Zobacz stronę Gminy SawinZobacz stronę Gminy Sawin

 

Aktualności

W przedświąteczny czwartek w naszej szkole odbyły się Bożonarodzeniowe warsztaty plastyczne. Zajęcia były przeprowadzone przez Panią Martę Skrzyńska z Centrum Szkoleń i Animacji. Głównym celem działania było wykonanie bombki choinkowej, wprowadzenie uczniów w atmosferę świąt oraz integracja klas. Zajęcia były przeznaczone dla klas I-VIII. Wszyscy ochoczo zabrali się do działania, a efekty swojej pracy zabrali do domu. Dziękujemy za duże zainteresowanie warsztatami i zapał do pracy.
p. Natalia Bejda







 

Święta Bożego Narodzenia  są głęboko zakorzenione w kulturze wiejskiej. To długie przygotowania, świąteczny nastrój i oczekiwanie na najważniejsze urodziny. Urodziny Pana Jezusa. Tradycja nakazuje ustroić choinkę, przygotować wieczerzę wigilijną, pójść na Paterkę. Wszyscy wierzymy, że Dzieciątko Jezus, tak długo wyczekiwane, obdarzy nas swoimi łaskami.

 Świat fantazji dziecięcej urozmaica te Święta mówiącymi piernikami, oczekiwaniem na prezenty, a nawet problemami ze świętym Mikołajem, który może zapomnieć o prezentach. Można krytykować nadmierny komsumpcjonizm, ale oczekiwania i marzenia dzieci są autentyczne. W tym okresie może się naprawdę dużo wydarzyć. Przeczytajcie….

p. Anna Kuryluk










Wielka przygoda Antka i Pimpka

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję mojej Kochanej Rodzinie, która mnie zawsze wspiera.

                                                                                                                                               Dawid          

    Dawno temu żył sobie Antek. Miał siedem lat. Lubił Boże Narodzenie i ozdabiać choinkę.

Pewnego razu, gdy bawił się ze swoim psem Pimpkiem, drzewa zaczęły się uginać, dwa z nich połączyły się koronami. Zobaczył wtedy biały portal i usłyszał takie słowa:

- Pomóż nam!

     Antek z Pimpkiem podeszli do tego dziwnego zjawiska.

- Wchodzimy tam? – spytał Antek Pimpka.

- Hauu – odpowiedział Pimpek. Znaczyło to u niego, że tak, bo od razu, gdy się zgadzał, kiwał głową.

       Po krótkim namyśle Antek wskoczył do portalu, za którym znajdowała się dziwna kraina. Panowała tam wieczna zima. Mieszkańcami były choinki, chmurki i ptaki. Wszyscy byli szczęśliwi i uśmiechnięci, oprócz jednej kobiety. Powodem ich radości było to, że w dzień Bożego Narodzenia przyjadą do nich najbliżsi, a ta smutna kobieta martwila się tym, że znowu przybędzie Doktor Złośliwy i popsuje wszystkim święta. Do niej wlasnie podszedł Antek ze swoim pieskiem i zapytał:

- Kim pani jest?

- Na imię mam Zima. A wy kim jesteście? – zapytała. Była ubrana na biało, ustrojona gwiazdkami i złotym szalikiem.

- Ja jestem Antek, a to mój pies Pimpek –odpowiedział chłopiec.

- Hau, hau – przedstawił się piesek, ale nawet Antek nie wiedział, co to znaczy. Pimpek był coraz bardziej przestraszony. Szczekał głośno, aż w końcu zaczął zaczepiać Antka swoją łapką. Gdy chłopiec się odwrócił, zobaczył topniejący lód, a wysoko w górze słońce, które mocno grzało. Sterował tym słońcem Doktor Złośliwy, który zawsze psuł ważne święta. Dokładnie każde!

- Co ty tu robisz? – spytała Zima wyciągając swoją różdżkę.

- Ja chcę pozbyć się tych świąt! – powiedział groźnie Doktor.

            Pani Zima strzeliła różdżką, a on zamienił się w bryłę lodu. Gdy został zamrożony, Zima wyjęła magiczny piasek, który znajdował się w małym woreczku. Sypnęła nim na Doktora Złośliwego. Wtedy lód się roztopił, a Doktor stał się bardzo miły. Zima zmieniła mu nazwisko, zamiast Doktor Złośliwy nazywał się teraz Doktor Miły.

- A my jak wrócimy? – spytał Antek.

        Pani Zima wyjęła różdżkę i strzeliła nią pomiędzy drzewa, w których znalazł się magiczny portal.

- Ten portal prowadzi do twojego domu – powiedziała.

- Dziękuję! – odpowiedział Antek

- Do zobaczenia chłopcze!

        Antek z Pimpkiem weszli do portalu, który przeterepoltował ich na podwórko. Przyjaciele poszli do domu, a chłopiec cały czas myślał o tej krainie, a Pimpek o tym, że nadal nie może mówić.

 

Jak zostać pomocnikiem świętego Mikołaja

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Kochanym Dziadkom, którzy wspierają mnie w trudnych chwilach.

                                                                                   Szymon

                Dawno temu żył Dominik, który był bardzo złym chłopcem. Na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem zmieniał się w choinkowego stworka i dobrego chłopca. W tym świecie poznał nowego przyjaciela. Był ubrany w czerwony strój, na czapce miał biały pompon, a jego buzia zaróżowiona z zimna.

                 W choince ukryte było miasteczko. Łańcuchem był most, gałązki tworzyły drogi, a domami były bombki.

                 Dominikowi wystarczał jeden dzień, aby zmienić się w dobrego chłopca, ponieważ jego ukrywanym przyjacielem był święty Mikołaj, który, gdy się śmiał z żartów Dominika, to wydawał odgłosy: ” hou, hou, hou”.

- Co teraz robimy? – zapytał przyjaciela Dominik.

- Chodź do domu. Przejedziemy się na piernikowym reniferze – powiedział Mikołaj.

- Dobrze – odpowiedział Dominik.

              Jeździli tak, aż nadeszła noc. Mikołaj pożegnał się z Dominikiem i odesłał go do łóżka. Chłopiec usnął.

-  Dominiku, Dominiku, obudź się – szeptał Mikołaj.

- Kto to? – zapytal chłopiec.

- To ja, święty Mikołaj – odpowiedział święty - chodź ze mną, rozwieziemy prezenty dla dzieci – poprosił chłopca.

- Oczywiście – odpowiedział Dominik.

            I polecieli na saniach, tak, jak opowiadają rodzice. Rudolf był na czele, miał czerwony nos i był największy. Po dwóch godzinach odwiedzili pół świata.

- Mikołaju, jestem zmęczony – wyszeptał Dominik.

- Dobrze! Cel – dom! – krzyknął Mikołaj.

   Po tych słowach świętego Mikołaja, Dominik był już w swoim łóżku i myślał, jaki prezent dostanie od przyjaciela.

- Mamo! - krzyczał Dominik – to ty mi to kupiłaś? - zapytał widząc prezent pod choinką.

- Nie! - odpowiedziała zdumiona mama.

- Tato, tato, kupiłeś mi ten prezent? - zapytał Dominik.

- To nie ja synu- odpowiedział tata.

      Po tych słowach taty Dominik zobaczył za oknem świętego Mikołaja.

- A jednak nie zapomniał o mnie – pomyślał Dominik

- Hou, Hou, hou! - śmiał się Mikołaj.

       I od tej chwili Dominik zmienił się w dobrego chłopca. I nie uwierzycie! On przyjdzie też do was, bo do mnie już przyszedł! Dominik jest teraz pomocnikiem Mikołaja i nigdy już nie wspominał tych chwil, gdy był złośliwym chłopcem, ponieważ każdego dnia jest ze swoim przyjacielem.

 

Przygoda z prezentami

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom, którzy mnie kochają i opiekują się mną.

                                                                                                  Patryk

    Dawno temu, w pięknym lesie, gdy padał śnieg, żyli sobie dwaj pomocnicy pani Kasi: Lesio i Ferdzio.

      Pani Kasia była wróżką, która miała długie włosy, piękną białą suknię. Lesio był reniferem, który ciągnął sanie. Fredzio zaś był krasnoludkiem, który pomagał nieść wór z prezentami.

        W tym roku święty Mikołaj zachorował  i pani Kasia z pomocnikami musiała wyręczyć biednego Mikołaja. Pani Kasia wzięła swoich pomocników, prezenty, i wyruszyła w drogę.

           Ferdzio wziął prezent, który miał być przeznaczony dla  6 – letni Gabrysia.

Prezent wyśliznął mu się z rąk i wypadł z sań. Pani Kasia była przerażona i myślała, że nie dostarczy paczki. Wtedy Lesio wpadł na pomysł, aby zejść z sań i poszukać prezentu,  za nim poleciała inna  wróżka.

      Byli przerażeni, nadchodził ranek, 6 grudnia, a jeszcze ani jeden prezent nie został wręczony. Pani Kasia zatrzymała się i spytała:

- Dlaczego za nami lecisz? Jesteśmy bardzo przerażeni!

- Przepraszam, ale widziałam, jak prezent wypadł wam z sań – powiedziała wróżka – chcę wam pomóc dostarczyć prezenty! - dodała.

- Z wielką chęcią przyjmiemy pani pomoc – ucieszyła się Kasia.

   Wszyscy byli zadowoleni z dostarczania paczek. Wróżka Kasia serdecznie podziękowała nieznajomej wróżce:

- Dziękujemy za pomoc. Bez ciebie nie dostarczylibyśmy tych prezentów.

- Nie ma za co. To ja wam dziękuję za uprzejmość. To wielka radość sprawiać przyjemność innym.

   Wszyscy byli zadowoleni, a zwłaszcza 6 -letni  Gabryś, który nie mógł się doczekać swojego prezentu,

       6 grudnia, czyli Dzień Świętego Mikołaja  był najcudowniejszym dniem.

 

Boże Narodzenie

Opowiadanie, które napisałam, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom, którzy zawsze się o mnie troszczą i zawsze są przy mnie.

                                                  Natalka

           Dawno, dawno temu żyła piękna zima Kasia. Ubrana była w białą suknię ozdobioną srebrnymi gwiazdkami i kryształkami. Na włosach i sukni lśnił złocisty szal.

            Pewnego razu Kasia przygotowywała się do Świąt Bożego Narodzenia. Zaprosiła swoją rodzinę poszła do lasu ściąć choinkę. W  głębi lasu zobaczyła piękne drzewko, które było tak ładne, że Kasia je od razu ścięła i poszła z nim do domu. Ozdobiła choinkę złotymi i czerwonymi bombkami, na gałęziach zaczepiła jasnoczerwone i ciemnozłote łańcuchy.

                Kasia z niecierpliwością czekała na pierwszy dzwonek do drzwi.. Minęło parę minut, a mama Wichura, tato Mróz, wujek Nowy Rok i dziadkowie Zimne Dni przyszli z wizytą.

Zapowiadały się przepiękne Święta.

                       Goście chwalili choinkę Kasi, lecz w pewnym momencie drzewko się poruszyło. Wszyscy byli zdziwieni.

- Jak to się stało? – zastanawiała się Kasia.

- Czy to drzewko się poruszyło? - nie dowierzała Wichura z Mrozem.

                  Choineczka spała, ale po długiej drzemce obudziła się. Otworzyła oczy, przestraszyła się i chciała uciec, ale nie chciała zepsuć świąt, które tak bardzo lubiła. Nie mogła wytrzymać i znów się poruszyła, ponieważ Kasia niosła tace pierniczków. Chciała stać spokojnie, ale nie mogła, tak ją przyciągał zapach pierniczków. Musiała uciekać, bo nie mogła na nie patrzeć.

- O nie! Moja choineczka uciekła, jak to możliwe? – zasmuciła się Zima.

     Pobiegła za swoją choineczką, ale ona zamieniła się w drzewo tak, żeby Kasia jej nie zauważyła. Wszyscy goście zasmucili się, bo im też choineczka bardzo spodobała się.

- Pomożemy ci ją znaleźć !  - krzyczała mama do Kasi.

- Naprawdę? To chodźmy! - ucieszyła się córka.

    Wszyscy poszli w głąb lasu, ale choineczki nigdzie nie było.

- Chyba jej nie znajdziemy! - przeraził się Nowy Rok.

- Znajdziemy ją na pewno! - pozostali krewni pocieszali ją

   Choineczka się zasmuciła i już miała wrócić do Zimy, gdy zza drzew wyskoczyły wilki. Nie wiedziały biedactwa, że mają do czynienia z osobami bardzo ważnymi. Mróz je zmroził, Wichura wywiała i musiały uciekać daleko od tego miejsca. Zimowa rodzina wraz z choineczką wróciła do świątecznej uczty. Choineczka też dostała świątecznego pierniczka.

 

Pierniczkowy Świat

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom, którzy opiekują się mną i zawsze mogę na Nich liczyć.

                                                              Mateusz

             Pewnego razu żyła królewna Kasia, która miała białe włosy z kryształkami lodu, taką samą sukienkę i   po prostu była piękna.

          Pewnego razu ozdobiła swoją choinkę pierniczkami. Powiesiła też zaczarowanego piernika i w ten sposób przeniosła się do Pierniczkowego Świata. Szła dróżką i zobaczyła wielka osadę, do której wejścia bronili dwaj ochroniarze.

- Czy mogę wejść? - zapytała grzecznie.

- Muszę zapytać burmistrza naszego miasta – odpowiedział  ochroniarz z piernika.

- Dobrze, poczekam – odpowiedziała.

      W tym czasie zwiedziła cudowne pierniczkowe miasteczko, które bardzo jej się spodobało.

     Po pewnym czasie przyszedł posłaniec i zaprowadził ją do zamku z piernika, w którym czekał na nią piękny królewicz. Od razu spodobali się sobie. Król wyprawił im wspaniałe wesele. Młodzi żyli długo i szczęśliwie w pierniczkowym mieście.

 

                              Zimowa Kraina

Opowiadanie, które napisałam, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom, którzy są przy mnie i mnie kochają.

                                                            Maja

        Dawno, dawno temu w domu Basi stała choinka, a na nie przepiękna bombka z obrazkiem,  wokół którego były brokatowe gwiazdki. Basia nie mogła się powstrzymać, wzięła ją do ręki znalazła się w innej krainie.

- Co to za piękna kraina! – powiedziała głośno.

      Wtedy podszedł do niej Piernik ozdobiony białym lukrem i śnieżynkami. Oczy miał z brązowych drażetek.

   - Dzień dobry panie Pierniku – powiedziała Basia.

- Dzień dobry dziewczyno – odpowiedział piernikowy ludek.

- Mam na imię Basia – odpowiedziała.

- A ja jestem Pimpek – przedstawił się pierniczek – zaprowadzę cię do naszej królewny Kasi.

    Poszli tam razem. Kasia była pięknie wystrojona w białą suknię przyozdobiona białymi kuleczkami i srebrzystym szalem. Pimpek pokazał jej zaczarowana kulę.

- W tej kuli zobaczysz cały świat, ale nie możesz jej dotykać bo wywołasz czarownice! - ostrzegł ją.

Ale Basia go nie posłuchała, dotknęła kulę i przywołała pierwszą czarownicę.

- Jestem czarownica – powiedziała wiedźma milutkim głosem – mogę was zamienić w kamienie.

- Ratunku! - krzyknęła Basia i zaczęła uciekać.

    Pimpek od razu stał się lodowym posągiem, a Basia uciekała ile sił miała w nogach. Na swojej drodze spotkała świętego Mikołaja.

- Dlaczego tak pędzisz dziecino mała? - zapytał święty Mikołaj.

- Czarownica zamieniła piernikowego ludka w posąg lodowy, a ja uciekam przed nią – wyjąkała.

- Nie martw się. Pomogę ci – odpowiedział święty Mikołaj.

   Poszli do zaczarowanego dębu, Mikołaj miał tam ukrytą miksturę, która unieszkodliwiała wiedźmy.

- Co wy tu robicie? - wystraszyła się czarownica.

- Chcemy odzyskać piernikowego ludka! - powiedzieli razem.

      Święty Mikołaj poradził sobie z czarownicą, po prostu zamienił ja w leśna purchawkę i odczarował piernikowego ludka.

- Musimy szybko wracać, bo pewnie wieczerza wigilijna już na stole – powiedziała dziewczynka.

    Tak też się stało, bo dla świętego Mikołaja nie ma nic niemożliwego. Po chwili dziewczynka była w swoim pokoju, a na choince wisiał piernikowy ludek. To były wspaniałe Święta Bożego Narodzenia.

 

               Rodzinny dzień

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom i Najwspanialszej Siostrze.

                                                                                                                          Bartek

   Był chłodny, zimowy poranek. Drzewa przykrywały wielkie śniegowe czapy. W ogródku sąsiadów stał sobie bałwan. Rodzina przygotowywała się do Świąt Bożego Narodzenia.

    W tym domku, o którym chcę opowiedzieć, mieszkała Martyna, zgrabna wysoka dziewczyna, zwykle ubrana w niebieski sweter, dżinsy i błękitną czapkę z pomponikiem. Razem z nią mieszkała jej mama Krzysia i tato Sebastian. Mama to niska kobieta, która swoje piękne blond włosy zaczesywała w kucyk. Natomiast tata to wysoki mężczyzna o czarnych włosach i z lekkim zarostem.

      Gdy tata zaczepiał światełka na dworze, usłyszał jakieś chrobotanie. Nie wiedział, co to jest, więc pobiegł do domu, ale nic nie mógł powiedzieć, ponieważ tak się zasapał, aż zaschło mu w gardle i zaczął kaszleć. Krzysia nie wiedziała, co się dzieje, ale za wszelką cenę chciała pomóc mężowi. Podała mu szklankę wody i kaszel ustąpił. Sebastian już spokojnie opowiedział, co się dzieje:

- Słychać jakieś dziwne odgłosy – oznajmił.

     Wyszli wszyscy razem z domu, żeby sprawdzić, co to za chrobotanie. Niestety, nic nie znaleźli.

          Wszystko wróciło do normy, Krzysia wróciła do domu, a Sabek dalej rozwieszał świąteczne oświetlenie.

      Po dwóch godzinach z domu wyszła Martynka, żeby też ulepić bałwanka, ale większego niż u sąsiadów. Gdy lepiła pierwszą kulę, zauważyła ślady małego zwierzątka. Myślała, że to ślady kota sąsiadów, bo w ich rodzinie nie było przecież żadnego zwierzątka.

    Mijały dnie, a na podwórku każdej nocy pojawiały się na śniegu ślady jakiegoś zwierzaka. Martynka w końcu poszła do sąsiadów i zapytała , czy nie zgubił im się kot, bo te ślady bardzo podobne do kocich, są teraz na jej podwórku.

- Nasz kot jest u weterynarza – powiedział ze zdziwieniem sąsiad – to z pewnością nie jest nasze zwierzątko – dodał.

    Zasmucona Martynka wróciła do domu, lecz coś przykuło jej uwagę. Ślady prowadziły do stodoły. Pobiegła do taty i powiedziała mu o tym.  Sebastian pobiegł tam szybko i zobaczył nie psa, nie kota lecz…. małego kundelka. Pomyślał wtedy, że podaruje kundelka swojej córce Martynce na Wigilię.

    Schował pieska do letniej kuchni, żeby nie zmarzł. Martyna dopytywała, co tam było, ale tata ją okłamał. Powiedział, że to lis zakradał się do kurnika i go przepędził.

      Nadeszła Wigilia, stół prawie pękał pod ciężarem jedzenia. Nadszedł czas, by wręczyć prezenty. Sebastian dostał perfumy, Krzysia złoty naszyjnik , a Martynka małego kundelka. Dziewczyna była tak zadowolona z tego prezentu, że nazwała pieska Gwiazdką, by upamiętnić ten dzień. Rodzina żyła długo i szczęśliwie z kundelkiem.

 

Wigilijne czary

        Moje opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Rodzicom i Bratu, których bardzo kocham.

                                                        Daniel

   Dawno, dawno temu, za górami, za lasami mieszkał chłopiec, który nigdy nie obchodził Świąt Bożego Narodzenia, ponieważ jego rodzice byli biedni. Jego sąsiad zaś był bardzo bogaty, lecz skąpy. Uważał, że Święta Bożego narodzenia to strata czasu. Wolał popędzać swoich pracowników:

- Szybciej! Inaczej was zwolnię! – wrzeszczał, gdy ktoś wolniej pracował.

   Prowadził fabrykę choinek. Była ogromna, a on zarabiał bardzo dużo pieniędzy.

       Biedny chłopiec marzył, żeby obchodzić święta, lecz bogaty sąsiad Stefan nawet się nie zainteresował ich ubóstwem.

             Pewnego dnia, kiedy bogacz kładł się spać, usłyszał dziwny dźwięk. Zszedł na dół ze swojej sypialni i zobaczył dziwną postać.

- Jestem duchem Wigilii. Postępujesz źle wobec swoich pracowników – powiedziała dziwna postać. Zabrała bogacza w przeszłość, do Świąt Bożego Narodzenia, które już się odbyły. Zobaczył tam siebie z dzieciństwa. Właśnie ubierał choinkę i bawił się z kolegami. Wtedy zrozumiał, że trzeba pomagać innym i być dla nich bardziej wyrozumiałym.

           Kiedy wrócili, duch zniknął, a bogacz zaprosił rodzinę biednego chłopca na kolację wigilijną.

            Podczas kolacji przez komin wszedł święty Mikołaj i obdarował wszystkich prezentami. Wszyscy je rozpakowali i okazało się, że każdy dostał to, co chciał.

   Chłopiec był bardzo szczęśliwy, że obchodzi Święta. Od tego czasu bogacz zawsze obchodził święta. Ozdabiał choinkę, śpiewał kolędy, rozdawał prezenty swoim pracownikom i zapraszał wszystkich sąsiadów na wigilijną kolację.

Zadania projektowe z informatyki są wykonywane przez uczniów bardzo chętnie. Maksymilian Kryszczuk i Bartosz Łochnicki poprowadzili własną lekcję informatyki w klasie V, a Adrianna Kruk i Klaudia Staszak w klasie IV. Plansze edukacyjne, które umieściliśmy w pracowni komputerowej wykonali: Radosław Wasylczuk, Dawid Grad. Natomiast uczennice klasy I: Natalia Skubij oraz Aleksandra Cichosz przygotowały Kartki dla babci i dziadka oraz Pocztówki z Czułczyc w edytorze grafiki Paint.





Uczniowie klasy szóstej przygotowali pod kierunkiem nauczycielki historii p. Natalii Bejdy makiety zamków obronnych. Wykorzystali różne materiały: rolki po papierze toaletowym, tekturę, styropian, różnego rodzaju ziarna. Ich prace zostały wyeksponowane  na korytarzu i każdy uczeń, nawet ten najmłodszy widział, jak wyglądało średniowieczne zamczysko.

Te właśnie prace stały się inspiracją do osadzenia akcji nowych tekstów w obrębie średniowiecznych zamków. Dzieci różnie realizowały ten temat. Niektóre wybierały jeden zamek, jako miejsce akcji, inne wszystkie trzy. Powstały bardzo ciekawe teksty, które warto przeczytać….

p. Anna Kuryluk


Walka z potworami

Dawno, dawno temu w królestwie króla Ryszarda VIII Śmieszka mieszkały dwie zaprzyjaźnione rodziny. Rodzina Olanów i rodzina Alanów.  Żyły sobie w zgodzie. Rodzina Olanów liczyła 16 osób, a rodzina Alanów 23 osoby.

         Pewnego słonecznego dnia, kiedy obie rodziny urządzały wspólne ognisko, Mieszek z rodziny Alanów zobaczył jakieś dziwne stwory: Żelusia, smoka z jednym okiem oraz pająka wielkości ośmiu koni.

- Uciekajmy do zamku! – krzyknął.

- W nogi! – zawtórowali mu wszyscy.

Razem ruszyli do zamku króla Ryszarda VIII Śmieszka. Zamek stał na szczycie góry, był zbudowany z wielkich kamieni. Otaczała go ogromna fosa. Był piękny!   Kiedy byli już blisko, zobaczyli , że wejścia strzegą strażnicy, uzbrojeni w miecze i kusze. Skupili się na pilnowaniu wejścia.

- Wpuść nas! Nadciągają potwory! – zawołał do strażników Śmieszek.

  Strażnik wpuścił obie rodziny i zaprowadził do króla.

- Nadchodzą potwory, Panie! – wysapał przestraszony Śmieszek.

- Wezwę naszych sojuszników z sąsiednich królestw – zadecydował szybko król.

 - Zapalcie szybko ogniska i dajcie im znak – powiedział do strażników, którzy natychmiast wykonali to zadanie.

       W tej samej chwili w sąsiednich królestwach dostrzeżono znaki oznaczające prośbę o pomoc i rozpoczęły się przygotowania. Obaj królowie ze swoimi armiami ruszyli na pomoc.

Po chwili wszystkie armie stanęły do walki z potworami. Wszyscy walczyli dzielnie. Kiedy zostały pokonany ich dowódca pająk, wszystkie pozostałe  stwory uciekły.

Po wygranej walce trzej królowie urządzili w królestwie króla Ryszarda  największe ognisko i najhuczniejszą ucztę na świecie. Wszyscy mieszkańcy królestw żyli długo i szczęśliwie.

Daniel Styk

 

Czarodziejski zamek

Dawno, dawno temu był sobie czarodziejski zamek, nie do zdobycia. Miał mury obronne, cztery wieżyczki, a każdej z nich broniło czterech łuczników. Otaczała go fosa, w której pływały drapieżne ryby. Wewnątrz, na placu stała armata. Zamku broniła armia rycerzy, którzy walczyli mieczami. A rządził nim król Antoś.

    Żyły tam w zgodzie z ludźmi dinozaury i smoki. Dinozaury miały ostre pazury i zęby. Nazywały się Tyranozaury, a smoki wokół zamku ziały ogniem.

     Pewnego razu nieprzyjaciele napadli na zamek. Armię tworzyli łucznicy i rycerze z mieczami. Przyciągnęli ze sobą katapulty na kołach, które wyrzucały wielkie kamienie.

 Król Antoś  wypuścił z zamku dwadzieścia smoków, dwadzieścia dinozaurów, dziesięć tysięcy rycerzy z mieczami. Ruszyli do bitwy. Była straszna! Smoki ziały ogniem na napastników, dinozaury raniły ich swoimi pazurami, a ludzie walczyli mieczami.

- Wygraliśmy! – krzyknęli w końcu obrońcy.

- Teraz urządzimy ucztę i odpalimy fajerwerki na znak zwycięstwa! – oznajmił król Antoś.

Obrońcy rozbroili najeźdźców, zabrali im zbroje, miecze, tarcze i łuki. Ucztowali całą noc.

          Mieszkańcy zamku żyli długo i szczęśliwie ze swymi przyjaciółmi – dinozaurami i smokami.

Mateusz Sadurski

Atak Polanic

Dawno, dawno temu wznosił się wielki zamek, którego mieszkańcy walczyli z innymi zamkami. Zamek otoczony był wielkimi murami obronnymi, w których były otwory w kształcie kwadratów. W zamku żył bardzo mądry król.

              Pewnego razu zamek zaatakowali Polanice. Król był jednak spokojny, chociaż to byli jego najgorsi wrogowie i obrońcy już ponieśli spore straty.

- Wylewać smołę! – krzyknął dowódca do rycerza, który stał koło niego.

- Dobrze – odpowiedzieli rycerze.

              Kiedy minął już dzień, Polanice otoczyli zamek. Król się nie poddawał i nakazał strzelać z katapulty kulami ognia, płonącymi strzałami z kusz i łuków. Cały obóz Polanic stanął w ogniu i zaczęła się zaciekła walka.

- Co robimy wodzu? – krzyknął Polanik, ale nie otrzymał odpowiedzi.

- Gdzie nasz wódz? – zapytał drugi rycerz.

          Ale też nie otrzymał odpowiedzi.

- Nie wiem – odpowiedział pierwszy.

- Jak to? – nie dokończył, bo cały spłonął od strzały. Teraz Polanice mieli większe straty, ale się nie poddawali i walczyli nadal.

Król wypuścił wtedy rycerzy na koniach, aby ostatecznie pokonać wroga. Po wygranej bitwie  urządził ucztę dla całego ludu. Złych Polanic już nie było na świecie.

       Ale przybył nowy wróg – król Widmo. Miał rycerzy z mgły, a on sam był niewidzialny. Widoczna był tylko jego korona. Jego rycerzy mogła pokonać tylko woda. Król Widmo ze swymi rycerzami nie mogli wejść do zamku, bo strzegła go wielka fosa wypełniona wodą.

- Nie możemy tędy – powiedział rycerz z mgły.

- Czemu? – zapytał król Widmo.

- Otacza ich fosa z wodą – odpowiedział.

         Nie wiedzieli, że mądry król ze swoimi oddziałami już jest w ich obozie. Zabrali stamtąd mgliste miecze i zbroje. Cały dzień niszczyli ten obóz.

- Musimy wracać – powiedział król Widmo widząc, że nie da się pokonać tej przeszkody, którą była woda.

       Po powrocie zastali zniszczony obóz i brak mglistej broni. Myśleli, że królewskie oddziały uciekły, a to okazało się zasadzką. Łucznicy strzelali z mglistych łuków i kusz mglistymi strzałami. Rycerze króla Widmo też walczyli podobną bronią, powoli tracąc przewagę.  Król Widmo pierwszy uciekł z pola bitwy, a za nim jego rycerze.

         Podobno wyniósł się na planetę Małych Tańczących Duchów, ale przestał już zagrażać innym spokojnym ludziom. Mądry król wraz ze swoimi poddanymi  nie ponieśli żadnych strat i żyli długo, i szczęśliwie.

Szymon Cichosz

                               Król Zygmunt

Zamczysko króla Zygmunta znajdowało się w Mrówkowie. To miasto było ubogie, ponieważ znajdowały się tam tylko trzy domy mieszkalne, kilka straganów, jedna stajnia i jedna karczma.

 Znalazło się tam też magiczne pudło, które wędrowało po okolicznych grodach. Gdy małe wioski mu się znudziły, chciał odwiedzić zamek.

             Najpierw pudło zobaczyło zamek pająków, ale pomyślało, że będą robić pajęczyny w każdym kąciku.

              W drugim zamku było mnóstwo myszy. Pudło omijało ten zamek szerokim łukiem, żeby myszy nie podziurawiły go tak, jak ser.

              Trzeci zamek zamieszkiwały małe ludziki. Było to zamczysko króla Zygmunta. Zdenerwowane pudło weszło przez bramę zamku i stanęło przy karczmie.

             Ludzie, wychodząc z karczmy, wyrzucali resztki do pudełka, jak do śmietnika. Pudło było głodne i zjadało wszystko, co się trafiło, dzięki temu, że zjadało śmieci, stale rosło.

             Po trzech miesiącach było tak ogromne, że przerastało dach karczmy. Jej właściciel na drzwiach powiesił tabliczkę z napisem, żeby nie karmić potwora.

              Król Zygmunt chciał pokonać ogromne pudło, lecz zjadało każdego odważnego rycerza.

             Nikt nie był chętny, by pomóc miastu. Ludzie się wyprowadzili, bo nie dali rady pokonać ogromnego pudła. Zaczęli życie od nowa, wybudowali nowy zamek oraz kilka innych pomieszczeń.

           Ale król Zygmunt bardzo żałował swojego zamku, którego nikt jeszcze nie pokonał. Przebrał się za wieśniaka i wyruszył do lasu na spotkanie z czarodziejem…

   Ta wyprawa była bardzo niebezpieczna, ponieważ król musiał przejść przez zakazany las. W puszczy znajdowały się ogromne węże.

      Gdy król szedł do czarodzieja, myślał, że nadepnął na gałąź, lecz mylił się. To była żmija łaciata. Najgroźniejsza, najbardziej jadowita żmija w tych czasach. Od razu ukąsiła króla w nogę. On przebiegł jeszcze dwa kilometry w strachu, a z rany w nodze sączył się jakiś płyn. Nie dał rady iść dalej, przeżegnał się i zdążył wyjąkać:

- O Boże! Co to za zła moc?

        Zemdlał. Gdy się obudził, zobaczył, że jest otoczony przez pająki i myszy. Wykrzyknął:

- Nie zbliżać się!

Władca myszy zerwał opatrunek z jego rany, z której wypłynęła dziwna substancja. Król Zygmunt zwijał się z bólu, lecz królowa pająków owinęła jego nogę pajęczyną jak bandażem i ból ustąpił.

           Wojsko myszy i pająków ruszyło do domu czarodzieja. On wyczarował zbroje dla wojsk.

Król nie zwlekając ruszył na zamek. Był pewny, że wygra. Pudło było jedno, a wojsk dwa miliony. Musiało uciekać.

             Gdy król przystąpił do szturmu, zdziwił się bardzo! Z dwóch milionów żołnierzy zostały tylko trzy tysiące. Pudło  w jakiś sposób nadal wygrywało i połykało swoich przeciwników.

         Król bardzo zdenerwował się. Ruszył na bestię! Przebił pudło tu i tam. Zaczęła się rzeź! Z pudełka zostały tylko wióry. Niestety, w króla trafił ząb tego ogromnego stworzenia. Był to cios śmiertelny.

Ludzie cieszyli się, że wygrali z pudłem i płakali za królem Zygmuntem. Na jego cześć ustalili jeden dzień pamięci. Było to 5 lutego. Obchodzili wtedy Dzień Odzyskania Niepodległości oraz Dzień Pamięci po ukochanym królu Zygmuncie.

Bartosz Kowalczyk

                            Nawiedzony zamek

Dawno, temu, za górami, za lasami, na wielkiej górze stał zamek. Już od wielu lat w zamku słychać było stukanie i chrupotanie. Wszyscy mieszkańcy myśleli, że to był nawiedzony zamek.

             Pewnego dnia król zebrał swoich dworzan i wydał polecenie:

- Musicie sprawdzić, co to za hałasy. Przez nie niemogę spać w nocy!

               Poddani wykonali rozkaz króla i sprawdzili cały zamek. Szukali i szukali, ale nic podejrzanego nie znaleźli. Nie mieli pomysłu, gdzie jeszcze szukać.

              Wtedy król wydał następne polecenie:

- Przeszukajcie całą spiżarnię!

                 Słudzy wykonali polecenie. Spiżarnia była tak duża, że pracowali około trzech godzin. Nic to nie dało. Powiedzieli o tym królowi:

- Drogi królu, szukamy pół dnia, ale nic nie znaleźliśmy.

- Sprawdźcie w schowku! – wydał polecenie władca.

Słudzy tam weszli i zobaczyli, że dwoje dzieci zabiera ich miecze i zbroję.

       Okazało się, że przez te trzy noce  dzieci podstawiały drabinę, zabierały zbroje i miecze, aby się bawić.

        Jeden z dworzan rzekł:

- Schwytajmy te dzieci!

            Z trudem je schwytali i zamknęli je w areszcie niedaleko zamku. Jeden ze sług zapytał chłopców:

- Dlaczego zabieraliście zbroje?

- Chcieliśmy zostać rycerzami, dlatego zabieraliśmy zbroje i miecze- odparł jeden z nich.

- A nie wiecie, że cudzych rzeczy się nie bierze?

- Prawda – odpowiedzieli ze skruchą.

- Może zostaniecie sługami króla?

- Bardzo chcielibyśmy służyć u jego boku! – krzyknęli radośnie.

- To chodźcie z nami, nauczymy was, jak zostać rycerzami. Pierwsza zasada, którą już poznaliście – nie wolno zabierać cudzych rzeczy.

          Wszystko dobrze się skończyło. Chłopcy nauczyli się, jak walczyć na miecze, jeździć konno i gdy dorośli, zostali rycerzami.

Patryk Kowalczuk

Trzy zamki

Dawno, dawno, ale to bardzo dawno temu, jeszcze w czasach średniowiecznych żyli sobie: Mateusz, Kacper i Piotrek. Mieszkali w zamku Karten. Mężczyźni opuścili zamek i chcieli wybudować swoje własne. Minęło kilka lat i wybudowali je. Mateusz nazwał swój zamek Kantor, Piotrek – Rekin, a  Kacper swój – Pastel. Zamek Mateusza był złoty, obok niego rosły drzewa, stały domy i domki treningowe dla rycerzy. Zamek Piotrka był brązowy, ale mury obronne były białe. Między budynkami wiły się dróżki i biegała sobie jedna świnka.

Zamek Kacpra zbudowany był na morzu. Miał trzy wieże, był koloru brązowego. Stał na deskach, po lewej stronie rosła trawa, a po prawej stały domy. Mieszkańcom dobrze się żyło.

        Kiedyś, każdy z władców, o tej samej porze, zobaczył najeźdźców. To byli bandyci, którzy nazywali się Czarna Banda.

- Poddajcie się – krzyknął jeden napastnik do Piotrka.

- Nigdy!– odpowiedział.

     Kiedy Mateusz i Kacper zobaczyli najeźdźców, od razu pobiegli do Piotra.

- Co wy tu robicie? – spytał Piotrek.

- Przyszliśmy w sprawie bandytów! -  powiedział Mateusz.

- To szybko uciekajmy do Kacpra! Jego zamek jest nie do zdobycia! – krzyknął Piotrek.

      Najeźdźcy mieli problem z dostaniem się do zamku, który otaczała woda i  ponieważ wyszli rycerze. Byli w zbrojach, mieli tarcze, miecze. Na murach zamków pojawili się łucznicy i czarodzieje. Banda bardzo szybko uciekła, ponieważ się przestraszyła.

- Gonimy ich? – spytał jeden rycerz.

- Nie trzeba – odpowiedział Kacper.

                Królowie żyli długo i szczęśliwie.

Dawid Grad

Wojna ziemniaków z cukierkami

   Dawno, dawno temu żyło sobie wojsko ziemniaków, które mieszkało w wielkim zamku z pomarańczowych cegieł, którego dach wyróżniał się poprzyklejanymi ziarnkami słoneczników. Otaczała go wielka fosa. Mur był nie do przebicia, bo wejście było niewidzialne. Tylko na zaczarowane słowa: „Abra ka dabra fokus pokus i morokus” drzwi się pojawiały.

        Pewnego dnia do zamku przyszedł zły czarodziej Marko, który idąc rzucił na siebie zaklęcie i przemienił się w jednego z rycerzy.  On znał to hasło i wszedł do zamku, ponieważ przez wiele lat podglądał go w swej pelerynie niewidce.

         Obok tego zamku stał zamek strzeżony przez wojsko cukierków. Wojsko ziemniaków bardzo nie lubiło tego wojska. Czarodziej Marko pomagał cukierkom po wypowiedzeniu hasła. Wszedł do zamku jako rycerz i powiedział śmiejąc się złośliwie:

- Dzień dobry drodzy przyjaciele. Mamy dzisiaj piękny dzień, nieprawdaż?

      Rycerze szybko zorientowali się, że to żaden z rycerzy, bo Marko nie zmienił głosu.

- O nie! To Marko! Musimy go zamknąć w więzieniu i to szybko! – krzyknął jeden z rycerzy.

        Marko jednak zdążył rzucić zaklęcie na zamek i można już było wchodzić do niego bez hasła, lecz nikt z rycerzy – obrońców o tym nie wiedział. Zły czarodziej został zamknięty.

          Wojsko cukierków z mieczami i tarczami wbiło się do zamku. Ziemniaki gwizdkiem przywołały smoka.

- Aaaaaaaaaa! Oni mają smoka! Uciekajmy! – przeraził się jeden z cukierków.

- Ha, ha, ha! Z naszym przyjacielem smokiem wygramy z łatwością – śmiał się ziemniak.

          Smok był cały zielony, miał wielkie skrzydła i ział ogniem. Wojsko cukierków przestraszyło się i uciekło, a wojsko ziemniaków wygrało.

           Wszyscy świętowali, a król wyprawił ucztę.

Natalia Pączek

                                    W zamku stworów

Dawno, dawno temu stał sobie niebiański zamek, w którym żyły sobie dwa stwory. Jeden nazywał się Lango XIII, a drugi Gluto.

           Pewnego dnia w tym zamku pojawił się smok, który ział ogniem i był wypełniony brzydkim powietrzem.

  - Ratunku! Co to za cuchnący odór! – krzyknął  Lango XIII.

   - Przyszedłem zniszczyć ci zamek – oznajmił smok.

  - Ratunku! Wezwać uczniów i strażników – krzyknął Lango.

           Weszli jego uczniowie, ale byli bardzo przestraszeni. Smok tymczasem podpalał domy mieszkańców, którzy bardzo rozpaczali z tego powodu.

- Co ja teraz zrobię? – zastanawiał się Lango trzymając się za głowę.

         Tymczasem wszedł Gluto między stwory ubrudzone spalenizną. Też się ubrudził , ale był bezradny. Co ugasiły stwory, smok od razu podpalał.

- Co na to powie król, jak się dowie? – martwił się Lango.

I wtedy stało się coś niezwykłego!  Jeden stwór – Ostronogi ze swoją drużyną postanowił przepędzić tego wstrętnego smoka, który psuł powietrze swoim oddechem i niszczył domy mieszkańców.

- Nie pokonamy go siłą, bo jest silniejszy. Musimy przygotować zaczarowany napój, który go rozweseli i uspokoi – powiedział Ostronogi.

      Przygotowali ten napój i na drżących nogach podeszli do smoka, który od tego ziania ogniem był bardzo spragniony. Od razu wypił zaczarowany napój, uśmiechnął się, ziewnął i usnął.

        Wtedy przyszedł Largo i wszyscy wspólnie wynieśli potwora za mury zamku. Związali mu skrzydła, żeby nie mógł latać. W zamku zapanował spokój. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Maja Podjadek 

Uczniowie klasy szóstej przygotowali pod kierunkiem nauczycielki historii p. Natalii Bejdy makiety zamków obronnych. Wykorzystali różne materiały: rolki po papierze toaletowym, tekturę, styropian, różnego rodzaju ziarna. Ich prace zostały wyeksponowane  na korytarzu i każdy uczeń, nawet ten najmłodszy widział, jak wyglądało średniowieczne zamczysko.

Te właśnie prace stały się inspiracją do osadzenia akcji nowych tekstów w obrębie średniowiecznych zamków. Dzieci różnie realizowały ten temat. Niektóre wybierały jeden zamek, jako miejsce akcji, inne wszystkie trzy. Powstały bardzo ciekawe teksty, które warto przeczytać….

p. Anna Kuryluk


Walka z potworami

Dawno, dawno temu w królestwie króla Ryszarda VIII Śmieszka mieszkały dwie zaprzyjaźnione rodziny. Rodzina Olanów i rodzina Alanów.  Żyły sobie w zgodzie. Rodzina Olanów liczyła 16 osób, a rodzina Alanów 23 osoby.

         Pewnego słonecznego dnia, kiedy obie rodziny urządzały wspólne ognisko, Mieszek z rodziny Alanów zobaczył jakieś dziwne stwory: Żelusia, smoka z jednym okiem oraz pająka wielkości ośmiu koni.

- Uciekajmy do zamku! – krzyknął.

- W nogi! – zawtórowali mu wszyscy.

Razem ruszyli do zamku króla Ryszarda VIII Śmieszka. Zamek stał na szczycie góry, był zbudowany z wielkich kamieni. Otaczała go ogromna fosa. Był piękny!   Kiedy byli już blisko, zobaczyli , że wejścia strzegą strażnicy, uzbrojeni w miecze i kusze. Skupili się na pilnowaniu wejścia.

- Wpuść nas! Nadciągają potwory! – zawołał do strażników Śmieszek.

  Strażnik wpuścił obie rodziny i zaprowadził do króla.

- Nadchodzą potwory, Panie! – wysapał przestraszony Śmieszek.

- Wezwę naszych sojuszników z sąsiednich królestw – zadecydował szybko król.

 - Zapalcie szybko ogniska i dajcie im znak – powiedział do strażników, którzy natychmiast wykonali to zadanie.

       W tej samej chwili w sąsiednich królestwach dostrzeżono znaki oznaczające prośbę o pomoc i rozpoczęły się przygotowania. Obaj królowie ze swoimi armiami ruszyli na pomoc.

Po chwili wszystkie armie stanęły do walki z potworami. Wszyscy walczyli dzielnie. Kiedy zostały pokonany ich dowódca pająk, wszystkie pozostałe  stwory uciekły.

Po wygranej walce trzej królowie urządzili w królestwie króla Ryszarda  największe ognisko i najhuczniejszą ucztę na świecie. Wszyscy mieszkańcy królestw żyli długo i szczęśliwie.

Daniel Styk

 

Czarodziejski zamek

Dawno, dawno temu był sobie czarodziejski zamek, nie do zdobycia. Miał mury obronne, cztery wieżyczki, a każdej z nich broniło czterech łuczników. Otaczała go fosa, w której pływały drapieżne ryby. Wewnątrz, na placu stała armata. Zamku broniła armia rycerzy, którzy walczyli mieczami. A rządził nim król Antoś.

    Żyły tam w zgodzie z ludźmi dinozaury i smoki. Dinozaury miały ostre pazury i zęby. Nazywały się Tyranozaury, a smoki wokół zamku ziały ogniem.

     Pewnego razu nieprzyjaciele napadli na zamek. Armię tworzyli łucznicy i rycerze z mieczami. Przyciągnęli ze sobą katapulty na kołach, które wyrzucały wielkie kamienie.

 Król Antoś  wypuścił z zamku dwadzieścia smoków, dwadzieścia dinozaurów, dziesięć tysięcy rycerzy z mieczami. Ruszyli do bitwy. Była straszna! Smoki ziały ogniem na napastników, dinozaury raniły ich swoimi pazurami, a ludzie walczyli mieczami.

- Wygraliśmy! – krzyknęli w końcu obrońcy.

- Teraz urządzimy ucztę i odpalimy fajerwerki na znak zwycięstwa! – oznajmił król Antoś.

Obrońcy rozbroili najeźdźców, zabrali im zbroje, miecze, tarcze i łuki. Ucztowali całą noc.

          Mieszkańcy zamku żyli długo i szczęśliwie ze swymi przyjaciółmi – dinozaurami i smokami.

Mateusz Sadurski

Atak Polanic

Dawno, dawno temu wznosił się wielki zamek, którego mieszkańcy walczyli z innymi zamkami. Zamek otoczony był wielkimi murami obronnymi, w których były otwory w kształcie kwadratów. W zamku żył bardzo mądry król.

              Pewnego razu zamek zaatakowali Polanice. Król był jednak spokojny, chociaż to byli jego najgorsi wrogowie i obrońcy już ponieśli spore straty.

- Wylewać smołę! – krzyknął dowódca do rycerza, który stał koło niego.

- Dobrze – odpowiedzieli rycerze.

              Kiedy minął już dzień, Polanice otoczyli zamek. Król się nie poddawał i nakazał strzelać z katapulty kulami ognia, płonącymi strzałami z kusz i łuków. Cały obóz Polanic stanął w ogniu i zaczęła się zaciekła walka.

- Co robimy wodzu? – krzyknął Polanik, ale nie otrzymał odpowiedzi.

- Gdzie nasz wódz? – zapytał drugi rycerz.

          Ale też nie otrzymał odpowiedzi.

- Nie wiem – odpowiedział pierwszy.

- Jak to? – nie dokończył, bo cały spłonął od strzały. Teraz Polanice mieli większe straty, ale się nie poddawali i walczyli nadal.

Król wypuścił wtedy rycerzy na koniach, aby ostatecznie pokonać wroga. Po wygranej bitwie  urządził ucztę dla całego ludu. Złych Polanic już nie było na świecie.

       Ale przybył nowy wróg – król Widmo. Miał rycerzy z mgły, a on sam był niewidzialny. Widoczna był tylko jego korona. Jego rycerzy mogła pokonać tylko woda. Król Widmo ze swymi rycerzami nie mogli wejść do zamku, bo strzegła go wielka fosa wypełniona wodą.

- Nie możemy tędy – powiedział rycerz z mgły.

- Czemu? – zapytał król Widmo.

- Otacza ich fosa z wodą – odpowiedział.

         Nie wiedzieli, że mądry król ze swoimi oddziałami już jest w ich obozie. Zabrali stamtąd mgliste miecze i zbroje. Cały dzień niszczyli ten obóz.

- Musimy wracać – powiedział król Widmo widząc, że nie da się pokonać tej przeszkody, którą była woda.

       Po powrocie zastali zniszczony obóz i brak mglistej broni. Myśleli, że królewskie oddziały uciekły, a to okazało się zasadzką. Łucznicy strzelali z mglistych łuków i kusz mglistymi strzałami. Rycerze króla Widmo też walczyli podobną bronią, powoli tracąc przewagę.  Król Widmo pierwszy uciekł z pola bitwy, a za nim jego rycerze.

         Podobno wyniósł się na planetę Małych Tańczących Duchów, ale przestał już zagrażać innym spokojnym ludziom. Mądry król wraz ze swoimi poddanymi  nie ponieśli żadnych strat i żyli długo, i szczęśliwie.

Szymon Cichosz

                               Król Zygmunt

Zamczysko króla Zygmunta znajdowało się w Mrówkowie. To miasto było ubogie, ponieważ znajdowały się tam tylko trzy domy mieszkalne, kilka straganów, jedna stajnia i jedna karczma.

 Znalazło się tam też magiczne pudło, które wędrowało po okolicznych grodach. Gdy małe wioski mu się znudziły, chciał odwiedzić zamek.

             Najpierw pudło zobaczyło zamek pająków, ale pomyślało, że będą robić pajęczyny w każdym kąciku.

              W drugim zamku było mnóstwo myszy. Pudło omijało ten zamek szerokim łukiem, żeby myszy nie podziurawiły go tak, jak ser.

              Trzeci zamek zamieszkiwały małe ludziki. Było to zamczysko króla Zygmunta. Zdenerwowane pudło weszło przez bramę zamku i stanęło przy karczmie.

             Ludzie, wychodząc z karczmy, wyrzucali resztki do pudełka, jak do śmietnika. Pudło było głodne i zjadało wszystko, co się trafiło, dzięki temu, że zjadało śmieci, stale rosło.

             Po trzech miesiącach było tak ogromne, że przerastało dach karczmy. Jej właściciel na drzwiach powiesił tabliczkę z napisem, żeby nie karmić potwora.

              Król Zygmunt chciał pokonać ogromne pudło, lecz zjadało każdego odważnego rycerza.

             Nikt nie był chętny, by pomóc miastu. Ludzie się wyprowadzili, bo nie dali rady pokonać ogromnego pudła. Zaczęli życie od nowa, wybudowali nowy zamek oraz kilka innych pomieszczeń.

           Ale król Zygmunt bardzo żałował swojego zamku, którego nikt jeszcze nie pokonał. Przebrał się za wieśniaka i wyruszył do lasu na spotkanie z czarodziejem…

   Ta wyprawa była bardzo niebezpieczna, ponieważ król musiał przejść przez zakazany las. W puszczy znajdowały się ogromne węże.

      Gdy król szedł do czarodzieja, myślał, że nadepnął na gałąź, lecz mylił się. To była żmija łaciata. Najgroźniejsza, najbardziej jadowita żmija w tych czasach. Od razu ukąsiła króla w nogę. On przebiegł jeszcze dwa kilometry w strachu, a z rany w nodze sączył się jakiś płyn. Nie dał rady iść dalej, przeżegnał się i zdążył wyjąkać:

- O Boże! Co to za zła moc?

        Zemdlał. Gdy się obudził, zobaczył, że jest otoczony przez pająki i myszy. Wykrzyknął:

- Nie zbliżać się!

Władca myszy zerwał opatrunek z jego rany, z której wypłynęła dziwna substancja. Król Zygmunt zwijał się z bólu, lecz królowa pająków owinęła jego nogę pajęczyną jak bandażem i ból ustąpił.

           Wojsko myszy i pająków ruszyło do domu czarodzieja. On wyczarował zbroje dla wojsk.

Król nie zwlekając ruszył na zamek. Był pewny, że wygra. Pudło było jedno, a wojsk dwa miliony. Musiało uciekać.

             Gdy król przystąpił do szturmu, zdziwił się bardzo! Z dwóch milionów żołnierzy zostały tylko trzy tysiące. Pudło  w jakiś sposób nadal wygrywało i połykało swoich przeciwników.

         Król bardzo zdenerwował się. Ruszył na bestię! Przebił pudło tu i tam. Zaczęła się rzeź! Z pudełka zostały tylko wióry. Niestety, w króla trafił ząb tego ogromnego stworzenia. Był to cios śmiertelny.

Ludzie cieszyli się, że wygrali z pudłem i płakali za królem Zygmuntem. Na jego cześć ustalili jeden dzień pamięci. Było to 5 lutego. Obchodzili wtedy Dzień Odzyskania Niepodległości oraz Dzień Pamięci po ukochanym królu Zygmuncie.

Bartosz Kowalczyk

                            Nawiedzony zamek

Dawno, temu, za górami, za lasami, na wielkiej górze stał zamek. Już od wielu lat w zamku słychać było stukanie i chrupotanie. Wszyscy mieszkańcy myśleli, że to był nawiedzony zamek.

             Pewnego dnia król zebrał swoich dworzan i wydał polecenie:

- Musicie sprawdzić, co to za hałasy. Przez nie niemogę spać w nocy!

               Poddani wykonali rozkaz króla i sprawdzili cały zamek. Szukali i szukali, ale nic podejrzanego nie znaleźli. Nie mieli pomysłu, gdzie jeszcze szukać.

              Wtedy król wydał następne polecenie:

- Przeszukajcie całą spiżarnię!

                 Słudzy wykonali polecenie. Spiżarnia była tak duża, że pracowali około trzech godzin. Nic to nie dało. Powiedzieli o tym królowi:

- Drogi królu, szukamy pół dnia, ale nic nie znaleźliśmy.

- Sprawdźcie w schowku! – wydał polecenie władca.

Słudzy tam weszli i zobaczyli, że dwoje dzieci zabiera ich miecze i zbroję.

       Okazało się, że przez te trzy noce  dzieci podstawiały drabinę, zabierały zbroje i miecze, aby się bawić.

        Jeden z dworzan rzekł:

- Schwytajmy te dzieci!

            Z trudem je schwytali i zamknęli je w areszcie niedaleko zamku. Jeden ze sług zapytał chłopców:

- Dlaczego zabieraliście zbroje?

- Chcieliśmy zostać rycerzami, dlatego zabieraliśmy zbroje i miecze- odparł jeden z nich.

- A nie wiecie, że cudzych rzeczy się nie bierze?

- Prawda – odpowiedzieli ze skruchą.

- Może zostaniecie sługami króla?

- Bardzo chcielibyśmy służyć u jego boku! – krzyknęli radośnie.

- To chodźcie z nami, nauczymy was, jak zostać rycerzami. Pierwsza zasada, którą już poznaliście – nie wolno zabierać cudzych rzeczy.

          Wszystko dobrze się skończyło. Chłopcy nauczyli się, jak walczyć na miecze, jeździć konno i gdy dorośli, zostali rycerzami.

Patryk Kowalczuk

Trzy zamki

Dawno, dawno, ale to bardzo dawno temu, jeszcze w czasach średniowiecznych żyli sobie: Mateusz, Kacper i Piotrek. Mieszkali w zamku Karten. Mężczyźni opuścili zamek i chcieli wybudować swoje własne. Minęło kilka lat i wybudowali je. Mateusz nazwał swój zamek Kantor, Piotrek – Rekin, a  Kacper swój – Pastel. Zamek Mateusza był złoty, obok niego rosły drzewa, stały domy i domki treningowe dla rycerzy. Zamek Piotrka był brązowy, ale mury obronne były białe. Między budynkami wiły się dróżki i biegała sobie jedna świnka.

Zamek Kacpra zbudowany był na morzu. Miał trzy wieże, był koloru brązowego. Stał na deskach, po lewej stronie rosła trawa, a po prawej stały domy. Mieszkańcom dobrze się żyło.

        Kiedyś, każdy z władców, o tej samej porze, zobaczył najeźdźców. To byli bandyci, którzy nazywali się Czarna Banda.

- Poddajcie się – krzyknął jeden napastnik do Piotrka.

- Nigdy!– odpowiedział.

     Kiedy Mateusz i Kacper zobaczyli najeźdźców, od razu pobiegli do Piotra.

- Co wy tu robicie? – spytał Piotrek.

- Przyszliśmy w sprawie bandytów! -  powiedział Mateusz.

- To szybko uciekajmy do Kacpra! Jego zamek jest nie do zdobycia! – krzyknął Piotrek.

      Najeźdźcy mieli problem z dostaniem się do zamku, który otaczała woda i  ponieważ wyszli rycerze. Byli w zbrojach, mieli tarcze, miecze. Na murach zamków pojawili się łucznicy i czarodzieje. Banda bardzo szybko uciekła, ponieważ się przestraszyła.

- Gonimy ich? – spytał jeden rycerz.

- Nie trzeba – odpowiedział Kacper.

                Królowie żyli długo i szczęśliwie.

Dawid Grad

Wojna ziemniaków z cukierkami

   Dawno, dawno temu żyło sobie wojsko ziemniaków, które mieszkało w wielkim zamku z pomarańczowych cegieł, którego dach wyróżniał się poprzyklejanymi ziarnkami słoneczników. Otaczała go wielka fosa. Mur był nie do przebicia, bo wejście było niewidzialne. Tylko na zaczarowane słowa: „Abra ka dabra fokus pokus i morokus” drzwi się pojawiały.

        Pewnego dnia do zamku przyszedł zły czarodziej Marko, który idąc rzucił na siebie zaklęcie i przemienił się w jednego z rycerzy.  On znał to hasło i wszedł do zamku, ponieważ przez wiele lat podglądał go w swej pelerynie niewidce.

         Obok tego zamku stał zamek strzeżony przez wojsko cukierków. Wojsko ziemniaków bardzo nie lubiło tego wojska. Czarodziej Marko pomagał cukierkom po wypowiedzeniu hasła. Wszedł do zamku jako rycerz i powiedział śmiejąc się złośliwie:

- Dzień dobry drodzy przyjaciele. Mamy dzisiaj piękny dzień, nieprawdaż?

      Rycerze szybko zorientowali się, że to żaden z rycerzy, bo Marko nie zmienił głosu.

- O nie! To Marko! Musimy go zamknąć w więzieniu i to szybko! – krzyknął jeden z rycerzy.

        Marko jednak zdążył rzucić zaklęcie na zamek i można już było wchodzić do niego bez hasła, lecz nikt z rycerzy – obrońców o tym nie wiedział. Zły czarodziej został zamknięty.

          Wojsko cukierków z mieczami i tarczami wbiło się do zamku. Ziemniaki gwizdkiem przywołały smoka.

- Aaaaaaaaaa! Oni mają smoka! Uciekajmy! – przeraził się jeden z cukierków.

- Ha, ha, ha! Z naszym przyjacielem smokiem wygramy z łatwością – śmiał się ziemniak.

          Smok był cały zielony, miał wielkie skrzydła i ział ogniem. Wojsko cukierków przestraszyło się i uciekło, a wojsko ziemniaków wygrało.

           Wszyscy świętowali, a król wyprawił ucztę.

Natalia Pączek

                                    W zamku stworów

Dawno, dawno temu stał sobie niebiański zamek, w którym żyły sobie dwa stwory. Jeden nazywał się Lango XIII, a drugi Gluto.

           Pewnego dnia w tym zamku pojawił się smok, który ział ogniem i był wypełniony brzydkim powietrzem.

  - Ratunku! Co to za cuchnący odór! – krzyknął  Lango XIII.

   - Przyszedłem zniszczyć ci zamek – oznajmił smok.

  - Ratunku! Wezwać uczniów i strażników – krzyknął Lango.

           Weszli jego uczniowie, ale byli bardzo przestraszeni. Smok tymczasem podpalał domy mieszkańców, którzy bardzo rozpaczali z tego powodu.

- Co ja teraz zrobię? – zastanawiał się Lango trzymając się za głowę.

         Tymczasem wszedł Gluto między stwory ubrudzone spalenizną. Też się ubrudził , ale był bezradny. Co ugasiły stwory, smok od razu podpalał.

- Co na to powie król, jak się dowie? – martwił się Lango.

I wtedy stało się coś niezwykłego!  Jeden stwór – Ostronogi ze swoją drużyną postanowił przepędzić tego wstrętnego smoka, który psuł powietrze swoim oddechem i niszczył domy mieszkańców.

- Nie pokonamy go siłą, bo jest silniejszy. Musimy przygotować zaczarowany napój, który go rozweseli i uspokoi – powiedział Ostronogi.

      Przygotowali ten napój i na drżących nogach podeszli do smoka, który od tego ziania ogniem był bardzo spragniony. Od razu wypił zaczarowany napój, uśmiechnął się, ziewnął i usnął.

        Wtedy przyszedł Largo i wszyscy wspólnie wynieśli potwora za mury zamku. Związali mu skrzydła, żeby nie mógł latać. W zamku zapanował spokój. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Maja Podjadek 

Uczniowie z klasy V i VI wzięli udział w I etapie XIX edycji Ogólnopolskiego Konkursu „Poznajemy Parki Krajobrazowe Polski”. Na terenie województwa lubelskiego koordynatorem konkursu jest Zespół Lubelskich Parków Krajobrazowych. Konkurs od lat cieszy się dużym zainteresowaniem np. w ubiegłorocznej edycji uczestniczyło 8135 uczniów z 463 szkół, a we wcześniejszych latach liczba uczestników przekraczała nawet 20 000.  Celem konkursu jest pogłębienie wiedzy na temat polskich  parków krajobrazowych i innych zagadnień z dziedziny ekologii i ochrony środowiska. Konkurs pobudza zainteresowanie światem, jego różnorodnością, bogactwem i pięknem oraz kształtuje proekologiczną postawę młodego pokolenia.  Test składał się z 10 pytań ogólnych obejmujących wiadomości z geografii i biologii oraz 15 pytań dotyczących parków krajobrazowych. Największą wiedzą wykazali się: Bartosz Łochnicki, Szymon Sadurski, Klaudia Staszak oraz Adrianna Kruk. Uzyskali oni awans do kolejnego etapu konkursu, który pod koniec stycznia odbędzie się w Wierzbicy.

p. Sławomir Korpysz





Go to top