Zobacz stronę Gminy SawinZobacz stronę Gminy Sawin

 

Aktualności

     Wszyscy uczniowie klasy IV Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Czułczycach w I semestrze uczestniczyli w zajęciach innowacyjnych „Edukatorium”, prowadzonych przez wychowawczynię - Panią Małgosię Zachariasz. Podczas spotkań pogłębiali wiedzę, umiejętności i odpowiednie postawy przy organizacji inscenizacji. W ramach zajęć poszerzali wiedzę i słownictwo z obszaru teatru i elementów sztuki aktorskiej. Uczniowie korzystając z rożnych pomocy i materiałów poznawali nowe pojęcia związane z teatrem, projektowali  kostiumy, wykonali rekwizyty oraz scenografię przy pomocy. Jednocześnie dobraliśmy odpowiednią muzykę do przedstawienia, auczestnicy przygotowali zaproszenia. Afisze teatralne przygotowali pod kierunkiem Pani Dyrektor.

     Podczas zajęć uczniowie pracowali nad swoją rolą, którą mieli do odegrania, a wychowawczyni była reżyserem inscenizacji pt.: ”Czekolada”. Podczas zajęć ćwiczyliśmy role, recytując, odpowiednio dopasowując mimikę i gesty. Finałem całego programu było przedstawienie podsumowujące nasz cały projekt na koniec semestru. Młodzi aktorzy mogli zaprezentować się i pokazać efekty swojej pracy, czyli to, co stworzyli sami podczas zajęć z wychowawczynią. Premiera miała miejsce przed zebraną widownią, czyli młodszymi kolegami, nauczycielami, Panią Dyrektor oraz przybyłymi rodzicami.

     Praca nad przedstawieniem i występ zostanie na długo w pamięci młodych aktorów i ich rodziców.

p. Małgorzata Zachariasz















W ramach zajęć Edukatorium klasa VII przygotowała plakaty matematyczne


Powiedz mi, a zapomnę,
pokaż - a zapamiętam,
pozwól mi działać, a zrozumiem!"

Konfucjusz

 

Uczniowie klas pierwszej i drugiej uczestniczą w zajęciach Koła młodego konstruktora „Odkrywca tajemnic” prowadzonego przez panią Beatę Worobij. Uczestnicy zajęć poznają proste zjawiska przyrodniczo-fizyczne poprzez przeprowadzanie doświadczeń, zabawy badawcze i eksperymenty o charakterze badawczym, które pobudzają uczniów do myślenia, poszukiwania, a przede wszystkim do działania. Uczniowie poprzez zabawę rozwijają swoje zainteresowania, pogłębiają wiedzę i czerpią radość z odkrywania nowego.

p. Beata Worobij










     W ramach zajęć dodatkowych „Edukatorium” z języka polskiego uczniowie wykonywali wybrane przez siebie projekty. Adrianna i Klaudia z klasy VI opracowały zagadki polonistyczne, krzyżówki, wykreślanki, karty do gry sprawdzają i utrwalają naszą wiedzę z gramatyki, ortografii oraz znajomość omawianych w szkole podstawowej lektur. Mogą być wykorzystywane na lekcjach w każdej klasie, a także na zajęciach rozwojowych lub wyrównawczych. Kasia z klasy V i Dawid z klasy VI wykonali grę planszową na motywach książki C.S. Lewisa „Opowieści z Narnii”. Uczestnicy muszą pokonać trasę wiodącą przez magiczną krainę, odpowiadając na podchwytliwe pytania związane z lekturą i wykonując rozmaite zadania. Wygrywa ten, kto wykaże się najlepsza znajomością powieści i pierwszy dotrze do mety. Zapraszam wszystkich uczniów do pracy nad projektami polonistycznymi w drugim półroczu!
p. D. Matys




Dnia 20 grudnia 2019 roku odbyła się szkolna uroczystość związana z Bożym Narodzeniem, czyli Jasełka i Wigilia. Na wstępie dyrektor Anna Kuryluk powitała wszystkich uczniów, nauczycieli, liczne grono rodziców i gości specjalnych. Z tej okazji odwiedzili nas ksiądz Mirosław Pradun, Wójt Gminy Sawin Dariusz Ćwir oraz wizytator Kuratorium Oświaty Eliza Orzeszko. Nasze zaproszenie przyjęli również emerytowani nauczyciele szkoły – państwo Henryka i Mirosław Dederko. Kolejnym punktem programu były jasełka przygotowane przez uczniów klas IV-VI pod kierunkiem pani Małgorzaty Zachariasz, pani Doroty Matys i pani katechetki Alicji Semeniuk. Mali aktorzy wspaniale wcielili się w role Józefa, Marii, aniołów, pastuszków i diabełków. Przedstawienie nawiązujące do historii narodzenia Jezusa, pełne radosnej nowiny, wesołych kolęd i pastorałek zostało nagrodzone gromkimi brawami. Następnie przyszedł czas na wspólną modlitwę, dzielenie się opłatkiem, świąteczne życzenia oraz wystąpienia zaproszonych gości. Uroczystość zakończył słodki poczęstunek przygotowany przez nasze niezawodne mamy.

p. D. Matys, p. M. Zachariasz , p. A. Semeniuk





























 

     „Człowiek nie może żyć bez miłości” –te słowa Jana Pawła II, Patrona naszej szkoły stały się inspiracją do powstania opowiadań związanych ze Świętami Bożego Narodzenia. Świętami bardzo ciepłymi, rodzinnymi, najbardziej zrozumiałymidla każdego dziecka, które doświadcza miłości w swojej rodzinie już od pierwszych chwil  życia. Malutkie Dzieciątko – Bóg w ludzkiej postaci narodził się, aby przynieść ludziom nadzieję, miłość. O tej miłości Boga do człowieka i potrzebie miłości każdej istoty ludzkiej mówił wielokrotnie nasz Papież. Dziecko może zrozumieć te słowa w kontekście tego, co mu najbliższe, czyli rodziny.

     Zajęcia rozpoczęły się od rozmowy na temat  miłości w rodzinie, której każde dziecko doświadczyło podczas Świąt Bożego Narodzenia. Wspominane były kolędy, Pasterka,  Wigilia, obyczaj pozostawiania pustego miejsca przy stole, na wypadek, gdyby przybył ktoś, kto chce się ogrzać w blasku miłości rodzinnej. Dzieci mówiły też o przypuszczeniach, że w ten wieczór zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Słyszały o tym od swoich bliskich…

 

Tajemniczy wieczór wigilijny

W piękny wigilijny wieczór, w niewielkiej miejscowości, która nosi nazwę Czułczyce, przy stole zasiadły dwie rodziny: Styków i Kruków. Śpiewały kolędy, modliły się i dzieliły opłatkiem.

        Nagle ktoś zapukał do drzwi. Daniel, ubrany był tego dnia na żółto. Nikt nie usłyszał dzwonka, więc chłopiec poszedł otworzyć.

- Proszę – powiedział, lecz nikogo nie było. Wyszedł na dwór i zobaczył staruszka z długą siwą brodą i w podartym ubraniu.

- Proszę wejść – powiedział Daniel.

    Dziadek wszedł przez nasze wielkie drzwi i usiadł przy stole. Następnie  zaczął wszystkim opowiadać, co mu przydarzyło się w ten wieczór.

- Napadli mnie wczoraj bandyci, zabrali wszystko, a nikt nie chciał mnie wpuścić. Mój dom jest aż w Warszawie – powiedział zmarznięty tajemniczy jegomość.

   Po kolacji wigilijnej wszyscy goście mieli rozejść się do swoich domów, ale zainteresował ich nieznajomy, który tajemniczo przypatrywał się choince.

- Jak pan się nazywa? – spytał Daniel.

- Mikołaj. Święty Mikołaj – powiedział mężczyzna.

          I nagle przemienił się w świętego Mikołaja. Wszyscy byli zdziwieni, ponieważ nagle uniósł się do góry i zaczął zmieniać swoje ubranie na strój świętego Mikołaja. Ten strój był cały czerwony. Mikołaj miał na sobie czapkę, spodnie, surdut i buty w tym kolorze.

- Wy pomogliście mnie, kiedy potrzebowałem pomocy. Teraz widzicie, że kiedy się pomaga, dostaje się za to nagrodę. Za taką hojność obdaruję was prezentami. Dziękuje! – podziękował święty Mikołaj.

   Obdarował wszystkich prezentami i odleciał. Wtedy wszystkie zwierzęta zaczęły śpiewać z nami kolędy, a na niebie zalśniła pierwsza gwiazdka.

    Morał z tej historii taki, że zawsze trzeba pomagać, kiedy jest ktoś w potrzebie.

Daniel Styk

Niespodziewany Gość i dziwne zdarzenie

                Podczas wigilijnej kolacji Marek i jego rodzice  spodziewali się gości: babci, wujka, Stasia i cioci Joasi. Po chwili usłyszeli pukanie do drzwi. Tata poszedł je otworzyć, aż tu nagle chłopiec ujrzał staruszkę, ich sąsiadkę, która nie ma dzieci, wnuków, męża, ani rodziców. Okazało się, że tym oczekiwanym gościem była ta staruszka.Zdjęła kurtkę i usiadła przy stole.

- Dziękuję, że przygarnęliście mnie, jesteście bardzo dobrymi ludźmi –powiedziała staruszka.

- Zapraszamy panią! Na następne święta też! – powiedział mama.

             Marek nie był zadowolony z tego powodu, że przyszła jego sąsiadka, ale musiał to jakoś znieść. Najpierw się pomodlili, podzielili opłatkiem, później śpiewali kolędy. Markowi spodobało się wtedy, że była z nimi sąsiadka, ponieważ miło spędził czas. Nagle powiedział:

- Jestem zmęczony. Pójdę spać.

- Dobrze – odpowiedziała mama.

      Marek poszedł do pokoju, przebrał się w pidżamę i położył się do łóżka.

     Wybiła właśnie północ, gdy Marek usłyszał, że ktoś do niego mówi. Była to jego świnka morska, która zapytała:

- I co? Było fajnie, jak sąsiadka do was przyszła? Prawda?

- Tak, dlaczego pytasz? –spytał zdziwiony Marek.

- Ponieważ ona mnie kiedyś wam, a raczej tobie oddała, bo chciałeś mieć zwierzątko – szepnęła świnka.

- Naprawdę? Ja nie pamiętam.

- Wtedy miałeś 5 lat, a teraz masz 13.

- Rozumiem.

- Wyjmij mnie z klatki to powiem ci coś na ucho, bo ty tego nie wiedziałeś, ale twoi rodzice tak.

- Co takiego? – zapytał Marek.

- Ta pani nie ma rodziny, mamy, taty, brata, siostry, dzieci, ani wnuków, dlatego przyszła w odwiedziny na święta do was.

- Aha! Miło było, jak sąsiadka przyszła. Śpiewaliśmy kolędy i było naprawdę przyjemnie.

- Widzisz? A tak nie chciałeś tej pani na Wigilii – powiedziała świnka.

-  No, nie chciałem jej przyjąć, ale jej nigdy nie zapomnę! Nigdy!

        Od tej pory na każde święta Marek czekał na  niespodziewanych gości i z chęcią ich przyjmował, a sąsiadka stała się prawie członkiem ich rodziny.

Patryk Kowalczuk

 

Niespodziewany gość!

Był wigilijny wieczór, na dworze leżało pełno śniegu. Za godzinę mieli przyjechać do nas goście. Mama gotowała czerwony barszcz z uszkami, tata kroił karpia, a siostra, jak zwykle, grała na telefonie.

            Gdy zebrała się u nas cała rodzina, zaczęliśmy miłą i spokojną biesiadę. Kończyłem już karpia, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Tatuś poszedł otworzyć i zapytał:

- Kto tam ?

- To ja! – usłyszeliśmy odpowiedź.

        Sebastian, mój tato otworzył drzwi i ujrzał małą zgarbioną dziewczynkę. Bezdomna zapytała, czy wpuści ją. Tato bez zastanowienia wpuścił małą istotkę do domu, po czym zaprowadził ją do jadalni.  Gdy zjadła, nabrała siły, zaczęła opowiadać, skąd do nas przybyła.

         Dziewczynka wędrowała po naszej wsi, żeby znaleźć ciepłe i miłe miejsce. Po tych słowach usnęła. Dziadek położył ją na kanapie i przykrył ciepłym kocykiem.

         Babcia powiedziała nam, że tak samo Maryja z Józefem szukali ciepłego miłego miejsca… Wyglądało to podejrzanie. Mama z ciekawości podeszła do dziewczynki sprawdzić, czy śpi. Jednak nie spala, tylko czytała Biblię, co zdziwiło mamę, że taka mała , a umie czytać. Odeszła cichutko, żeby jej nie przeszkadzać w modlitwie. Po pewnym czasie znowu do niej podeszła i zapytała:

- Umiesz już czytać?

- Umiem więcej, niż tylko czytać – odpowiedziała mała.

        Mama zaniepokoiła się. Dziecko podeszło do babci, dotknęło chorego kręgosłupa i po chwili nastąpił szok! Ponieważ kręgosłup przestał boleć!

- Jak to zrobiłaś? – zapytała babcia.

- Trzeba się modlić! A będzie wszystko dobrze – odpowiedziała mała.

         Po tych słowach dziewczynka zaczęła się zmieniać. Wyglądała jak Jezus. Wszyscy byli w szoku. Uklękliśmy i zaczęliśmy się modlić. Domyśliliśmy się, co się stało.

    To Jezus  wcielił się w małą dziewczynkę, by sprawdzić gościnność i miłość w naszej rodzinie. Było to niesamowite przeżycie.

Bartosz Kowalczyk

 

Wigilijny wieczór

Była Wigilia. Wszyscy domownicy siedzieli przy stole wigilijnym. Nadchodził czas dzielenia się opłatkiem. Złożyliśmy sobie życzenia i nadeszła chwila śpiewania kolęd. Byłam bardzo zadowolona, bo bardzo lubię śpiewać pastorałki i kolędy.

    W pewnej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a jak to zrobiłam, moim oczom ukazał się chłopiec. Był bardzo smutny i płakał.

- Cześć. Kim jesteś? Nie płacz już, wejdź do domu i chodź ze mną – pocieszałam chłopczyka, który cały czas płakał.

- jestem Filip. Nie mam rodziny i chciałbym spędzić tu Wigilię. Jeśli mogę – powiedział nieśmiało chłopiec.

- Jasne, że możesz! Chodź, przedstawię cię mojej rodzinie – ucieszyłam się.

             Filip z uśmiechem poszedł za mną. Oczywiście, przy stole było dla niego miejsce. Okazało się, że Filip jest moim rówieśnikiem. Moja rodzina szybko go polubiła i od razu zostaliśmy przyjaciółmi.

         Chłopiec był bardzo miły i po wysłuchaniu jego krótkiej historii uznałam, że to bardzo grzeczny chłopiec, który stracił rodzinę i nie chciał o tym mówić, ponieważ robiło mu się smutno na samą myśl. Okazało się też, że bez pozwolenia opuścił Dom Dziecka, ale mój tata od razu, jak dowiedział się o tym, zadzwonił do sierocińca i wyjaśnił, że Filip jest bezpieczny i spędzi święta u nas.

            Po wigilijnej kolacji z moim kolegą obiecaliśmy sobie, że po północy posłuchamy głosu zwierząt, a tak dokładnie to mojej suczki Sary.

           Kiedy wybiła północ, Sara opowiedziała nam niezwykłą historię o piernikach, które ożywają w Wigilię. Pobiegłam z Filipem do kuchni, gdzie na stole stała taca z piernikami.

- Jak to możliwe? Te pierniki naprawdę się ruszają – niedowierzał mój kolega.

- Te pierniki się ruszają! – złapałam się za głowę.

           Ale na zegarze była już pierwsza w nocy i czary wigilijne się skończyły. Zasmuciłam się na chwilę, ale rodzice kazali nam iść spać. Filip u nas zamieszkał i staliśmy się dla siebie bratem i siostrą.

Natalia Pączek

 

Moja przygoda wigilijna

    W pewien wigilijny wieczór całą rodziną poszliśmy do dziadków na kolację wigilijną.

        Weszliśmy do domu babci, było tam pięknie! Stół był nakryty białym obrusem, pod nim leżało sianko, stało dwanaście talerzy, a jeden był dodatkowy dla nieznajomego gościa.

      Podzieliliśmy się opłatkiem z rodziną, spróbowaliśmy wszystkich wigilijnych  potraw, pośpiewaliśmy kolędy.Później bawiłem się z bratem samochodami i swoimi prezentami.

        - Może zobaczymy, czy zwierzęta mówią? – zaproponowałem.

     Wtedy ja i mój brat cioteczny wzięliśmy latarki, ubraliśmy się i wybiegliśmy na dwór i poszliśmy posłuchać, czy zwierzęta naprawdę mówią. Zajrzeliśmy do stodoły, ale nic nie usłyszeliśmy i brat przekonał mnie, żebyśmy stamtąd wyszli.

- Zobacz, Szymon, one nie mówią- oznajmił zawiedziony Kacper.

- Trudno – odpowiedziałem ze smutkiem w głosie. Byłem taki zawiedziony, żę nawet nie chciałem jeść i rozmawiać.

Kacper próbował mnie pocieszyć, a wtedy usłyszałem: „puk, puk”. Znowu wyszedłem na dwór i zobaczyłem staruszka. Szybko zawołałem tatę.

- Kto to? – wyszeptałem tacie do ucha.

- Nie wiem – odrzekł.

     Okazało się, że to bezdomny i nikt nie zaprosił go na Wigilię. Tato i dziadek przyjęli go z chęcią, chociaż nie wyglądał elegancko, nie był ubrany w odświętny strój. Miał na sobie porwaną bluzę pobrudzoną błotem, gołe nogi wyglądały przez porwane spodnie i widać było wszędzie zadrapania.

  Poszedł z nami na Pasterkę. W drodze usłyszałem coś dziwnego:

- Dobrze postąpiłeś.

    Wtedy  zorientowałem się, że to powiedział koń i kot sąsiada, a potem te głosy powtarzały się koło każdego podwórka. Wszystkie zwierzęta zaczęły mówić.

      Kiedy wróciliśmy z Pasterki, zaprosiliśmy go na nocleg, ale on podziękował za gościnę i zniknął, a na niebie zobaczyłem z mamą szczęśliwą twarz Jezusa.

Szymon Cichosz

 

Wigilijny wieczór

  Był wigilijny wieczór. Ja z moją rodziną siedzieliśmy przy stole. Przygotowaliśmy różne tradycyjne świąteczne potrawy: barszczyk z uszkami, śledzie, ryby, sałatki, kompot z suszu i ciastka.. Na stole paliły się świeczki, a pod obrusem leżało sianko. Jak zwykle mieliśmy zacząć czytać fragment Biblii, gdy w tym momencie zapukał ktoś do drzwi.

- Synu, pobiegnij do drzwi – powiedziała do mnie mama.

- Ktoś tu mieszka? – usłyszeliśmy pytanie zza drzwi.

- Tak, tak – wykrzyknąłem – już otwieram – dodałem.

- Dobry wieczór! – powiedział gość. Był to stary człowiek. Ubrany był w zieloną marynarkę i granatową bluzę. Miał na głowie czarną czapkę, spod której wystawały mu siwe włosy.

- Dobry wieczór – odpowiedziałem.

- Mamo, mogę wpuścić tego pana?

- Możesz! – odkrzyknęła.

- Może pan wejść – powiedziałem.

- Dziękuję – odpowiedział gość.

- A kim pan jest? – dopytywałem się.

- Mam na imię Tomasz – przedstawił się.

- Ale pan zmoknięty! – przeraziła się mama – już robię gorącą herbatę! W tym czasie daliśmy mu ciepłe suche ubrania. Gość przebrał się i rozgrzał cieplutką herbatą. Zajął wolne miejsce. Wtedy mogliśmy rozpocząć wigilijną kolację.

       Przeczytałem fragment z Biblii o narodzinach Jezusa. Podzieliliśmy się opłatkiem, spróbowaliśmy wszystkich potraw i śpiewaliśmy kolędy. Gość bardzo dobrze czuł się u nas, a  później podziękował nam za gościnę i odszedł. Nigdy więcej go nie spotkałem.

Mateusz Sadurski

 

Wigilia

Był wigilijny wieczór. Jacek uwielbiał Wigilię. Do jego domu przybywali znajomi, koledzy, babcia, dziadek, ciocia i wujek.  Kiedy zaczęła się uczta, do drzwi ktoś zapukał:

- Kto tam? – spytał Jacek.

Nikt nie odpowiedział. Gdy Jacek otworzył drzwi, zobaczył jakąś rodzinę. Było to sześć osób, dziadkowie, rodzice i dzieci. W sumie sześć osób. Chłopiec miał na imię Kacper, a dziewczynka Ania. Dzieci były małe. Kacper miał pięć lat, a Ania trzy lata. Jacek, gdy otrząsnął się z wrażenia, zapytał:

- Kim państwo są? – zapytał.

- Jesteśmy waszymi sąsiadami. Mieszkamy cztery domy dalej. Czy możemy wejść? – stęknął staruszek.

- Jasne!  - odpowiedzieli z Jackiem rodzice, którzy też przyszli powitać gości.

Gdy rodzina siadła do stołu, wybiła północ. Wszyscy byli szczęśliwi, śpiewali kolędy, składali sobie życzenia i dzielili się opłatkiem.

   Nagle Jacek usłyszał jakiś hałas.

- Mmmm – przemówił dziwny głos.

- Kto tam? – spytał przerażony Jacek.

      Gdy otworzył drzwi, zobaczył swojego kotka Toma.

- Czy to ty tak mruczałeś? – spytał Jacek.

- Tak, przecież wybiła północ! Nie wiesz, że zwierzęta w Wigilię mówią? – odpowiedział.

- Nie wiedziałem – przyznał chłopiec.

- To ci opowiem – powiedział Tom – zwierzęta mówią dlatego, ponieważ mały Jezusek narodził się właśnie w ten dzień. W stajence były wtedy zwierzęta: osiołki, owce i krowy, które z radości przemówiły ludzkim głosem. Teraz już rozumiesz?

- Rozumiem – odpowiedział Jacek i poszedł dalej świętować.

         Goście poszli do domu, gdy kolacja się skończyła, a Jacek poszedł spać. Gdy rano wstał, pod choinką zobaczył prezenty. Trzy były dla niego, a reszta dla  rodziców. Jacek zauważył jeszcze jeden. Była na nim karteczka z napisem:” Dla najlepszego chłopca na świecie”. Gdy odwrócił paczkę, zobaczył napis: „od rodziny”. Jacek rozpakował prezent. Była tam gra planszowa. Chłopiec bardzo się ucieszył.

Dawid Grad

 

Piesek

         Była Wigilia w domu moich rodziców. Rodzina dzieliła się opłatkiem, aż tu nagle ktoś zapukał do drzwi. Była to elegancka pani z pieskiem, ubrana w zielony płaszczyk przyozdobiony pomponami oraz buty w kolorze szarym. Przyszła do nas, bo nie miała rodziny.

- Ale ten piesek słodki! – powiedziałam.

- Możesz z nim pójść na górę - zaproponowała pani.

     Poszłam z pieskiem na górę i dałam mu zabawkę.

- Ciekawe, jak się nazywasz? – powiedziałam.

- Nazywam się Bambus – odpowiedział piesek.

- To ty umiesz mówić? – zdziwiłam się.

- Jestem głodny – powiedział.

- Zejdę na dół. Zaczekaj. Przyniosę wodę i jedzenie – obiecałam i poszłam do kuchni. W tym czasie piesek pobiegł do łazienki, zerwał ręcznik, wskoczył do kabiny prysznicowej, później na murowaną półeczkę, zeskoczył na kran. Woda zaczęła się lać.

- Już przyniosłam wodę i jedzenie! – krzyknęłam.

 – Aaaa, woda się leje! – przestraszyłam się.

       Szybko pobiegłam do łazienki, zakręciłam kran.

- Jak to się stało? – zdziwiłam się.

     Piesek wszystko mi opowiedział i zajadał się przysmakami. Na stole stał kubek z kawą. Bambus tam wskoczył i strącił go. Kawa się wylała.

- Co ty robisz? – rozgniewałam się.

- Przepraszam – odpowiedział piesek – chciałem  pobawić się misiem.

          Podałam mu pluszową zabawkę i piesek poszedł z nią do jadalni.

    Przyszli nowi goście, zasiedli do stołu, a potem wszyscy śpiewali kolędy i modlili się. Piesek podszedł do mnie i zapytał:

- Pójdziemy się pobawić?

- Chodź piesku, idziemy już do domu – powiedziała jego pani.

- Muszę już iść, pa – powiedział Bambus.

- Pa – pożegnałam się.

      I od tej pory myślę o tym piesku, który tak napsocił w moim domu, ale mówił ludzkim głosem. Polubiłam go, mimo że wszystko psuł.

Maja Podjadek


Go to top