Zobacz stronę Gminy SawinZobacz stronę Gminy Sawin

 

Aktualności

Uczniowie klasy szóstej przygotowali pod kierunkiem nauczycielki historii p. Natalii Bejdy makiety zamków obronnych. Wykorzystali różne materiały: rolki po papierze toaletowym, tekturę, styropian, różnego rodzaju ziarna. Ich prace zostały wyeksponowane  na korytarzu i każdy uczeń, nawet ten najmłodszy widział, jak wyglądało średniowieczne zamczysko.

Te właśnie prace stały się inspiracją do osadzenia akcji nowych tekstów w obrębie średniowiecznych zamków. Dzieci różnie realizowały ten temat. Niektóre wybierały jeden zamek, jako miejsce akcji, inne wszystkie trzy. Powstały bardzo ciekawe teksty, które warto przeczytać….

p. Anna Kuryluk


Walka z potworami

Dawno, dawno temu w królestwie króla Ryszarda VIII Śmieszka mieszkały dwie zaprzyjaźnione rodziny. Rodzina Olanów i rodzina Alanów.  Żyły sobie w zgodzie. Rodzina Olanów liczyła 16 osób, a rodzina Alanów 23 osoby.

         Pewnego słonecznego dnia, kiedy obie rodziny urządzały wspólne ognisko, Mieszek z rodziny Alanów zobaczył jakieś dziwne stwory: Żelusia, smoka z jednym okiem oraz pająka wielkości ośmiu koni.

- Uciekajmy do zamku! – krzyknął.

- W nogi! – zawtórowali mu wszyscy.

Razem ruszyli do zamku króla Ryszarda VIII Śmieszka. Zamek stał na szczycie góry, był zbudowany z wielkich kamieni. Otaczała go ogromna fosa. Był piękny!   Kiedy byli już blisko, zobaczyli , że wejścia strzegą strażnicy, uzbrojeni w miecze i kusze. Skupili się na pilnowaniu wejścia.

- Wpuść nas! Nadciągają potwory! – zawołał do strażników Śmieszek.

  Strażnik wpuścił obie rodziny i zaprowadził do króla.

- Nadchodzą potwory, Panie! – wysapał przestraszony Śmieszek.

- Wezwę naszych sojuszników z sąsiednich królestw – zadecydował szybko król.

 - Zapalcie szybko ogniska i dajcie im znak – powiedział do strażników, którzy natychmiast wykonali to zadanie.

       W tej samej chwili w sąsiednich królestwach dostrzeżono znaki oznaczające prośbę o pomoc i rozpoczęły się przygotowania. Obaj królowie ze swoimi armiami ruszyli na pomoc.

Po chwili wszystkie armie stanęły do walki z potworami. Wszyscy walczyli dzielnie. Kiedy zostały pokonany ich dowódca pająk, wszystkie pozostałe  stwory uciekły.

Po wygranej walce trzej królowie urządzili w królestwie króla Ryszarda  największe ognisko i najhuczniejszą ucztę na świecie. Wszyscy mieszkańcy królestw żyli długo i szczęśliwie.

Daniel Styk

 

Czarodziejski zamek

Dawno, dawno temu był sobie czarodziejski zamek, nie do zdobycia. Miał mury obronne, cztery wieżyczki, a każdej z nich broniło czterech łuczników. Otaczała go fosa, w której pływały drapieżne ryby. Wewnątrz, na placu stała armata. Zamku broniła armia rycerzy, którzy walczyli mieczami. A rządził nim król Antoś.

    Żyły tam w zgodzie z ludźmi dinozaury i smoki. Dinozaury miały ostre pazury i zęby. Nazywały się Tyranozaury, a smoki wokół zamku ziały ogniem.

     Pewnego razu nieprzyjaciele napadli na zamek. Armię tworzyli łucznicy i rycerze z mieczami. Przyciągnęli ze sobą katapulty na kołach, które wyrzucały wielkie kamienie.

 Król Antoś  wypuścił z zamku dwadzieścia smoków, dwadzieścia dinozaurów, dziesięć tysięcy rycerzy z mieczami. Ruszyli do bitwy. Była straszna! Smoki ziały ogniem na napastników, dinozaury raniły ich swoimi pazurami, a ludzie walczyli mieczami.

- Wygraliśmy! – krzyknęli w końcu obrońcy.

- Teraz urządzimy ucztę i odpalimy fajerwerki na znak zwycięstwa! – oznajmił król Antoś.

Obrońcy rozbroili najeźdźców, zabrali im zbroje, miecze, tarcze i łuki. Ucztowali całą noc.

          Mieszkańcy zamku żyli długo i szczęśliwie ze swymi przyjaciółmi – dinozaurami i smokami.

Mateusz Sadurski

Atak Polanic

Dawno, dawno temu wznosił się wielki zamek, którego mieszkańcy walczyli z innymi zamkami. Zamek otoczony był wielkimi murami obronnymi, w których były otwory w kształcie kwadratów. W zamku żył bardzo mądry król.

              Pewnego razu zamek zaatakowali Polanice. Król był jednak spokojny, chociaż to byli jego najgorsi wrogowie i obrońcy już ponieśli spore straty.

- Wylewać smołę! – krzyknął dowódca do rycerza, który stał koło niego.

- Dobrze – odpowiedzieli rycerze.

              Kiedy minął już dzień, Polanice otoczyli zamek. Król się nie poddawał i nakazał strzelać z katapulty kulami ognia, płonącymi strzałami z kusz i łuków. Cały obóz Polanic stanął w ogniu i zaczęła się zaciekła walka.

- Co robimy wodzu? – krzyknął Polanik, ale nie otrzymał odpowiedzi.

- Gdzie nasz wódz? – zapytał drugi rycerz.

          Ale też nie otrzymał odpowiedzi.

- Nie wiem – odpowiedział pierwszy.

- Jak to? – nie dokończył, bo cały spłonął od strzały. Teraz Polanice mieli większe straty, ale się nie poddawali i walczyli nadal.

Król wypuścił wtedy rycerzy na koniach, aby ostatecznie pokonać wroga. Po wygranej bitwie  urządził ucztę dla całego ludu. Złych Polanic już nie było na świecie.

       Ale przybył nowy wróg – król Widmo. Miał rycerzy z mgły, a on sam był niewidzialny. Widoczna był tylko jego korona. Jego rycerzy mogła pokonać tylko woda. Król Widmo ze swymi rycerzami nie mogli wejść do zamku, bo strzegła go wielka fosa wypełniona wodą.

- Nie możemy tędy – powiedział rycerz z mgły.

- Czemu? – zapytał król Widmo.

- Otacza ich fosa z wodą – odpowiedział.

         Nie wiedzieli, że mądry król ze swoimi oddziałami już jest w ich obozie. Zabrali stamtąd mgliste miecze i zbroje. Cały dzień niszczyli ten obóz.

- Musimy wracać – powiedział król Widmo widząc, że nie da się pokonać tej przeszkody, którą była woda.

       Po powrocie zastali zniszczony obóz i brak mglistej broni. Myśleli, że królewskie oddziały uciekły, a to okazało się zasadzką. Łucznicy strzelali z mglistych łuków i kusz mglistymi strzałami. Rycerze króla Widmo też walczyli podobną bronią, powoli tracąc przewagę.  Król Widmo pierwszy uciekł z pola bitwy, a za nim jego rycerze.

         Podobno wyniósł się na planetę Małych Tańczących Duchów, ale przestał już zagrażać innym spokojnym ludziom. Mądry król wraz ze swoimi poddanymi  nie ponieśli żadnych strat i żyli długo, i szczęśliwie.

Szymon Cichosz

                               Król Zygmunt

Zamczysko króla Zygmunta znajdowało się w Mrówkowie. To miasto było ubogie, ponieważ znajdowały się tam tylko trzy domy mieszkalne, kilka straganów, jedna stajnia i jedna karczma.

 Znalazło się tam też magiczne pudło, które wędrowało po okolicznych grodach. Gdy małe wioski mu się znudziły, chciał odwiedzić zamek.

             Najpierw pudło zobaczyło zamek pająków, ale pomyślało, że będą robić pajęczyny w każdym kąciku.

              W drugim zamku było mnóstwo myszy. Pudło omijało ten zamek szerokim łukiem, żeby myszy nie podziurawiły go tak, jak ser.

              Trzeci zamek zamieszkiwały małe ludziki. Było to zamczysko króla Zygmunta. Zdenerwowane pudło weszło przez bramę zamku i stanęło przy karczmie.

             Ludzie, wychodząc z karczmy, wyrzucali resztki do pudełka, jak do śmietnika. Pudło było głodne i zjadało wszystko, co się trafiło, dzięki temu, że zjadało śmieci, stale rosło.

             Po trzech miesiącach było tak ogromne, że przerastało dach karczmy. Jej właściciel na drzwiach powiesił tabliczkę z napisem, żeby nie karmić potwora.

              Król Zygmunt chciał pokonać ogromne pudło, lecz zjadało każdego odważnego rycerza.

             Nikt nie był chętny, by pomóc miastu. Ludzie się wyprowadzili, bo nie dali rady pokonać ogromnego pudła. Zaczęli życie od nowa, wybudowali nowy zamek oraz kilka innych pomieszczeń.

           Ale król Zygmunt bardzo żałował swojego zamku, którego nikt jeszcze nie pokonał. Przebrał się za wieśniaka i wyruszył do lasu na spotkanie z czarodziejem…

   Ta wyprawa była bardzo niebezpieczna, ponieważ król musiał przejść przez zakazany las. W puszczy znajdowały się ogromne węże.

      Gdy król szedł do czarodzieja, myślał, że nadepnął na gałąź, lecz mylił się. To była żmija łaciata. Najgroźniejsza, najbardziej jadowita żmija w tych czasach. Od razu ukąsiła króla w nogę. On przebiegł jeszcze dwa kilometry w strachu, a z rany w nodze sączył się jakiś płyn. Nie dał rady iść dalej, przeżegnał się i zdążył wyjąkać:

- O Boże! Co to za zła moc?

        Zemdlał. Gdy się obudził, zobaczył, że jest otoczony przez pająki i myszy. Wykrzyknął:

- Nie zbliżać się!

Władca myszy zerwał opatrunek z jego rany, z której wypłynęła dziwna substancja. Król Zygmunt zwijał się z bólu, lecz królowa pająków owinęła jego nogę pajęczyną jak bandażem i ból ustąpił.

           Wojsko myszy i pająków ruszyło do domu czarodzieja. On wyczarował zbroje dla wojsk.

Król nie zwlekając ruszył na zamek. Był pewny, że wygra. Pudło było jedno, a wojsk dwa miliony. Musiało uciekać.

             Gdy król przystąpił do szturmu, zdziwił się bardzo! Z dwóch milionów żołnierzy zostały tylko trzy tysiące. Pudło  w jakiś sposób nadal wygrywało i połykało swoich przeciwników.

         Król bardzo zdenerwował się. Ruszył na bestię! Przebił pudło tu i tam. Zaczęła się rzeź! Z pudełka zostały tylko wióry. Niestety, w króla trafił ząb tego ogromnego stworzenia. Był to cios śmiertelny.

Ludzie cieszyli się, że wygrali z pudłem i płakali za królem Zygmuntem. Na jego cześć ustalili jeden dzień pamięci. Było to 5 lutego. Obchodzili wtedy Dzień Odzyskania Niepodległości oraz Dzień Pamięci po ukochanym królu Zygmuncie.

Bartosz Kowalczyk

                            Nawiedzony zamek

Dawno, temu, za górami, za lasami, na wielkiej górze stał zamek. Już od wielu lat w zamku słychać było stukanie i chrupotanie. Wszyscy mieszkańcy myśleli, że to był nawiedzony zamek.

             Pewnego dnia król zebrał swoich dworzan i wydał polecenie:

- Musicie sprawdzić, co to za hałasy. Przez nie niemogę spać w nocy!

               Poddani wykonali rozkaz króla i sprawdzili cały zamek. Szukali i szukali, ale nic podejrzanego nie znaleźli. Nie mieli pomysłu, gdzie jeszcze szukać.

              Wtedy król wydał następne polecenie:

- Przeszukajcie całą spiżarnię!

                 Słudzy wykonali polecenie. Spiżarnia była tak duża, że pracowali około trzech godzin. Nic to nie dało. Powiedzieli o tym królowi:

- Drogi królu, szukamy pół dnia, ale nic nie znaleźliśmy.

- Sprawdźcie w schowku! – wydał polecenie władca.

Słudzy tam weszli i zobaczyli, że dwoje dzieci zabiera ich miecze i zbroję.

       Okazało się, że przez te trzy noce  dzieci podstawiały drabinę, zabierały zbroje i miecze, aby się bawić.

        Jeden z dworzan rzekł:

- Schwytajmy te dzieci!

            Z trudem je schwytali i zamknęli je w areszcie niedaleko zamku. Jeden ze sług zapytał chłopców:

- Dlaczego zabieraliście zbroje?

- Chcieliśmy zostać rycerzami, dlatego zabieraliśmy zbroje i miecze- odparł jeden z nich.

- A nie wiecie, że cudzych rzeczy się nie bierze?

- Prawda – odpowiedzieli ze skruchą.

- Może zostaniecie sługami króla?

- Bardzo chcielibyśmy służyć u jego boku! – krzyknęli radośnie.

- To chodźcie z nami, nauczymy was, jak zostać rycerzami. Pierwsza zasada, którą już poznaliście – nie wolno zabierać cudzych rzeczy.

          Wszystko dobrze się skończyło. Chłopcy nauczyli się, jak walczyć na miecze, jeździć konno i gdy dorośli, zostali rycerzami.

Patryk Kowalczuk

Trzy zamki

Dawno, dawno, ale to bardzo dawno temu, jeszcze w czasach średniowiecznych żyli sobie: Mateusz, Kacper i Piotrek. Mieszkali w zamku Karten. Mężczyźni opuścili zamek i chcieli wybudować swoje własne. Minęło kilka lat i wybudowali je. Mateusz nazwał swój zamek Kantor, Piotrek – Rekin, a  Kacper swój – Pastel. Zamek Mateusza był złoty, obok niego rosły drzewa, stały domy i domki treningowe dla rycerzy. Zamek Piotrka był brązowy, ale mury obronne były białe. Między budynkami wiły się dróżki i biegała sobie jedna świnka.

Zamek Kacpra zbudowany był na morzu. Miał trzy wieże, był koloru brązowego. Stał na deskach, po lewej stronie rosła trawa, a po prawej stały domy. Mieszkańcom dobrze się żyło.

        Kiedyś, każdy z władców, o tej samej porze, zobaczył najeźdźców. To byli bandyci, którzy nazywali się Czarna Banda.

- Poddajcie się – krzyknął jeden napastnik do Piotrka.

- Nigdy!– odpowiedział.

     Kiedy Mateusz i Kacper zobaczyli najeźdźców, od razu pobiegli do Piotra.

- Co wy tu robicie? – spytał Piotrek.

- Przyszliśmy w sprawie bandytów! -  powiedział Mateusz.

- To szybko uciekajmy do Kacpra! Jego zamek jest nie do zdobycia! – krzyknął Piotrek.

      Najeźdźcy mieli problem z dostaniem się do zamku, który otaczała woda i  ponieważ wyszli rycerze. Byli w zbrojach, mieli tarcze, miecze. Na murach zamków pojawili się łucznicy i czarodzieje. Banda bardzo szybko uciekła, ponieważ się przestraszyła.

- Gonimy ich? – spytał jeden rycerz.

- Nie trzeba – odpowiedział Kacper.

                Królowie żyli długo i szczęśliwie.

Dawid Grad

Wojna ziemniaków z cukierkami

   Dawno, dawno temu żyło sobie wojsko ziemniaków, które mieszkało w wielkim zamku z pomarańczowych cegieł, którego dach wyróżniał się poprzyklejanymi ziarnkami słoneczników. Otaczała go wielka fosa. Mur był nie do przebicia, bo wejście było niewidzialne. Tylko na zaczarowane słowa: „Abra ka dabra fokus pokus i morokus” drzwi się pojawiały.

        Pewnego dnia do zamku przyszedł zły czarodziej Marko, który idąc rzucił na siebie zaklęcie i przemienił się w jednego z rycerzy.  On znał to hasło i wszedł do zamku, ponieważ przez wiele lat podglądał go w swej pelerynie niewidce.

         Obok tego zamku stał zamek strzeżony przez wojsko cukierków. Wojsko ziemniaków bardzo nie lubiło tego wojska. Czarodziej Marko pomagał cukierkom po wypowiedzeniu hasła. Wszedł do zamku jako rycerz i powiedział śmiejąc się złośliwie:

- Dzień dobry drodzy przyjaciele. Mamy dzisiaj piękny dzień, nieprawdaż?

      Rycerze szybko zorientowali się, że to żaden z rycerzy, bo Marko nie zmienił głosu.

- O nie! To Marko! Musimy go zamknąć w więzieniu i to szybko! – krzyknął jeden z rycerzy.

        Marko jednak zdążył rzucić zaklęcie na zamek i można już było wchodzić do niego bez hasła, lecz nikt z rycerzy – obrońców o tym nie wiedział. Zły czarodziej został zamknięty.

          Wojsko cukierków z mieczami i tarczami wbiło się do zamku. Ziemniaki gwizdkiem przywołały smoka.

- Aaaaaaaaaa! Oni mają smoka! Uciekajmy! – przeraził się jeden z cukierków.

- Ha, ha, ha! Z naszym przyjacielem smokiem wygramy z łatwością – śmiał się ziemniak.

          Smok był cały zielony, miał wielkie skrzydła i ział ogniem. Wojsko cukierków przestraszyło się i uciekło, a wojsko ziemniaków wygrało.

           Wszyscy świętowali, a król wyprawił ucztę.

Natalia Pączek

                                    W zamku stworów

Dawno, dawno temu stał sobie niebiański zamek, w którym żyły sobie dwa stwory. Jeden nazywał się Lango XIII, a drugi Gluto.

           Pewnego dnia w tym zamku pojawił się smok, który ział ogniem i był wypełniony brzydkim powietrzem.

  - Ratunku! Co to za cuchnący odór! – krzyknął  Lango XIII.

   - Przyszedłem zniszczyć ci zamek – oznajmił smok.

  - Ratunku! Wezwać uczniów i strażników – krzyknął Lango.

           Weszli jego uczniowie, ale byli bardzo przestraszeni. Smok tymczasem podpalał domy mieszkańców, którzy bardzo rozpaczali z tego powodu.

- Co ja teraz zrobię? – zastanawiał się Lango trzymając się za głowę.

         Tymczasem wszedł Gluto między stwory ubrudzone spalenizną. Też się ubrudził , ale był bezradny. Co ugasiły stwory, smok od razu podpalał.

- Co na to powie król, jak się dowie? – martwił się Lango.

I wtedy stało się coś niezwykłego!  Jeden stwór – Ostronogi ze swoją drużyną postanowił przepędzić tego wstrętnego smoka, który psuł powietrze swoim oddechem i niszczył domy mieszkańców.

- Nie pokonamy go siłą, bo jest silniejszy. Musimy przygotować zaczarowany napój, który go rozweseli i uspokoi – powiedział Ostronogi.

      Przygotowali ten napój i na drżących nogach podeszli do smoka, który od tego ziania ogniem był bardzo spragniony. Od razu wypił zaczarowany napój, uśmiechnął się, ziewnął i usnął.

        Wtedy przyszedł Largo i wszyscy wspólnie wynieśli potwora za mury zamku. Związali mu skrzydła, żeby nie mógł latać. W zamku zapanował spokój. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Maja Podjadek 

Uczniowie klasy szóstej przygotowali pod kierunkiem nauczycielki historii p. Natalii Bejdy makiety zamków obronnych. Wykorzystali różne materiały: rolki po papierze toaletowym, tekturę, styropian, różnego rodzaju ziarna. Ich prace zostały wyeksponowane  na korytarzu i każdy uczeń, nawet ten najmłodszy widział, jak wyglądało średniowieczne zamczysko.

Te właśnie prace stały się inspiracją do osadzenia akcji nowych tekstów w obrębie średniowiecznych zamków. Dzieci różnie realizowały ten temat. Niektóre wybierały jeden zamek, jako miejsce akcji, inne wszystkie trzy. Powstały bardzo ciekawe teksty, które warto przeczytać….

p. Anna Kuryluk


Walka z potworami

Dawno, dawno temu w królestwie króla Ryszarda VIII Śmieszka mieszkały dwie zaprzyjaźnione rodziny. Rodzina Olanów i rodzina Alanów.  Żyły sobie w zgodzie. Rodzina Olanów liczyła 16 osób, a rodzina Alanów 23 osoby.

         Pewnego słonecznego dnia, kiedy obie rodziny urządzały wspólne ognisko, Mieszek z rodziny Alanów zobaczył jakieś dziwne stwory: Żelusia, smoka z jednym okiem oraz pająka wielkości ośmiu koni.

- Uciekajmy do zamku! – krzyknął.

- W nogi! – zawtórowali mu wszyscy.

Razem ruszyli do zamku króla Ryszarda VIII Śmieszka. Zamek stał na szczycie góry, był zbudowany z wielkich kamieni. Otaczała go ogromna fosa. Był piękny!   Kiedy byli już blisko, zobaczyli , że wejścia strzegą strażnicy, uzbrojeni w miecze i kusze. Skupili się na pilnowaniu wejścia.

- Wpuść nas! Nadciągają potwory! – zawołał do strażników Śmieszek.

  Strażnik wpuścił obie rodziny i zaprowadził do króla.

- Nadchodzą potwory, Panie! – wysapał przestraszony Śmieszek.

- Wezwę naszych sojuszników z sąsiednich królestw – zadecydował szybko król.

 - Zapalcie szybko ogniska i dajcie im znak – powiedział do strażników, którzy natychmiast wykonali to zadanie.

       W tej samej chwili w sąsiednich królestwach dostrzeżono znaki oznaczające prośbę o pomoc i rozpoczęły się przygotowania. Obaj królowie ze swoimi armiami ruszyli na pomoc.

Po chwili wszystkie armie stanęły do walki z potworami. Wszyscy walczyli dzielnie. Kiedy zostały pokonany ich dowódca pająk, wszystkie pozostałe  stwory uciekły.

Po wygranej walce trzej królowie urządzili w królestwie króla Ryszarda  największe ognisko i najhuczniejszą ucztę na świecie. Wszyscy mieszkańcy królestw żyli długo i szczęśliwie.

Daniel Styk

 

Czarodziejski zamek

Dawno, dawno temu był sobie czarodziejski zamek, nie do zdobycia. Miał mury obronne, cztery wieżyczki, a każdej z nich broniło czterech łuczników. Otaczała go fosa, w której pływały drapieżne ryby. Wewnątrz, na placu stała armata. Zamku broniła armia rycerzy, którzy walczyli mieczami. A rządził nim król Antoś.

    Żyły tam w zgodzie z ludźmi dinozaury i smoki. Dinozaury miały ostre pazury i zęby. Nazywały się Tyranozaury, a smoki wokół zamku ziały ogniem.

     Pewnego razu nieprzyjaciele napadli na zamek. Armię tworzyli łucznicy i rycerze z mieczami. Przyciągnęli ze sobą katapulty na kołach, które wyrzucały wielkie kamienie.

 Król Antoś  wypuścił z zamku dwadzieścia smoków, dwadzieścia dinozaurów, dziesięć tysięcy rycerzy z mieczami. Ruszyli do bitwy. Była straszna! Smoki ziały ogniem na napastników, dinozaury raniły ich swoimi pazurami, a ludzie walczyli mieczami.

- Wygraliśmy! – krzyknęli w końcu obrońcy.

- Teraz urządzimy ucztę i odpalimy fajerwerki na znak zwycięstwa! – oznajmił król Antoś.

Obrońcy rozbroili najeźdźców, zabrali im zbroje, miecze, tarcze i łuki. Ucztowali całą noc.

          Mieszkańcy zamku żyli długo i szczęśliwie ze swymi przyjaciółmi – dinozaurami i smokami.

Mateusz Sadurski

Atak Polanic

Dawno, dawno temu wznosił się wielki zamek, którego mieszkańcy walczyli z innymi zamkami. Zamek otoczony był wielkimi murami obronnymi, w których były otwory w kształcie kwadratów. W zamku żył bardzo mądry król.

              Pewnego razu zamek zaatakowali Polanice. Król był jednak spokojny, chociaż to byli jego najgorsi wrogowie i obrońcy już ponieśli spore straty.

- Wylewać smołę! – krzyknął dowódca do rycerza, który stał koło niego.

- Dobrze – odpowiedzieli rycerze.

              Kiedy minął już dzień, Polanice otoczyli zamek. Król się nie poddawał i nakazał strzelać z katapulty kulami ognia, płonącymi strzałami z kusz i łuków. Cały obóz Polanic stanął w ogniu i zaczęła się zaciekła walka.

- Co robimy wodzu? – krzyknął Polanik, ale nie otrzymał odpowiedzi.

- Gdzie nasz wódz? – zapytał drugi rycerz.

          Ale też nie otrzymał odpowiedzi.

- Nie wiem – odpowiedział pierwszy.

- Jak to? – nie dokończył, bo cały spłonął od strzały. Teraz Polanice mieli większe straty, ale się nie poddawali i walczyli nadal.

Król wypuścił wtedy rycerzy na koniach, aby ostatecznie pokonać wroga. Po wygranej bitwie  urządził ucztę dla całego ludu. Złych Polanic już nie było na świecie.

       Ale przybył nowy wróg – król Widmo. Miał rycerzy z mgły, a on sam był niewidzialny. Widoczna był tylko jego korona. Jego rycerzy mogła pokonać tylko woda. Król Widmo ze swymi rycerzami nie mogli wejść do zamku, bo strzegła go wielka fosa wypełniona wodą.

- Nie możemy tędy – powiedział rycerz z mgły.

- Czemu? – zapytał król Widmo.

- Otacza ich fosa z wodą – odpowiedział.

         Nie wiedzieli, że mądry król ze swoimi oddziałami już jest w ich obozie. Zabrali stamtąd mgliste miecze i zbroje. Cały dzień niszczyli ten obóz.

- Musimy wracać – powiedział król Widmo widząc, że nie da się pokonać tej przeszkody, którą była woda.

       Po powrocie zastali zniszczony obóz i brak mglistej broni. Myśleli, że królewskie oddziały uciekły, a to okazało się zasadzką. Łucznicy strzelali z mglistych łuków i kusz mglistymi strzałami. Rycerze króla Widmo też walczyli podobną bronią, powoli tracąc przewagę.  Król Widmo pierwszy uciekł z pola bitwy, a za nim jego rycerze.

         Podobno wyniósł się na planetę Małych Tańczących Duchów, ale przestał już zagrażać innym spokojnym ludziom. Mądry król wraz ze swoimi poddanymi  nie ponieśli żadnych strat i żyli długo, i szczęśliwie.

Szymon Cichosz

                               Król Zygmunt

Zamczysko króla Zygmunta znajdowało się w Mrówkowie. To miasto było ubogie, ponieważ znajdowały się tam tylko trzy domy mieszkalne, kilka straganów, jedna stajnia i jedna karczma.

 Znalazło się tam też magiczne pudło, które wędrowało po okolicznych grodach. Gdy małe wioski mu się znudziły, chciał odwiedzić zamek.

             Najpierw pudło zobaczyło zamek pająków, ale pomyślało, że będą robić pajęczyny w każdym kąciku.

              W drugim zamku było mnóstwo myszy. Pudło omijało ten zamek szerokim łukiem, żeby myszy nie podziurawiły go tak, jak ser.

              Trzeci zamek zamieszkiwały małe ludziki. Było to zamczysko króla Zygmunta. Zdenerwowane pudło weszło przez bramę zamku i stanęło przy karczmie.

             Ludzie, wychodząc z karczmy, wyrzucali resztki do pudełka, jak do śmietnika. Pudło było głodne i zjadało wszystko, co się trafiło, dzięki temu, że zjadało śmieci, stale rosło.

             Po trzech miesiącach było tak ogromne, że przerastało dach karczmy. Jej właściciel na drzwiach powiesił tabliczkę z napisem, żeby nie karmić potwora.

              Król Zygmunt chciał pokonać ogromne pudło, lecz zjadało każdego odważnego rycerza.

             Nikt nie był chętny, by pomóc miastu. Ludzie się wyprowadzili, bo nie dali rady pokonać ogromnego pudła. Zaczęli życie od nowa, wybudowali nowy zamek oraz kilka innych pomieszczeń.

           Ale król Zygmunt bardzo żałował swojego zamku, którego nikt jeszcze nie pokonał. Przebrał się za wieśniaka i wyruszył do lasu na spotkanie z czarodziejem…

   Ta wyprawa była bardzo niebezpieczna, ponieważ król musiał przejść przez zakazany las. W puszczy znajdowały się ogromne węże.

      Gdy król szedł do czarodzieja, myślał, że nadepnął na gałąź, lecz mylił się. To była żmija łaciata. Najgroźniejsza, najbardziej jadowita żmija w tych czasach. Od razu ukąsiła króla w nogę. On przebiegł jeszcze dwa kilometry w strachu, a z rany w nodze sączył się jakiś płyn. Nie dał rady iść dalej, przeżegnał się i zdążył wyjąkać:

- O Boże! Co to za zła moc?

        Zemdlał. Gdy się obudził, zobaczył, że jest otoczony przez pająki i myszy. Wykrzyknął:

- Nie zbliżać się!

Władca myszy zerwał opatrunek z jego rany, z której wypłynęła dziwna substancja. Król Zygmunt zwijał się z bólu, lecz królowa pająków owinęła jego nogę pajęczyną jak bandażem i ból ustąpił.

           Wojsko myszy i pająków ruszyło do domu czarodzieja. On wyczarował zbroje dla wojsk.

Król nie zwlekając ruszył na zamek. Był pewny, że wygra. Pudło było jedno, a wojsk dwa miliony. Musiało uciekać.

             Gdy król przystąpił do szturmu, zdziwił się bardzo! Z dwóch milionów żołnierzy zostały tylko trzy tysiące. Pudło  w jakiś sposób nadal wygrywało i połykało swoich przeciwników.

         Król bardzo zdenerwował się. Ruszył na bestię! Przebił pudło tu i tam. Zaczęła się rzeź! Z pudełka zostały tylko wióry. Niestety, w króla trafił ząb tego ogromnego stworzenia. Był to cios śmiertelny.

Ludzie cieszyli się, że wygrali z pudłem i płakali za królem Zygmuntem. Na jego cześć ustalili jeden dzień pamięci. Było to 5 lutego. Obchodzili wtedy Dzień Odzyskania Niepodległości oraz Dzień Pamięci po ukochanym królu Zygmuncie.

Bartosz Kowalczyk

                            Nawiedzony zamek

Dawno, temu, za górami, za lasami, na wielkiej górze stał zamek. Już od wielu lat w zamku słychać było stukanie i chrupotanie. Wszyscy mieszkańcy myśleli, że to był nawiedzony zamek.

             Pewnego dnia król zebrał swoich dworzan i wydał polecenie:

- Musicie sprawdzić, co to za hałasy. Przez nie niemogę spać w nocy!

               Poddani wykonali rozkaz króla i sprawdzili cały zamek. Szukali i szukali, ale nic podejrzanego nie znaleźli. Nie mieli pomysłu, gdzie jeszcze szukać.

              Wtedy król wydał następne polecenie:

- Przeszukajcie całą spiżarnię!

                 Słudzy wykonali polecenie. Spiżarnia była tak duża, że pracowali około trzech godzin. Nic to nie dało. Powiedzieli o tym królowi:

- Drogi królu, szukamy pół dnia, ale nic nie znaleźliśmy.

- Sprawdźcie w schowku! – wydał polecenie władca.

Słudzy tam weszli i zobaczyli, że dwoje dzieci zabiera ich miecze i zbroję.

       Okazało się, że przez te trzy noce  dzieci podstawiały drabinę, zabierały zbroje i miecze, aby się bawić.

        Jeden z dworzan rzekł:

- Schwytajmy te dzieci!

            Z trudem je schwytali i zamknęli je w areszcie niedaleko zamku. Jeden ze sług zapytał chłopców:

- Dlaczego zabieraliście zbroje?

- Chcieliśmy zostać rycerzami, dlatego zabieraliśmy zbroje i miecze- odparł jeden z nich.

- A nie wiecie, że cudzych rzeczy się nie bierze?

- Prawda – odpowiedzieli ze skruchą.

- Może zostaniecie sługami króla?

- Bardzo chcielibyśmy służyć u jego boku! – krzyknęli radośnie.

- To chodźcie z nami, nauczymy was, jak zostać rycerzami. Pierwsza zasada, którą już poznaliście – nie wolno zabierać cudzych rzeczy.

          Wszystko dobrze się skończyło. Chłopcy nauczyli się, jak walczyć na miecze, jeździć konno i gdy dorośli, zostali rycerzami.

Patryk Kowalczuk

Trzy zamki

Dawno, dawno, ale to bardzo dawno temu, jeszcze w czasach średniowiecznych żyli sobie: Mateusz, Kacper i Piotrek. Mieszkali w zamku Karten. Mężczyźni opuścili zamek i chcieli wybudować swoje własne. Minęło kilka lat i wybudowali je. Mateusz nazwał swój zamek Kantor, Piotrek – Rekin, a  Kacper swój – Pastel. Zamek Mateusza był złoty, obok niego rosły drzewa, stały domy i domki treningowe dla rycerzy. Zamek Piotrka był brązowy, ale mury obronne były białe. Między budynkami wiły się dróżki i biegała sobie jedna świnka.

Zamek Kacpra zbudowany był na morzu. Miał trzy wieże, był koloru brązowego. Stał na deskach, po lewej stronie rosła trawa, a po prawej stały domy. Mieszkańcom dobrze się żyło.

        Kiedyś, każdy z władców, o tej samej porze, zobaczył najeźdźców. To byli bandyci, którzy nazywali się Czarna Banda.

- Poddajcie się – krzyknął jeden napastnik do Piotrka.

- Nigdy!– odpowiedział.

     Kiedy Mateusz i Kacper zobaczyli najeźdźców, od razu pobiegli do Piotra.

- Co wy tu robicie? – spytał Piotrek.

- Przyszliśmy w sprawie bandytów! -  powiedział Mateusz.

- To szybko uciekajmy do Kacpra! Jego zamek jest nie do zdobycia! – krzyknął Piotrek.

      Najeźdźcy mieli problem z dostaniem się do zamku, który otaczała woda i  ponieważ wyszli rycerze. Byli w zbrojach, mieli tarcze, miecze. Na murach zamków pojawili się łucznicy i czarodzieje. Banda bardzo szybko uciekła, ponieważ się przestraszyła.

- Gonimy ich? – spytał jeden rycerz.

- Nie trzeba – odpowiedział Kacper.

                Królowie żyli długo i szczęśliwie.

Dawid Grad

Wojna ziemniaków z cukierkami

   Dawno, dawno temu żyło sobie wojsko ziemniaków, które mieszkało w wielkim zamku z pomarańczowych cegieł, którego dach wyróżniał się poprzyklejanymi ziarnkami słoneczników. Otaczała go wielka fosa. Mur był nie do przebicia, bo wejście było niewidzialne. Tylko na zaczarowane słowa: „Abra ka dabra fokus pokus i morokus” drzwi się pojawiały.

        Pewnego dnia do zamku przyszedł zły czarodziej Marko, który idąc rzucił na siebie zaklęcie i przemienił się w jednego z rycerzy.  On znał to hasło i wszedł do zamku, ponieważ przez wiele lat podglądał go w swej pelerynie niewidce.

         Obok tego zamku stał zamek strzeżony przez wojsko cukierków. Wojsko ziemniaków bardzo nie lubiło tego wojska. Czarodziej Marko pomagał cukierkom po wypowiedzeniu hasła. Wszedł do zamku jako rycerz i powiedział śmiejąc się złośliwie:

- Dzień dobry drodzy przyjaciele. Mamy dzisiaj piękny dzień, nieprawdaż?

      Rycerze szybko zorientowali się, że to żaden z rycerzy, bo Marko nie zmienił głosu.

- O nie! To Marko! Musimy go zamknąć w więzieniu i to szybko! – krzyknął jeden z rycerzy.

        Marko jednak zdążył rzucić zaklęcie na zamek i można już było wchodzić do niego bez hasła, lecz nikt z rycerzy – obrońców o tym nie wiedział. Zły czarodziej został zamknięty.

          Wojsko cukierków z mieczami i tarczami wbiło się do zamku. Ziemniaki gwizdkiem przywołały smoka.

- Aaaaaaaaaa! Oni mają smoka! Uciekajmy! – przeraził się jeden z cukierków.

- Ha, ha, ha! Z naszym przyjacielem smokiem wygramy z łatwością – śmiał się ziemniak.

          Smok był cały zielony, miał wielkie skrzydła i ział ogniem. Wojsko cukierków przestraszyło się i uciekło, a wojsko ziemniaków wygrało.

           Wszyscy świętowali, a król wyprawił ucztę.

Natalia Pączek

                                    W zamku stworów

Dawno, dawno temu stał sobie niebiański zamek, w którym żyły sobie dwa stwory. Jeden nazywał się Lango XIII, a drugi Gluto.

           Pewnego dnia w tym zamku pojawił się smok, który ział ogniem i był wypełniony brzydkim powietrzem.

  - Ratunku! Co to za cuchnący odór! – krzyknął  Lango XIII.

   - Przyszedłem zniszczyć ci zamek – oznajmił smok.

  - Ratunku! Wezwać uczniów i strażników – krzyknął Lango.

           Weszli jego uczniowie, ale byli bardzo przestraszeni. Smok tymczasem podpalał domy mieszkańców, którzy bardzo rozpaczali z tego powodu.

- Co ja teraz zrobię? – zastanawiał się Lango trzymając się za głowę.

         Tymczasem wszedł Gluto między stwory ubrudzone spalenizną. Też się ubrudził , ale był bezradny. Co ugasiły stwory, smok od razu podpalał.

- Co na to powie król, jak się dowie? – martwił się Lango.

I wtedy stało się coś niezwykłego!  Jeden stwór – Ostronogi ze swoją drużyną postanowił przepędzić tego wstrętnego smoka, który psuł powietrze swoim oddechem i niszczył domy mieszkańców.

- Nie pokonamy go siłą, bo jest silniejszy. Musimy przygotować zaczarowany napój, który go rozweseli i uspokoi – powiedział Ostronogi.

      Przygotowali ten napój i na drżących nogach podeszli do smoka, który od tego ziania ogniem był bardzo spragniony. Od razu wypił zaczarowany napój, uśmiechnął się, ziewnął i usnął.

        Wtedy przyszedł Largo i wszyscy wspólnie wynieśli potwora za mury zamku. Związali mu skrzydła, żeby nie mógł latać. W zamku zapanował spokój. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Maja Podjadek 

Uczniowie z klasy V i VI wzięli udział w I etapie XIX edycji Ogólnopolskiego Konkursu „Poznajemy Parki Krajobrazowe Polski”. Na terenie województwa lubelskiego koordynatorem konkursu jest Zespół Lubelskich Parków Krajobrazowych. Konkurs od lat cieszy się dużym zainteresowaniem np. w ubiegłorocznej edycji uczestniczyło 8135 uczniów z 463 szkół, a we wcześniejszych latach liczba uczestników przekraczała nawet 20 000.  Celem konkursu jest pogłębienie wiedzy na temat polskich  parków krajobrazowych i innych zagadnień z dziedziny ekologii i ochrony środowiska. Konkurs pobudza zainteresowanie światem, jego różnorodnością, bogactwem i pięknem oraz kształtuje proekologiczną postawę młodego pokolenia.  Test składał się z 10 pytań ogólnych obejmujących wiadomości z geografii i biologii oraz 15 pytań dotyczących parków krajobrazowych. Największą wiedzą wykazali się: Bartosz Łochnicki, Szymon Sadurski, Klaudia Staszak oraz Adrianna Kruk. Uzyskali oni awans do kolejnego etapu konkursu, który pod koniec stycznia odbędzie się w Wierzbicy.

p. Sławomir Korpysz





Pix Programming Challenge to międzynarodowy konkurs programistyczny dla dzieci i młodzieży. Uczestnicy konkursu muszą rozwiązać zadania z zakresu programowania. Zadania dostosowane są do różnych grup wiekowych. Dla najmłodszych są to zadania z zakresu programowania blokowego, a dla starszych uczestników konkursu – zadania z zakresu programowania tekstowego w języku Python. Nasi uczniowie: Maksymilian Kryszczuk, Szymon Sitarczuk oraz Mateusz Tywoniu przeszli eliminacje i zakwalifikowali się do półfinałów. Gratulujemy i dziękujemy za reprezentowanie naszej szkoły.

p. Magdalena Mroczek


5 grudnia uczniowie klas czwartej i piątej, wraz z wychowawczyniami, wybrali się na mikołajkowa wycieczkę. Pierwszym punktem programu był seans filmowy. Animowana bajka pod tytułem „O!Yeti!” był jednocześnie zabawna i wzruszająca. Opowiadała fantastyczną historię przyjaźni trójki dzieci z himalajskim stworem. Film nie tylko bawił, ale też uczył, poruszał bowiem problem negatywnego wpływu działalności człowieka na przyrodę. Po zakończeniu seansu, pełni wrażeń, udaliśmy się na posiłek w restauracji McDonald’s. Humory i apetyt dopisywały wszystkim uczestnikom wyjazdu. Dodatkowa atrakcją okazały się mikołajkowe upominki-niespodzianki przygotowane przez pracowników kina „Zorza”.




7 grudnia 2019r. nasi turyści uczestniczyli w XXXIV Rajdzie „Mikołajkowym”, który został zorganizowany przez Oddział PTTK w Chełmie przy współudziale Urzędu Miasta Chełm i Szkoły Podstawowej w Rudzie Hucie. Wzięło w nim udział około 110 turystów z Chełma, Sawina, Okszowa, Pawłowa, Strachosławia i Czułczyc.  Rajd rozpoczął się przy żołnierskiej kapliczce w Podgrabowej gdzie Hubert Wiciński ubrany w stylizowany mundur wojskowy z okresu międzywojennego przedstawił historię związaną z formowaniem się w rejonie Sawina 3 Brygady 1 Korpusu Pancernego. Wszyscy uczestnicy rajdu otrzymali mikołajkowe czapki  i wędrowali w nich  przez Las Holendernia do Iłowy. Odwiedzili również  Hniszów, by zobaczyć owiany legendami  pomnikowy dąb „Bolko”, który jest największym drzewem Lubelszczyzny i jednym z największych drzew w Polsce. Zakończenie rajdu odbyło się w Rudzie Hucie. Było ognisko i pieczenie kiełbasek. Długo wyczekiwanym punktem programu była  wizyta Mikołaja, który wszystkim uczestnikom wręczył  paczki. Turyści otrzymali też okolicznościowe znaczki rajdowe oraz potwierdzenia zdobycia kolejnych punktów na odznaki. Drużyny natomiast dostały pamiątkowe  dyplomy za udział w rajdzie.

p. Sławomir Korpysz
















Go to top