Zobacz stronę Gminy SawinZobacz stronę Gminy Sawin

 

Aktualności

     W ramach zajęć dodatkowych „Edukatorium” z języka polskiego uczniowie wykonywali wybrane przez siebie projekty. Adrianna i Klaudia z klasy VI opracowały zagadki polonistyczne, krzyżówki, wykreślanki, karty do gry sprawdzają i utrwalają naszą wiedzę z gramatyki, ortografii oraz znajomość omawianych w szkole podstawowej lektur. Mogą być wykorzystywane na lekcjach w każdej klasie, a także na zajęciach rozwojowych lub wyrównawczych. Kasia z klasy V i Dawid z klasy VI wykonali grę planszową na motywach książki C.S. Lewisa „Opowieści z Narnii”. Uczestnicy muszą pokonać trasę wiodącą przez magiczną krainę, odpowiadając na podchwytliwe pytania związane z lekturą i wykonując rozmaite zadania. Wygrywa ten, kto wykaże się najlepsza znajomością powieści i pierwszy dotrze do mety. Zapraszam wszystkich uczniów do pracy nad projektami polonistycznymi w drugim półroczu!
p. D. Matys




Dnia 20 grudnia 2019 roku odbyła się szkolna uroczystość związana z Bożym Narodzeniem, czyli Jasełka i Wigilia. Na wstępie dyrektor Anna Kuryluk powitała wszystkich uczniów, nauczycieli, liczne grono rodziców i gości specjalnych. Z tej okazji odwiedzili nas ksiądz Mirosław Pradun, Wójt Gminy Sawin Dariusz Ćwir oraz wizytator Kuratorium Oświaty Eliza Orzeszko. Nasze zaproszenie przyjęli również emerytowani nauczyciele szkoły – państwo Henryka i Mirosław Dederko. Kolejnym punktem programu były jasełka przygotowane przez uczniów klas IV-VI pod kierunkiem pani Małgorzaty Zachariasz, pani Doroty Matys i pani katechetki Alicji Semeniuk. Mali aktorzy wspaniale wcielili się w role Józefa, Marii, aniołów, pastuszków i diabełków. Przedstawienie nawiązujące do historii narodzenia Jezusa, pełne radosnej nowiny, wesołych kolęd i pastorałek zostało nagrodzone gromkimi brawami. Następnie przyszedł czas na wspólną modlitwę, dzielenie się opłatkiem, świąteczne życzenia oraz wystąpienia zaproszonych gości. Uroczystość zakończył słodki poczęstunek przygotowany przez nasze niezawodne mamy.

p. D. Matys, p. M. Zachariasz , p. A. Semeniuk





























 

     „Człowiek nie może żyć bez miłości” –te słowa Jana Pawła II, Patrona naszej szkoły stały się inspiracją do powstania opowiadań związanych ze Świętami Bożego Narodzenia. Świętami bardzo ciepłymi, rodzinnymi, najbardziej zrozumiałymidla każdego dziecka, które doświadcza miłości w swojej rodzinie już od pierwszych chwil  życia. Malutkie Dzieciątko – Bóg w ludzkiej postaci narodził się, aby przynieść ludziom nadzieję, miłość. O tej miłości Boga do człowieka i potrzebie miłości każdej istoty ludzkiej mówił wielokrotnie nasz Papież. Dziecko może zrozumieć te słowa w kontekście tego, co mu najbliższe, czyli rodziny.

     Zajęcia rozpoczęły się od rozmowy na temat  miłości w rodzinie, której każde dziecko doświadczyło podczas Świąt Bożego Narodzenia. Wspominane były kolędy, Pasterka,  Wigilia, obyczaj pozostawiania pustego miejsca przy stole, na wypadek, gdyby przybył ktoś, kto chce się ogrzać w blasku miłości rodzinnej. Dzieci mówiły też o przypuszczeniach, że w ten wieczór zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Słyszały o tym od swoich bliskich…

 

Tajemniczy wieczór wigilijny

W piękny wigilijny wieczór, w niewielkiej miejscowości, która nosi nazwę Czułczyce, przy stole zasiadły dwie rodziny: Styków i Kruków. Śpiewały kolędy, modliły się i dzieliły opłatkiem.

        Nagle ktoś zapukał do drzwi. Daniel, ubrany był tego dnia na żółto. Nikt nie usłyszał dzwonka, więc chłopiec poszedł otworzyć.

- Proszę – powiedział, lecz nikogo nie było. Wyszedł na dwór i zobaczył staruszka z długą siwą brodą i w podartym ubraniu.

- Proszę wejść – powiedział Daniel.

    Dziadek wszedł przez nasze wielkie drzwi i usiadł przy stole. Następnie  zaczął wszystkim opowiadać, co mu przydarzyło się w ten wieczór.

- Napadli mnie wczoraj bandyci, zabrali wszystko, a nikt nie chciał mnie wpuścić. Mój dom jest aż w Warszawie – powiedział zmarznięty tajemniczy jegomość.

   Po kolacji wigilijnej wszyscy goście mieli rozejść się do swoich domów, ale zainteresował ich nieznajomy, który tajemniczo przypatrywał się choince.

- Jak pan się nazywa? – spytał Daniel.

- Mikołaj. Święty Mikołaj – powiedział mężczyzna.

          I nagle przemienił się w świętego Mikołaja. Wszyscy byli zdziwieni, ponieważ nagle uniósł się do góry i zaczął zmieniać swoje ubranie na strój świętego Mikołaja. Ten strój był cały czerwony. Mikołaj miał na sobie czapkę, spodnie, surdut i buty w tym kolorze.

- Wy pomogliście mnie, kiedy potrzebowałem pomocy. Teraz widzicie, że kiedy się pomaga, dostaje się za to nagrodę. Za taką hojność obdaruję was prezentami. Dziękuje! – podziękował święty Mikołaj.

   Obdarował wszystkich prezentami i odleciał. Wtedy wszystkie zwierzęta zaczęły śpiewać z nami kolędy, a na niebie zalśniła pierwsza gwiazdka.

    Morał z tej historii taki, że zawsze trzeba pomagać, kiedy jest ktoś w potrzebie.

Daniel Styk

Niespodziewany Gość i dziwne zdarzenie

                Podczas wigilijnej kolacji Marek i jego rodzice  spodziewali się gości: babci, wujka, Stasia i cioci Joasi. Po chwili usłyszeli pukanie do drzwi. Tata poszedł je otworzyć, aż tu nagle chłopiec ujrzał staruszkę, ich sąsiadkę, która nie ma dzieci, wnuków, męża, ani rodziców. Okazało się, że tym oczekiwanym gościem była ta staruszka.Zdjęła kurtkę i usiadła przy stole.

- Dziękuję, że przygarnęliście mnie, jesteście bardzo dobrymi ludźmi –powiedziała staruszka.

- Zapraszamy panią! Na następne święta też! – powiedział mama.

             Marek nie był zadowolony z tego powodu, że przyszła jego sąsiadka, ale musiał to jakoś znieść. Najpierw się pomodlili, podzielili opłatkiem, później śpiewali kolędy. Markowi spodobało się wtedy, że była z nimi sąsiadka, ponieważ miło spędził czas. Nagle powiedział:

- Jestem zmęczony. Pójdę spać.

- Dobrze – odpowiedziała mama.

      Marek poszedł do pokoju, przebrał się w pidżamę i położył się do łóżka.

     Wybiła właśnie północ, gdy Marek usłyszał, że ktoś do niego mówi. Była to jego świnka morska, która zapytała:

- I co? Było fajnie, jak sąsiadka do was przyszła? Prawda?

- Tak, dlaczego pytasz? –spytał zdziwiony Marek.

- Ponieważ ona mnie kiedyś wam, a raczej tobie oddała, bo chciałeś mieć zwierzątko – szepnęła świnka.

- Naprawdę? Ja nie pamiętam.

- Wtedy miałeś 5 lat, a teraz masz 13.

- Rozumiem.

- Wyjmij mnie z klatki to powiem ci coś na ucho, bo ty tego nie wiedziałeś, ale twoi rodzice tak.

- Co takiego? – zapytał Marek.

- Ta pani nie ma rodziny, mamy, taty, brata, siostry, dzieci, ani wnuków, dlatego przyszła w odwiedziny na święta do was.

- Aha! Miło było, jak sąsiadka przyszła. Śpiewaliśmy kolędy i było naprawdę przyjemnie.

- Widzisz? A tak nie chciałeś tej pani na Wigilii – powiedziała świnka.

-  No, nie chciałem jej przyjąć, ale jej nigdy nie zapomnę! Nigdy!

        Od tej pory na każde święta Marek czekał na  niespodziewanych gości i z chęcią ich przyjmował, a sąsiadka stała się prawie członkiem ich rodziny.

Patryk Kowalczuk

 

Niespodziewany gość!

Był wigilijny wieczór, na dworze leżało pełno śniegu. Za godzinę mieli przyjechać do nas goście. Mama gotowała czerwony barszcz z uszkami, tata kroił karpia, a siostra, jak zwykle, grała na telefonie.

            Gdy zebrała się u nas cała rodzina, zaczęliśmy miłą i spokojną biesiadę. Kończyłem już karpia, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Tatuś poszedł otworzyć i zapytał:

- Kto tam ?

- To ja! – usłyszeliśmy odpowiedź.

        Sebastian, mój tato otworzył drzwi i ujrzał małą zgarbioną dziewczynkę. Bezdomna zapytała, czy wpuści ją. Tato bez zastanowienia wpuścił małą istotkę do domu, po czym zaprowadził ją do jadalni.  Gdy zjadła, nabrała siły, zaczęła opowiadać, skąd do nas przybyła.

         Dziewczynka wędrowała po naszej wsi, żeby znaleźć ciepłe i miłe miejsce. Po tych słowach usnęła. Dziadek położył ją na kanapie i przykrył ciepłym kocykiem.

         Babcia powiedziała nam, że tak samo Maryja z Józefem szukali ciepłego miłego miejsca… Wyglądało to podejrzanie. Mama z ciekawości podeszła do dziewczynki sprawdzić, czy śpi. Jednak nie spala, tylko czytała Biblię, co zdziwiło mamę, że taka mała , a umie czytać. Odeszła cichutko, żeby jej nie przeszkadzać w modlitwie. Po pewnym czasie znowu do niej podeszła i zapytała:

- Umiesz już czytać?

- Umiem więcej, niż tylko czytać – odpowiedziała mała.

        Mama zaniepokoiła się. Dziecko podeszło do babci, dotknęło chorego kręgosłupa i po chwili nastąpił szok! Ponieważ kręgosłup przestał boleć!

- Jak to zrobiłaś? – zapytała babcia.

- Trzeba się modlić! A będzie wszystko dobrze – odpowiedziała mała.

         Po tych słowach dziewczynka zaczęła się zmieniać. Wyglądała jak Jezus. Wszyscy byli w szoku. Uklękliśmy i zaczęliśmy się modlić. Domyśliliśmy się, co się stało.

    To Jezus  wcielił się w małą dziewczynkę, by sprawdzić gościnność i miłość w naszej rodzinie. Było to niesamowite przeżycie.

Bartosz Kowalczyk

 

Wigilijny wieczór

Była Wigilia. Wszyscy domownicy siedzieli przy stole wigilijnym. Nadchodził czas dzielenia się opłatkiem. Złożyliśmy sobie życzenia i nadeszła chwila śpiewania kolęd. Byłam bardzo zadowolona, bo bardzo lubię śpiewać pastorałki i kolędy.

    W pewnej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a jak to zrobiłam, moim oczom ukazał się chłopiec. Był bardzo smutny i płakał.

- Cześć. Kim jesteś? Nie płacz już, wejdź do domu i chodź ze mną – pocieszałam chłopczyka, który cały czas płakał.

- jestem Filip. Nie mam rodziny i chciałbym spędzić tu Wigilię. Jeśli mogę – powiedział nieśmiało chłopiec.

- Jasne, że możesz! Chodź, przedstawię cię mojej rodzinie – ucieszyłam się.

             Filip z uśmiechem poszedł za mną. Oczywiście, przy stole było dla niego miejsce. Okazało się, że Filip jest moim rówieśnikiem. Moja rodzina szybko go polubiła i od razu zostaliśmy przyjaciółmi.

         Chłopiec był bardzo miły i po wysłuchaniu jego krótkiej historii uznałam, że to bardzo grzeczny chłopiec, który stracił rodzinę i nie chciał o tym mówić, ponieważ robiło mu się smutno na samą myśl. Okazało się też, że bez pozwolenia opuścił Dom Dziecka, ale mój tata od razu, jak dowiedział się o tym, zadzwonił do sierocińca i wyjaśnił, że Filip jest bezpieczny i spędzi święta u nas.

            Po wigilijnej kolacji z moim kolegą obiecaliśmy sobie, że po północy posłuchamy głosu zwierząt, a tak dokładnie to mojej suczki Sary.

           Kiedy wybiła północ, Sara opowiedziała nam niezwykłą historię o piernikach, które ożywają w Wigilię. Pobiegłam z Filipem do kuchni, gdzie na stole stała taca z piernikami.

- Jak to możliwe? Te pierniki naprawdę się ruszają – niedowierzał mój kolega.

- Te pierniki się ruszają! – złapałam się za głowę.

           Ale na zegarze była już pierwsza w nocy i czary wigilijne się skończyły. Zasmuciłam się na chwilę, ale rodzice kazali nam iść spać. Filip u nas zamieszkał i staliśmy się dla siebie bratem i siostrą.

Natalia Pączek

 

Moja przygoda wigilijna

    W pewien wigilijny wieczór całą rodziną poszliśmy do dziadków na kolację wigilijną.

        Weszliśmy do domu babci, było tam pięknie! Stół był nakryty białym obrusem, pod nim leżało sianko, stało dwanaście talerzy, a jeden był dodatkowy dla nieznajomego gościa.

      Podzieliliśmy się opłatkiem z rodziną, spróbowaliśmy wszystkich wigilijnych  potraw, pośpiewaliśmy kolędy.Później bawiłem się z bratem samochodami i swoimi prezentami.

        - Może zobaczymy, czy zwierzęta mówią? – zaproponowałem.

     Wtedy ja i mój brat cioteczny wzięliśmy latarki, ubraliśmy się i wybiegliśmy na dwór i poszliśmy posłuchać, czy zwierzęta naprawdę mówią. Zajrzeliśmy do stodoły, ale nic nie usłyszeliśmy i brat przekonał mnie, żebyśmy stamtąd wyszli.

- Zobacz, Szymon, one nie mówią- oznajmił zawiedziony Kacper.

- Trudno – odpowiedziałem ze smutkiem w głosie. Byłem taki zawiedziony, żę nawet nie chciałem jeść i rozmawiać.

Kacper próbował mnie pocieszyć, a wtedy usłyszałem: „puk, puk”. Znowu wyszedłem na dwór i zobaczyłem staruszka. Szybko zawołałem tatę.

- Kto to? – wyszeptałem tacie do ucha.

- Nie wiem – odrzekł.

     Okazało się, że to bezdomny i nikt nie zaprosił go na Wigilię. Tato i dziadek przyjęli go z chęcią, chociaż nie wyglądał elegancko, nie był ubrany w odświętny strój. Miał na sobie porwaną bluzę pobrudzoną błotem, gołe nogi wyglądały przez porwane spodnie i widać było wszędzie zadrapania.

  Poszedł z nami na Pasterkę. W drodze usłyszałem coś dziwnego:

- Dobrze postąpiłeś.

    Wtedy  zorientowałem się, że to powiedział koń i kot sąsiada, a potem te głosy powtarzały się koło każdego podwórka. Wszystkie zwierzęta zaczęły mówić.

      Kiedy wróciliśmy z Pasterki, zaprosiliśmy go na nocleg, ale on podziękował za gościnę i zniknął, a na niebie zobaczyłem z mamą szczęśliwą twarz Jezusa.

Szymon Cichosz

 

Wigilijny wieczór

  Był wigilijny wieczór. Ja z moją rodziną siedzieliśmy przy stole. Przygotowaliśmy różne tradycyjne świąteczne potrawy: barszczyk z uszkami, śledzie, ryby, sałatki, kompot z suszu i ciastka.. Na stole paliły się świeczki, a pod obrusem leżało sianko. Jak zwykle mieliśmy zacząć czytać fragment Biblii, gdy w tym momencie zapukał ktoś do drzwi.

- Synu, pobiegnij do drzwi – powiedziała do mnie mama.

- Ktoś tu mieszka? – usłyszeliśmy pytanie zza drzwi.

- Tak, tak – wykrzyknąłem – już otwieram – dodałem.

- Dobry wieczór! – powiedział gość. Był to stary człowiek. Ubrany był w zieloną marynarkę i granatową bluzę. Miał na głowie czarną czapkę, spod której wystawały mu siwe włosy.

- Dobry wieczór – odpowiedziałem.

- Mamo, mogę wpuścić tego pana?

- Możesz! – odkrzyknęła.

- Może pan wejść – powiedziałem.

- Dziękuję – odpowiedział gość.

- A kim pan jest? – dopytywałem się.

- Mam na imię Tomasz – przedstawił się.

- Ale pan zmoknięty! – przeraziła się mama – już robię gorącą herbatę! W tym czasie daliśmy mu ciepłe suche ubrania. Gość przebrał się i rozgrzał cieplutką herbatą. Zajął wolne miejsce. Wtedy mogliśmy rozpocząć wigilijną kolację.

       Przeczytałem fragment z Biblii o narodzinach Jezusa. Podzieliliśmy się opłatkiem, spróbowaliśmy wszystkich potraw i śpiewaliśmy kolędy. Gość bardzo dobrze czuł się u nas, a  później podziękował nam za gościnę i odszedł. Nigdy więcej go nie spotkałem.

Mateusz Sadurski

 

Wigilia

Był wigilijny wieczór. Jacek uwielbiał Wigilię. Do jego domu przybywali znajomi, koledzy, babcia, dziadek, ciocia i wujek.  Kiedy zaczęła się uczta, do drzwi ktoś zapukał:

- Kto tam? – spytał Jacek.

Nikt nie odpowiedział. Gdy Jacek otworzył drzwi, zobaczył jakąś rodzinę. Było to sześć osób, dziadkowie, rodzice i dzieci. W sumie sześć osób. Chłopiec miał na imię Kacper, a dziewczynka Ania. Dzieci były małe. Kacper miał pięć lat, a Ania trzy lata. Jacek, gdy otrząsnął się z wrażenia, zapytał:

- Kim państwo są? – zapytał.

- Jesteśmy waszymi sąsiadami. Mieszkamy cztery domy dalej. Czy możemy wejść? – stęknął staruszek.

- Jasne!  - odpowiedzieli z Jackiem rodzice, którzy też przyszli powitać gości.

Gdy rodzina siadła do stołu, wybiła północ. Wszyscy byli szczęśliwi, śpiewali kolędy, składali sobie życzenia i dzielili się opłatkiem.

   Nagle Jacek usłyszał jakiś hałas.

- Mmmm – przemówił dziwny głos.

- Kto tam? – spytał przerażony Jacek.

      Gdy otworzył drzwi, zobaczył swojego kotka Toma.

- Czy to ty tak mruczałeś? – spytał Jacek.

- Tak, przecież wybiła północ! Nie wiesz, że zwierzęta w Wigilię mówią? – odpowiedział.

- Nie wiedziałem – przyznał chłopiec.

- To ci opowiem – powiedział Tom – zwierzęta mówią dlatego, ponieważ mały Jezusek narodził się właśnie w ten dzień. W stajence były wtedy zwierzęta: osiołki, owce i krowy, które z radości przemówiły ludzkim głosem. Teraz już rozumiesz?

- Rozumiem – odpowiedział Jacek i poszedł dalej świętować.

         Goście poszli do domu, gdy kolacja się skończyła, a Jacek poszedł spać. Gdy rano wstał, pod choinką zobaczył prezenty. Trzy były dla niego, a reszta dla  rodziców. Jacek zauważył jeszcze jeden. Była na nim karteczka z napisem:” Dla najlepszego chłopca na świecie”. Gdy odwrócił paczkę, zobaczył napis: „od rodziny”. Jacek rozpakował prezent. Była tam gra planszowa. Chłopiec bardzo się ucieszył.

Dawid Grad

 

Piesek

         Była Wigilia w domu moich rodziców. Rodzina dzieliła się opłatkiem, aż tu nagle ktoś zapukał do drzwi. Była to elegancka pani z pieskiem, ubrana w zielony płaszczyk przyozdobiony pomponami oraz buty w kolorze szarym. Przyszła do nas, bo nie miała rodziny.

- Ale ten piesek słodki! – powiedziałam.

- Możesz z nim pójść na górę - zaproponowała pani.

     Poszłam z pieskiem na górę i dałam mu zabawkę.

- Ciekawe, jak się nazywasz? – powiedziałam.

- Nazywam się Bambus – odpowiedział piesek.

- To ty umiesz mówić? – zdziwiłam się.

- Jestem głodny – powiedział.

- Zejdę na dół. Zaczekaj. Przyniosę wodę i jedzenie – obiecałam i poszłam do kuchni. W tym czasie piesek pobiegł do łazienki, zerwał ręcznik, wskoczył do kabiny prysznicowej, później na murowaną półeczkę, zeskoczył na kran. Woda zaczęła się lać.

- Już przyniosłam wodę i jedzenie! – krzyknęłam.

 – Aaaa, woda się leje! – przestraszyłam się.

       Szybko pobiegłam do łazienki, zakręciłam kran.

- Jak to się stało? – zdziwiłam się.

     Piesek wszystko mi opowiedział i zajadał się przysmakami. Na stole stał kubek z kawą. Bambus tam wskoczył i strącił go. Kawa się wylała.

- Co ty robisz? – rozgniewałam się.

- Przepraszam – odpowiedział piesek – chciałem  pobawić się misiem.

          Podałam mu pluszową zabawkę i piesek poszedł z nią do jadalni.

    Przyszli nowi goście, zasiedli do stołu, a potem wszyscy śpiewali kolędy i modlili się. Piesek podszedł do mnie i zapytał:

- Pójdziemy się pobawić?

- Chodź piesku, idziemy już do domu – powiedziała jego pani.

- Muszę już iść, pa – powiedział Bambus.

- Pa – pożegnałam się.

      I od tej pory myślę o tym piesku, który tak napsocił w moim domu, ale mówił ludzkim głosem. Polubiłam go, mimo że wszystko psuł.

Maja Podjadek


W przedświąteczny czwartek w naszej szkole odbyły się Bożonarodzeniowe warsztaty plastyczne. Zajęcia były przeprowadzone przez Panią Martę Skrzyńska z Centrum Szkoleń i Animacji. Głównym celem działania było wykonanie bombki choinkowej, wprowadzenie uczniów w atmosferę świąt oraz integracja klas. Zajęcia były przeznaczone dla klas I-VIII. Wszyscy ochoczo zabrali się do działania, a efekty swojej pracy zabrali do domu. Dziękujemy za duże zainteresowanie warsztatami i zapał do pracy.
p. Natalia Bejda







 

Święta Bożego Narodzenia  są głęboko zakorzenione w kulturze wiejskiej. To długie przygotowania, świąteczny nastrój i oczekiwanie na najważniejsze urodziny. Urodziny Pana Jezusa. Tradycja nakazuje ustroić choinkę, przygotować wieczerzę wigilijną, pójść na Paterkę. Wszyscy wierzymy, że Dzieciątko Jezus, tak długo wyczekiwane, obdarzy nas swoimi łaskami.

 Świat fantazji dziecięcej urozmaica te Święta mówiącymi piernikami, oczekiwaniem na prezenty, a nawet problemami ze świętym Mikołajem, który może zapomnieć o prezentach. Można krytykować nadmierny komsumpcjonizm, ale oczekiwania i marzenia dzieci są autentyczne. W tym okresie może się naprawdę dużo wydarzyć. Przeczytajcie….

p. Anna Kuryluk










Wielka przygoda Antka i Pimpka

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję mojej Kochanej Rodzinie, która mnie zawsze wspiera.

                                                                                                                                               Dawid          

    Dawno temu żył sobie Antek. Miał siedem lat. Lubił Boże Narodzenie i ozdabiać choinkę.

Pewnego razu, gdy bawił się ze swoim psem Pimpkiem, drzewa zaczęły się uginać, dwa z nich połączyły się koronami. Zobaczył wtedy biały portal i usłyszał takie słowa:

- Pomóż nam!

     Antek z Pimpkiem podeszli do tego dziwnego zjawiska.

- Wchodzimy tam? – spytał Antek Pimpka.

- Hauu – odpowiedział Pimpek. Znaczyło to u niego, że tak, bo od razu, gdy się zgadzał, kiwał głową.

       Po krótkim namyśle Antek wskoczył do portalu, za którym znajdowała się dziwna kraina. Panowała tam wieczna zima. Mieszkańcami były choinki, chmurki i ptaki. Wszyscy byli szczęśliwi i uśmiechnięci, oprócz jednej kobiety. Powodem ich radości było to, że w dzień Bożego Narodzenia przyjadą do nich najbliżsi, a ta smutna kobieta martwila się tym, że znowu przybędzie Doktor Złośliwy i popsuje wszystkim święta. Do niej wlasnie podszedł Antek ze swoim pieskiem i zapytał:

- Kim pani jest?

- Na imię mam Zima. A wy kim jesteście? – zapytała. Była ubrana na biało, ustrojona gwiazdkami i złotym szalikiem.

- Ja jestem Antek, a to mój pies Pimpek –odpowiedział chłopiec.

- Hau, hau – przedstawił się piesek, ale nawet Antek nie wiedział, co to znaczy. Pimpek był coraz bardziej przestraszony. Szczekał głośno, aż w końcu zaczął zaczepiać Antka swoją łapką. Gdy chłopiec się odwrócił, zobaczył topniejący lód, a wysoko w górze słońce, które mocno grzało. Sterował tym słońcem Doktor Złośliwy, który zawsze psuł ważne święta. Dokładnie każde!

- Co ty tu robisz? – spytała Zima wyciągając swoją różdżkę.

- Ja chcę pozbyć się tych świąt! – powiedział groźnie Doktor.

            Pani Zima strzeliła różdżką, a on zamienił się w bryłę lodu. Gdy został zamrożony, Zima wyjęła magiczny piasek, który znajdował się w małym woreczku. Sypnęła nim na Doktora Złośliwego. Wtedy lód się roztopił, a Doktor stał się bardzo miły. Zima zmieniła mu nazwisko, zamiast Doktor Złośliwy nazywał się teraz Doktor Miły.

- A my jak wrócimy? – spytał Antek.

        Pani Zima wyjęła różdżkę i strzeliła nią pomiędzy drzewa, w których znalazł się magiczny portal.

- Ten portal prowadzi do twojego domu – powiedziała.

- Dziękuję! – odpowiedział Antek

- Do zobaczenia chłopcze!

        Antek z Pimpkiem weszli do portalu, który przeterepoltował ich na podwórko. Przyjaciele poszli do domu, a chłopiec cały czas myślał o tej krainie, a Pimpek o tym, że nadal nie może mówić.

 

Jak zostać pomocnikiem świętego Mikołaja

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Kochanym Dziadkom, którzy wspierają mnie w trudnych chwilach.

                                                                                   Szymon

                Dawno temu żył Dominik, który był bardzo złym chłopcem. Na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem zmieniał się w choinkowego stworka i dobrego chłopca. W tym świecie poznał nowego przyjaciela. Był ubrany w czerwony strój, na czapce miał biały pompon, a jego buzia zaróżowiona z zimna.

                 W choince ukryte było miasteczko. Łańcuchem był most, gałązki tworzyły drogi, a domami były bombki.

                 Dominikowi wystarczał jeden dzień, aby zmienić się w dobrego chłopca, ponieważ jego ukrywanym przyjacielem był święty Mikołaj, który, gdy się śmiał z żartów Dominika, to wydawał odgłosy: ” hou, hou, hou”.

- Co teraz robimy? – zapytał przyjaciela Dominik.

- Chodź do domu. Przejedziemy się na piernikowym reniferze – powiedział Mikołaj.

- Dobrze – odpowiedział Dominik.

              Jeździli tak, aż nadeszła noc. Mikołaj pożegnał się z Dominikiem i odesłał go do łóżka. Chłopiec usnął.

-  Dominiku, Dominiku, obudź się – szeptał Mikołaj.

- Kto to? – zapytal chłopiec.

- To ja, święty Mikołaj – odpowiedział święty - chodź ze mną, rozwieziemy prezenty dla dzieci – poprosił chłopca.

- Oczywiście – odpowiedział Dominik.

            I polecieli na saniach, tak, jak opowiadają rodzice. Rudolf był na czele, miał czerwony nos i był największy. Po dwóch godzinach odwiedzili pół świata.

- Mikołaju, jestem zmęczony – wyszeptał Dominik.

- Dobrze! Cel – dom! – krzyknął Mikołaj.

   Po tych słowach świętego Mikołaja, Dominik był już w swoim łóżku i myślał, jaki prezent dostanie od przyjaciela.

- Mamo! - krzyczał Dominik – to ty mi to kupiłaś? - zapytał widząc prezent pod choinką.

- Nie! - odpowiedziała zdumiona mama.

- Tato, tato, kupiłeś mi ten prezent? - zapytał Dominik.

- To nie ja synu- odpowiedział tata.

      Po tych słowach taty Dominik zobaczył za oknem świętego Mikołaja.

- A jednak nie zapomniał o mnie – pomyślał Dominik

- Hou, Hou, hou! - śmiał się Mikołaj.

       I od tej chwili Dominik zmienił się w dobrego chłopca. I nie uwierzycie! On przyjdzie też do was, bo do mnie już przyszedł! Dominik jest teraz pomocnikiem Mikołaja i nigdy już nie wspominał tych chwil, gdy był złośliwym chłopcem, ponieważ każdego dnia jest ze swoim przyjacielem.

 

Przygoda z prezentami

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom, którzy mnie kochają i opiekują się mną.

                                                                                                  Patryk

    Dawno temu, w pięknym lesie, gdy padał śnieg, żyli sobie dwaj pomocnicy pani Kasi: Lesio i Ferdzio.

      Pani Kasia była wróżką, która miała długie włosy, piękną białą suknię. Lesio był reniferem, który ciągnął sanie. Fredzio zaś był krasnoludkiem, który pomagał nieść wór z prezentami.

        W tym roku święty Mikołaj zachorował  i pani Kasia z pomocnikami musiała wyręczyć biednego Mikołaja. Pani Kasia wzięła swoich pomocników, prezenty, i wyruszyła w drogę.

           Ferdzio wziął prezent, który miał być przeznaczony dla  6 – letni Gabrysia.

Prezent wyśliznął mu się z rąk i wypadł z sań. Pani Kasia była przerażona i myślała, że nie dostarczy paczki. Wtedy Lesio wpadł na pomysł, aby zejść z sań i poszukać prezentu,  za nim poleciała inna  wróżka.

      Byli przerażeni, nadchodził ranek, 6 grudnia, a jeszcze ani jeden prezent nie został wręczony. Pani Kasia zatrzymała się i spytała:

- Dlaczego za nami lecisz? Jesteśmy bardzo przerażeni!

- Przepraszam, ale widziałam, jak prezent wypadł wam z sań – powiedziała wróżka – chcę wam pomóc dostarczyć prezenty! - dodała.

- Z wielką chęcią przyjmiemy pani pomoc – ucieszyła się Kasia.

   Wszyscy byli zadowoleni z dostarczania paczek. Wróżka Kasia serdecznie podziękowała nieznajomej wróżce:

- Dziękujemy za pomoc. Bez ciebie nie dostarczylibyśmy tych prezentów.

- Nie ma za co. To ja wam dziękuję za uprzejmość. To wielka radość sprawiać przyjemność innym.

   Wszyscy byli zadowoleni, a zwłaszcza 6 -letni  Gabryś, który nie mógł się doczekać swojego prezentu,

       6 grudnia, czyli Dzień Świętego Mikołaja  był najcudowniejszym dniem.

 

Boże Narodzenie

Opowiadanie, które napisałam, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom, którzy zawsze się o mnie troszczą i zawsze są przy mnie.

                                                  Natalka

           Dawno, dawno temu żyła piękna zima Kasia. Ubrana była w białą suknię ozdobioną srebrnymi gwiazdkami i kryształkami. Na włosach i sukni lśnił złocisty szal.

            Pewnego razu Kasia przygotowywała się do Świąt Bożego Narodzenia. Zaprosiła swoją rodzinę poszła do lasu ściąć choinkę. W  głębi lasu zobaczyła piękne drzewko, które było tak ładne, że Kasia je od razu ścięła i poszła z nim do domu. Ozdobiła choinkę złotymi i czerwonymi bombkami, na gałęziach zaczepiła jasnoczerwone i ciemnozłote łańcuchy.

                Kasia z niecierpliwością czekała na pierwszy dzwonek do drzwi.. Minęło parę minut, a mama Wichura, tato Mróz, wujek Nowy Rok i dziadkowie Zimne Dni przyszli z wizytą.

Zapowiadały się przepiękne Święta.

                       Goście chwalili choinkę Kasi, lecz w pewnym momencie drzewko się poruszyło. Wszyscy byli zdziwieni.

- Jak to się stało? – zastanawiała się Kasia.

- Czy to drzewko się poruszyło? - nie dowierzała Wichura z Mrozem.

                  Choineczka spała, ale po długiej drzemce obudziła się. Otworzyła oczy, przestraszyła się i chciała uciec, ale nie chciała zepsuć świąt, które tak bardzo lubiła. Nie mogła wytrzymać i znów się poruszyła, ponieważ Kasia niosła tace pierniczków. Chciała stać spokojnie, ale nie mogła, tak ją przyciągał zapach pierniczków. Musiała uciekać, bo nie mogła na nie patrzeć.

- O nie! Moja choineczka uciekła, jak to możliwe? – zasmuciła się Zima.

     Pobiegła za swoją choineczką, ale ona zamieniła się w drzewo tak, żeby Kasia jej nie zauważyła. Wszyscy goście zasmucili się, bo im też choineczka bardzo spodobała się.

- Pomożemy ci ją znaleźć !  - krzyczała mama do Kasi.

- Naprawdę? To chodźmy! - ucieszyła się córka.

    Wszyscy poszli w głąb lasu, ale choineczki nigdzie nie było.

- Chyba jej nie znajdziemy! - przeraził się Nowy Rok.

- Znajdziemy ją na pewno! - pozostali krewni pocieszali ją

   Choineczka się zasmuciła i już miała wrócić do Zimy, gdy zza drzew wyskoczyły wilki. Nie wiedziały biedactwa, że mają do czynienia z osobami bardzo ważnymi. Mróz je zmroził, Wichura wywiała i musiały uciekać daleko od tego miejsca. Zimowa rodzina wraz z choineczką wróciła do świątecznej uczty. Choineczka też dostała świątecznego pierniczka.

 

Pierniczkowy Świat

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom, którzy opiekują się mną i zawsze mogę na Nich liczyć.

                                                              Mateusz

             Pewnego razu żyła królewna Kasia, która miała białe włosy z kryształkami lodu, taką samą sukienkę i   po prostu była piękna.

          Pewnego razu ozdobiła swoją choinkę pierniczkami. Powiesiła też zaczarowanego piernika i w ten sposób przeniosła się do Pierniczkowego Świata. Szła dróżką i zobaczyła wielka osadę, do której wejścia bronili dwaj ochroniarze.

- Czy mogę wejść? - zapytała grzecznie.

- Muszę zapytać burmistrza naszego miasta – odpowiedział  ochroniarz z piernika.

- Dobrze, poczekam – odpowiedziała.

      W tym czasie zwiedziła cudowne pierniczkowe miasteczko, które bardzo jej się spodobało.

     Po pewnym czasie przyszedł posłaniec i zaprowadził ją do zamku z piernika, w którym czekał na nią piękny królewicz. Od razu spodobali się sobie. Król wyprawił im wspaniałe wesele. Młodzi żyli długo i szczęśliwie w pierniczkowym mieście.

 

                              Zimowa Kraina

Opowiadanie, które napisałam, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom, którzy są przy mnie i mnie kochają.

                                                            Maja

        Dawno, dawno temu w domu Basi stała choinka, a na nie przepiękna bombka z obrazkiem,  wokół którego były brokatowe gwiazdki. Basia nie mogła się powstrzymać, wzięła ją do ręki znalazła się w innej krainie.

- Co to za piękna kraina! – powiedziała głośno.

      Wtedy podszedł do niej Piernik ozdobiony białym lukrem i śnieżynkami. Oczy miał z brązowych drażetek.

   - Dzień dobry panie Pierniku – powiedziała Basia.

- Dzień dobry dziewczyno – odpowiedział piernikowy ludek.

- Mam na imię Basia – odpowiedziała.

- A ja jestem Pimpek – przedstawił się pierniczek – zaprowadzę cię do naszej królewny Kasi.

    Poszli tam razem. Kasia była pięknie wystrojona w białą suknię przyozdobiona białymi kuleczkami i srebrzystym szalem. Pimpek pokazał jej zaczarowana kulę.

- W tej kuli zobaczysz cały świat, ale nie możesz jej dotykać bo wywołasz czarownice! - ostrzegł ją.

Ale Basia go nie posłuchała, dotknęła kulę i przywołała pierwszą czarownicę.

- Jestem czarownica – powiedziała wiedźma milutkim głosem – mogę was zamienić w kamienie.

- Ratunku! - krzyknęła Basia i zaczęła uciekać.

    Pimpek od razu stał się lodowym posągiem, a Basia uciekała ile sił miała w nogach. Na swojej drodze spotkała świętego Mikołaja.

- Dlaczego tak pędzisz dziecino mała? - zapytał święty Mikołaj.

- Czarownica zamieniła piernikowego ludka w posąg lodowy, a ja uciekam przed nią – wyjąkała.

- Nie martw się. Pomogę ci – odpowiedział święty Mikołaj.

   Poszli do zaczarowanego dębu, Mikołaj miał tam ukrytą miksturę, która unieszkodliwiała wiedźmy.

- Co wy tu robicie? - wystraszyła się czarownica.

- Chcemy odzyskać piernikowego ludka! - powiedzieli razem.

      Święty Mikołaj poradził sobie z czarownicą, po prostu zamienił ja w leśna purchawkę i odczarował piernikowego ludka.

- Musimy szybko wracać, bo pewnie wieczerza wigilijna już na stole – powiedziała dziewczynka.

    Tak też się stało, bo dla świętego Mikołaja nie ma nic niemożliwego. Po chwili dziewczynka była w swoim pokoju, a na choince wisiał piernikowy ludek. To były wspaniałe Święta Bożego Narodzenia.

 

               Rodzinny dzień

Opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Ukochanym Rodzicom i Najwspanialszej Siostrze.

                                                                                                                          Bartek

   Był chłodny, zimowy poranek. Drzewa przykrywały wielkie śniegowe czapy. W ogródku sąsiadów stał sobie bałwan. Rodzina przygotowywała się do Świąt Bożego Narodzenia.

    W tym domku, o którym chcę opowiedzieć, mieszkała Martyna, zgrabna wysoka dziewczyna, zwykle ubrana w niebieski sweter, dżinsy i błękitną czapkę z pomponikiem. Razem z nią mieszkała jej mama Krzysia i tato Sebastian. Mama to niska kobieta, która swoje piękne blond włosy zaczesywała w kucyk. Natomiast tata to wysoki mężczyzna o czarnych włosach i z lekkim zarostem.

      Gdy tata zaczepiał światełka na dworze, usłyszał jakieś chrobotanie. Nie wiedział, co to jest, więc pobiegł do domu, ale nic nie mógł powiedzieć, ponieważ tak się zasapał, aż zaschło mu w gardle i zaczął kaszleć. Krzysia nie wiedziała, co się dzieje, ale za wszelką cenę chciała pomóc mężowi. Podała mu szklankę wody i kaszel ustąpił. Sebastian już spokojnie opowiedział, co się dzieje:

- Słychać jakieś dziwne odgłosy – oznajmił.

     Wyszli wszyscy razem z domu, żeby sprawdzić, co to za chrobotanie. Niestety, nic nie znaleźli.

          Wszystko wróciło do normy, Krzysia wróciła do domu, a Sabek dalej rozwieszał świąteczne oświetlenie.

      Po dwóch godzinach z domu wyszła Martynka, żeby też ulepić bałwanka, ale większego niż u sąsiadów. Gdy lepiła pierwszą kulę, zauważyła ślady małego zwierzątka. Myślała, że to ślady kota sąsiadów, bo w ich rodzinie nie było przecież żadnego zwierzątka.

    Mijały dnie, a na podwórku każdej nocy pojawiały się na śniegu ślady jakiegoś zwierzaka. Martynka w końcu poszła do sąsiadów i zapytała , czy nie zgubił im się kot, bo te ślady bardzo podobne do kocich, są teraz na jej podwórku.

- Nasz kot jest u weterynarza – powiedział ze zdziwieniem sąsiad – to z pewnością nie jest nasze zwierzątko – dodał.

    Zasmucona Martynka wróciła do domu, lecz coś przykuło jej uwagę. Ślady prowadziły do stodoły. Pobiegła do taty i powiedziała mu o tym.  Sebastian pobiegł tam szybko i zobaczył nie psa, nie kota lecz…. małego kundelka. Pomyślał wtedy, że podaruje kundelka swojej córce Martynce na Wigilię.

    Schował pieska do letniej kuchni, żeby nie zmarzł. Martyna dopytywała, co tam było, ale tata ją okłamał. Powiedział, że to lis zakradał się do kurnika i go przepędził.

      Nadeszła Wigilia, stół prawie pękał pod ciężarem jedzenia. Nadszedł czas, by wręczyć prezenty. Sebastian dostał perfumy, Krzysia złoty naszyjnik , a Martynka małego kundelka. Dziewczyna była tak zadowolona z tego prezentu, że nazwała pieska Gwiazdką, by upamiętnić ten dzień. Rodzina żyła długo i szczęśliwie z kundelkiem.

 

Wigilijne czary

        Moje opowiadanie, które napisałem, dedykuję moim Rodzicom i Bratu, których bardzo kocham.

                                                        Daniel

   Dawno, dawno temu, za górami, za lasami mieszkał chłopiec, który nigdy nie obchodził Świąt Bożego Narodzenia, ponieważ jego rodzice byli biedni. Jego sąsiad zaś był bardzo bogaty, lecz skąpy. Uważał, że Święta Bożego narodzenia to strata czasu. Wolał popędzać swoich pracowników:

- Szybciej! Inaczej was zwolnię! – wrzeszczał, gdy ktoś wolniej pracował.

   Prowadził fabrykę choinek. Była ogromna, a on zarabiał bardzo dużo pieniędzy.

       Biedny chłopiec marzył, żeby obchodzić święta, lecz bogaty sąsiad Stefan nawet się nie zainteresował ich ubóstwem.

             Pewnego dnia, kiedy bogacz kładł się spać, usłyszał dziwny dźwięk. Zszedł na dół ze swojej sypialni i zobaczył dziwną postać.

- Jestem duchem Wigilii. Postępujesz źle wobec swoich pracowników – powiedziała dziwna postać. Zabrała bogacza w przeszłość, do Świąt Bożego Narodzenia, które już się odbyły. Zobaczył tam siebie z dzieciństwa. Właśnie ubierał choinkę i bawił się z kolegami. Wtedy zrozumiał, że trzeba pomagać innym i być dla nich bardziej wyrozumiałym.

           Kiedy wrócili, duch zniknął, a bogacz zaprosił rodzinę biednego chłopca na kolację wigilijną.

            Podczas kolacji przez komin wszedł święty Mikołaj i obdarował wszystkich prezentami. Wszyscy je rozpakowali i okazało się, że każdy dostał to, co chciał.

   Chłopiec był bardzo szczęśliwy, że obchodzi Święta. Od tego czasu bogacz zawsze obchodził święta. Ozdabiał choinkę, śpiewał kolędy, rozdawał prezenty swoim pracownikom i zapraszał wszystkich sąsiadów na wigilijną kolację.

Zadania projektowe z informatyki są wykonywane przez uczniów bardzo chętnie. Maksymilian Kryszczuk i Bartosz Łochnicki poprowadzili własną lekcję informatyki w klasie V, a Adrianna Kruk i Klaudia Staszak w klasie IV. Plansze edukacyjne, które umieściliśmy w pracowni komputerowej wykonali: Radosław Wasylczuk, Dawid Grad. Natomiast uczennice klasy I: Natalia Skubij oraz Aleksandra Cichosz przygotowały Kartki dla babci i dziadka oraz Pocztówki z Czułczyc w edytorze grafiki Paint.





Go to top