałbym jednak wrócić do mojej rodziny. Tutaj nie mam przyjaciół. Znam tylko ciebie.

- Gdybyś został tu dłużej poznałbyś wielu fantastycznych ludzi.

On nie był jednak przekonany. Żałowałem, że nie ma tu nikogo z moich znajomych. I wtedy pojawił się Antek. Szybko zapoznałem go z Bernim i poszliśmy do wesołego miasteczka. Potem wstąpiliśmy do kina i zjedliśmy pyszne lody. Mnóstwo opowiadaliśmy sobie wzajemnie o życiu na naszych planetach. Kiedy nadszedł wieczór, musieliśmy się rozstać. Berni nie wiedział co robić. Zerkał raz na swoje UFO, raz na mnie i Antka. I nagle stała się rzecz niesłychana. Statek Berniego zniknął!

Od tamtej pory minęło mnóstwo czasu. Mam nowego przyjaciela. Nie rozstajemy się
z Bernim ani na krok. Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, że zaprzyjaźnię się z robotem, to pewnie po prostu bym nie uwierzył.


 

Justyna Abramek kl. VI

Drogocenna perła”

Dawno temu żył chłopiec o imieniu Michał, który postanowił spełnić marzenie swojego dziadka. A mieszkał z nim sam w Chinach. Dziadek chłopca był w dość trudnej sytuacji. Michał musiał się nim opiekować i pracować na utrzymanie ich obojga. Rodzice Michała zginęli w wypadku, gdy ten był jeszcze malutki.

Pewnego dnia Michał znalazł pamiętnik dziadka. Chłopiec, zaciekawiony jego przeszłością, zaczął czytać kolejne kartki. Na wielu stronach dziadek wspominał o szmaragdowej perle. Największym jego marzeniem było jej odnalezienie i przeznaczenie pieniędzy z jej sprzedaży na utrzymanie domu i szkołę dla swojego wnuczka. Michał słyszał legendy o perle. Rozpowiadano, że perła leży na wzgórzu, którego pilnują smoki. Stwory strzegły jej przed ludźmi, którzy chcieli wykraść skarb, sprzedać i wydać pieniądze na zachcianki. Dawniej perły strzegli ponoć także wojownicy, ale jeden z nich próbował oszukać smoki i wykraść perłę. W ten sposób stracił zaufanie na zawsze, a jedynymi stróżami zostały smoki. Michał postanowił wykraść perłę i spełnić marzenie dziadka. Czytając pamiętnik dowiedział się, że smoki uwielbiają złote przedmioty. Znalazł też zarys planu kradzieży perły, opracowany przez dziadka. Dziennik kończył się wpisem na temat urodzin Michała i brakowało w nim wielu elementów niezbędnych, by akcję przejęcia skarbu przeprowadzić. Chłopiec sam musiał wymyśleć plan. Postanowił zabrać wszystkie złote rzeczy z domu i iść na legendarną górę. Spakował plecak, który był bardzo ciężki od wszystkich metalowych i złotych przedmiotów. Następnie wyruszył w drogę. Wspinał się trzy godziny i doszedł do świątyni, w której była perła. Gdy chłopiec podszedł bliżej, nagle zza ściany wyleciały dwa smoki. Chłopiec bardzo się przestraszył i odskoczył. Smoki, ziejąc ogniem, chciały do odstraszyć. Michał wziął plecak w rękę i zaczął biec w stronę rzeki. Wrzucił do niej wszystkie świecące rzeczy, które ze sobą wziął i odbiegł. Smoki, widząc błyskotki, zaczęły za nimi lecieć w dół rzeki. Michał pobiegł do świątyni i zabrał perłę. Wrócił szybko do domu i pokazał skarb dziadkowi. Staruszek bardzo się ucieszył. Natychmiast poszedł do kupca i sprzedał perłę.

Dziadek wykorzystał pieniądze zgodnie z planem. Naprawił dach i uzupełnił wszystkie domowe braki. Michał nie musiał już pracować. Dzięki pieniądzom chłopiec poszedł do szkoły. Świetnie się uczył i został podróżnikiem. Wszystkie przygody opisywał w swoim dzienniku.


 

Bartosz Łochnicki

Moja Ojczyzna”

Te wszystkie lasy, łąki i pola

to kraj kochany, Ojczyzna Moja.

Pod zaborami wiele lat była,

aż nasza ludzkość ją wyzwoliła.

Bohaterskie czyny nasi przodkowie

przypłacili życiem i zdrowiem.

Na wszystkich frontach walczyli dzielnie,

po wieki chwała im za to będzie.


 

W dzisiejszych czasach wszyscy to wiemy,

naszą Ojczyznę kochać będziemy.

I chociaż często nasi rodacy

muszą wyjechać z kraju do pracy,

to bardzo tęsknią i wspominają.

Do swej Ojczyzny zawsze wracają.


 

Gabriel Kałużny

Dzielny żołnierz”

Nie ma nad żołnierza dzielniejszego człeka.

Nie lubi czołgistów, chętnie by ich zdeptał.

Czy to złota jesień, czy to ciężka zima,

W podartym mundurze idzie żołnierz-maszyna.

Ma karabin w ręku i skrzynkę naboi.

Każdy wróg się go boi.

Nogi ma zdeptane,

Nie poddaje się wcale.

Oliwkowy beret jest dumą i chwałą.

Dzięki Niemu Ojczyzna ma obronę stałą.


 

Marceli Oleszczyński

Moja Ojczyzna”

Moja Ojczyzna to mój dom,

to moje okolice.

Kocham moją wieś Czułczyce

i pobliskie Sajczyce.

Polska mnie fascynuje,

bardzo ją miłuję.

Biel i czerwień to barwy narodowe,

zawsze je wielbię, bo są wyjątkowe.

Nasz naród przetrwał trudny czas,

bo wolność żyła w nas.

Nie straszne nam przyszłe dni,

bo wolność mamy we krwi.


 

Jakub Palenik, Jakub Szulędzki

***

Pośród wielu ważnych słów,

Jest to jedno najważniejsze,

Niepodległość

tak brzmi właśnie to najcudowniejsze.

Ono znaczy – żyć bez strachu.

Ono znaczy – kochać, śmiać się

W wolnym kraju bez zamachów,

Bez wyrzeczeń, strapień, smutków.

Jest też jedna ważna data.

Wtedy brat walczył za brata.

I choć wiało wówczas chłodem,

Staliśmy się wolnym narodem.


 

Sara Mielniczuk

Moja Polska”

Polsko, Ojczyzno moja kochana,

Nie damy Ci nigdy paść na kolana.

Pomimo wojen i bitew przetrwałaś,

Opoką wielu pokoleń się stałaś.

Gdy wrogowie bezlitośnie Cię rozbierali,

Nasi rodacy nad Tobą płakali.

Za naszą Ojczyznę ludzie ginęli,

Rozejrzyj się wokół, niektórzy ocaleli.

Dziś się ukłońmy przed tymi co walczyli,

I dumnymi Polakami nas uczynili.


 


 


 

Karolina Haponiuk

***

Moja kochana polska Ziemio.

Kogoś wychowała?

Walecznych synów idących w bój.

Za Ciebie oni przelali krew,

by wreszcie po wielu ciężkich dniach,

spadły łańcuchy z Twoich ziem.

Twój ciężar potęgowały zakazy wroga.


 

Jednak z chat było słychać cichy polski szept

I gorące modlitwy o wolność do Boga.

Wreszcie po 123 latach stałaś się wolna.

Dziś została nam tylko pamięć o bohaterach,

Dzięki którym Ojczyzno nasza jesteś niepodległa i wolna.


 

Aleksandra Niedźwiecka

Moja wieś”

Mój piękny dom ojczysty

Malowany kolorową kredką

O smaku mlecznej czekolady.

Zapach pól,

Aromat łąk i kwiatów.


 

Wieś to dzieciństwo i życie.

Wieś to miejsce

Na zawsze obecne w moim sercu.


 

Pochodzę ze wsi,

Tu pierwszy krok, dotyk, spojrzenie.

Pochodzę ze wsi,

Tu moje korzenie wrośnięte w złoty krajobraz.

Pochodzę ze wsi,

Pełnej stokrotek, maków i tulipanów.

Pochodzę ze wsi,

Melodia drzew budzi mnie do życia.


 

Marceli Oleszczyński

***

Jan Paweł II chodzi po górach,

Trzymając głowę wysoko w chmurach.

Marzy o świecie pełnym pokoju,

Choć wie, że droga to ciężka, pełna trudu i znoju.

Wspina się wzwyż mimo przeciwności,

Widzi tam światło pełne miłości.

Jest już na szczycie, niestraszna mu trwoga,

Wyciąga rękę, by dotknąć Boga.


 

Bartosz Łochnicki

Krajobrazy św. Jana Pawła II”

W mojej Ojczyźnie są piękne okolice,

daleko u podnóża gór leżą Kraków i Wadowice.

Słynne są z życia wielkiego Karola Wojtyły Polaka

mojego rodaka.

Tu się urodził i chodził do szkoły.

Czasem był smutny, a czasem wesoły.

Bliskie mu były górskie krajobrazy,

potężne szczyty, zbocza i urwiska,

które przemierzał i podziwiał z bliska.

Górskie potoki wraz z jeziorami

opływał kajakiem razem z kolegami.

Gdy został Papieżem, modlił się wytrwale

i samolotem odwiedzał różne kraje.

Jako pielgrzym i zwierzchnik

nawiedził sto trzydzieści dwa kraje,

poznawał ludzi i ich obyczaje.

Wszystkie te pielgrzymki

to jest jedna droga,

która prowadzi ludzi do Boga.


 


 


 


 


 


 

Go to top