Zobacz stronę Gminy SawinZobacz stronę Gminy Sawin

 

 

 

     Granat to owoc, który zawiera wiele pestek. Po rozkrojeniu na pół widoczne są różne wzory. Takie połówki, spływające szkarłatnym sokiem otrzymali uczniowie podczas zajęć pisarskich. Nauczycielka pokazała dzieciom fotografie drzew granatowców i opowiedziała, jak wiele znaczeń ma ten wyraz. Następnie nawiązała rozmowę na temat tego, co widzą w swojej połówce i z  czym  im się kojarzy ten owoc. Odpowiedzi były różne: galaktyka, planeta, świat granatowych ludzi.  Uczniowie  „uruchomili” wyobraźnię i w skupieniu rozpoczęli pracę. Swoje połówki granatu zabrali do  domów. Powstałe teksty prezentujemy niżej.
 
                                                 Granatowy świat
            W pewnym granacie znajdowało się miasto z ziarnek. Było ogromne dla ziarnkowych ludzi, lecz dla zwykłych niewidoczne. 
               Pewnego dnia w ziarnkowym mieście przydarzyła się dziwna historia. Ludzie z ziarnek zaczęli latać i znikać. Ziarnkowa policja szukała przyczyn tego wydarzenia. Policjanci pojechali do naukowca Stefana, który miał najlepszą opinię.
- Czy wiesz, czemu ludzie latają, a potem znikają? – zapytał oficer. W tej samej chwili też uniósł się w powietrzu i zniknął.
- Odkryłem, że jest też inny świat. Wszystko jest teraz większe – powiedział naukowiec.
- No i co z tego wynika? – zapytał go jeden z policjantów.
- Ludzie z tamtego świata zjadają nas, bo nie wiedzą, że mamy tu miasto i że jest jakiś inny świat. Opracowałem miksturę, dzięki której ludzie będą nas słyszeć. Znajdźcie ochotników, którzy wypiją ją i porozmawiają z ludźmi – powiedział doktor, który uniósł się w powietrzu i zniknął.
          Policjanci szukali ochotnika, ale nikt nie chciał się zgłosić, ponieważ wszyscy się bali. Jednak jeden mały ziarnkowy chłopiec zgłosił się. Miał na imię Laluś, ponieważ zawsze nosił śliczną czerwoną koszulę i lusterko, w którym się przyglądał. Codziennie podziwiał swoją urodę. Niestety, był trochę próżny.
- Nie boję się tamtego świata – powiedział i wypił miksturę.  Po chwili wyskoczył z granatu i krzyknął do chłopaka, który zjadał ich miasto.
- Przestań zjadać nasze domy!
- Kto to powiedział? – zapytał Anastazy, bo tak miał na imię ten chłopiec. Rozglądał się dookoła, ale nikogo nie widział.
- Jestem ziarnkiem z granatu. Przestań, bo zjadasz nasz dom! – powiedział głośno ziarnkowy chłopiec.
- Już przestaję – powiedział Anastazy, który akurat ubrudził sokiem swoją zieloną koszulkę.
     Od tej pory ziarnkowi ludzie i Anastazy zostali najlepszymi przyjaciółmi. Wszyscy ziarnkowi ludzie, którzy zniknęli, pojawili się w swoich domach. Żyli długo i szczęśliwie.
                                                                                                       Daniel Styk
 
                                             Zły król
         Dawno, dawno temu w środku planety, która nazywała się Granat, było inaczej niż zwykle. Tysiące małych pestek, które tak naprawdę stworzyły tę planetę, wyglądały przeraźliwie. Zawsze były uśmiechnięte i zadowolone, a dziś markotne. Wszystko przez złego króla, który rządził układem planet. Król kazał małym bezbronnym pestkom, aby zaczęły być złe i zniszczyły planetę, której poświęcały zbyt dużo czasu.
         Gdy usłyszał to sam burmistrz, powiedział do pestek:
- Nie słuchajcie tego okrutnego króla. Bądźcie zawsze miłe, przyjazne i uśmiechnięte.
- Dobrze! – odpowiedziały pestki.
       Następnego dnia pestki były wesołe. Ujrzał to król Drogi Mlecznej i znów zastraszał pesteczki:
- Jeśli będzie wesołe, to moja planeta stanie się mniejsza od waszej, które przez wasze radosne uśmieszki rośnie i rośnie. Rozumiecie?!
- Tak – odpowiedziały przestraszone pestki. Nagle zjawili się dwaj superbohaterowie, którzy nosili imiona: Artur i Kacper.
      Artur potrafił skutecznie przekonywać innych i szybko biegać. Kacper natomiast umiał bardzo wysoko skakać, ale do poważnych spraw zabierał się bojowo. Obaj byli świetni.
- Obronimy was przed tym złym królem, ale zamieszkamy u was, bo mamy dość jego rozkazów – powiedział Artur.
- Dobrze. Wszystko otrzymacie, abyście tylko pokonali tego złego króla – odpowiedział burmistrz.
          Artur i Kacper dostali się do króla, który był zajęty. Szybko zbudowali małe więzienie, do którego bardzo łatwo wsadzili króla, ponieważ oszukali go, że tam jest plan, jak zniszczyć planetę Granat. On uwierzył w te słowa i znalazł się w więzieniu na bardzo długo.
              Wszystko dobrze się skończyło. Zły król został zamknięty, małe pestki były szczęśliwe już zawsze, a burmistrz uradowany tą sytuacją. Artur i Kacper zamieszkali na tej planecie i zostali jej strażnikami. 
                                                                                                                     Patryk Kowalczuk
 
 
                                                Planeta Granat
            Dawno temu w galaktyce znajdowała się planeta Granat. Cała czerwona! Do jej wnętrza dostali się kosmici, którzy chcieli wiedzieć, co to za planeta. Gdy tak badali tę planetę, znaleźli dużo ziarenek.
- Czy wziąć trochę tych ziarenek? – spytał kosmita. 
- Możemy wziąć kilka – odpowiedział drugi.
            Po zabraniu próbek mieli zamiar wrócić na swoją planetę. Kosmici wsiedli do swojej rakiety i polecieli na inną, która wyglądała jak kostka i tak się nazywała. Po wylądowaniu poszli do laboratorium, żeby zbadać te ziarenka. W tym czasie w planecie Granat zaczęło coś się dziać. Planeta doznała trzęsienia i zaczęła pękać.
- Aaa, co się dzieje? – spytało jedno ziarenko.
- Chyba planeta pęka – odpowiedziało drugie.
- Ale jak?
- Nie wiem – odpowiedziało inne ziarenko.
- Zapytajmy najmądrzejsze ziarenko – zaproponowało przestraszone ziarenko.
                Zaczęły się poszukiwania! Szukano wszędzie, pytano wszystkich, ale nikt dokładnie nie wiedział, gdzie jest to najmądrzejsze ziarenko.
- Ziarenka, czy widziałyście najmądrzejsze ziarenko? 
- Nie! – tylko taką odpowiedź słyszano, bo po prostu nie było najmądrzejszego ziarenka. Wszystkie były jednakowe.
        Kiedy Granat zaczął pękać, ziarenka, które zostały porwane przez kosmitów, zaczęły piszczeć:
- Pi, pi, pi – piszczały.
- Słyszałeś? – spytał kosmita swego przyjaciela.
- Ale co?
- Takie „pi,pi,pi” – odpowiedział kosmita.
- Nasza planeta pęka! – krzyczały ziarenka.
                   Kosmita podszedł do ziarenek, które zaczęły go prosić:
- Zawieź nas na Granat!
- To wy tak piszczałyście?
- Tak – odpowiedziały – zawieź nas na Granat – mówiły niespokojnym głosem.
- To chodźcie. Mnie przez chwile nie będzie – powiedział do drugiego kosmity.
- Dobrze – odpowiedział drugi.
           Minęło trochę czasu, zanim dotarli na tę planetę. Było tam bardzo niebezpiecznie. Planeta już była bliska do przepołowienia się na pół.
- Już jesteśmy! – powiedziały ziarenka i wskoczyły do środka tej planety. Granat zaczął się powoli łączyć, bo powróciły jego brakujące cząstki.
                                                                                                                      Dawid Grad
 
 
                                                                   Tomek i  Paweł
            Dawno temu żył Tomek, który był małym dzieckiem. Pewnego razu, gdy szedł na pole, zobaczył coś czerwonego, a jak to ciekawość dzieci, dotknął tego i w jego ręce pojawił się granat. Zjadł jego połowę, poszedł spać, a kiedy się obudził, był gdzieś zamknięty.
- Gdzie ja jestem? – krzyczał Tomek i usłyszał głos:
- W świecie granatowych ziaren. Pomożesz nam? – zapytało go ziarenko.
             Ziarenko obawiało się, że królowie z innych światów ich zaatakują.
- W czym mogę wam pomóc? – zapytał szeptem Tomek.
- Inne ziarna chcą zniszczyć nasz świat! – krzyknęło z rozpaczą inne ziarenko.
- Czy zgadzasz się, żeby nam pomóc obronić nasz świat? – zapytało ze łzami w oczach inne.
- Dobrze! – odpowiedział Tomek.
                  Chłopiec poszedł za ziarnkami i zobaczył królów pestek dyni, jabłek  i arbuza.  Królowie schowali się w krzakach, bo Tomka uznali za olbrzyma. Uciekli stamtąd, ale nie na długo, ponieważ wrócili ze swoim wojskiem. Gdy żołnierze zobaczyli Tomka, to też zaczęli szybko uciekać. A kiedy Tomek podszedł do nich, od razu  cofnęli się z granatowej ziemi. Tomek został królem ziaren i zakochał się w Paulinie z klasy. Gdy dorośli i mieli po dwadzieścia lat, wzięli ślub. Nikt nie chciał powiedzieć, co było dalej, co stało się ze światem pestek i co teraz robi Tomek.
                                                                                                                 Szymon Cichosz
                               Ziarenka granatu
     Granat wewnątrz przypomina kwiat. Małe pestki to takie małe serca. Mają magiczną moc. Gdy ktoś zje taką małą pestkę to zakocha się w drugiej osobie, która też zjadła zaczarowaną pestkę. Ale, gdy ktoś zje żółtą skórkę, a nie kwiatek, stanie się niedobrym człowiekiem. I tak będzie do końca życia.
         Gdy wszyscy śpią, małe pestki łączą się ze sobą i zamieniają w człowieka, który ma tajemniczą moc przemiany zła w dobro.
Mają zapobiec temu, żeby prawdziwy człowiek nie był zły.
           Inne udają bezdomne dzieci, które potrzebują pomocy. Lecz to nie jest takie łatwe. Czasami ludzie nie pozwalają sobie pomóc. Wtedy ziarenka wracają smutne do świata granatu, a gdy uda im się poprawić człowieka, urządzają zabawę.
                Pewnego dnia pesteczki miały kłopot z pewnym człowiekiem. Nie mogły go poprawić. Próbowały wszystkiego. Naprawdę, wszystkiego. Nawet mocno chwyciły go za rękę!. Nic nie pomagało.
                Przypadkiem spotkały kobietę. Wyglądała na bardzo niedobrą, tak jak ten, z którym miały kłopoty.
Ukradkiem podsunęły jej pesteczkę, którą od razu zjadła, bo była głodna.
          Wtedy stało się coś niezwykłego. Spojrzała na mężczyznę, który nie wiadomo jakim sposobem znalazł się w pobliżu. To był ten sam, z którym pesteczki miały kłopoty. On też na nią spojrzał. 
         Wtedy zakochali się w sobie. Stali się bardzo dobrymi ludźmi. Pesteczki były z nich dumne.
               Wszyscy żyli długo i szczęśliwie w granatowym świecie.
                                                                                                                      Oliwka Krawiec
 
                                                             Wojna
           Dawno, dawno temu była sobie planeta o nazwie Granatobój. Mieszkały tam ufoludki. Podobne były do ludzi, ale głowy miały takie, jak żaby i jeszcze zielony kolor skóry. Ręce i nogi miały jak szpileczki. Nosiły seledynowe stroje i kapelusze. Jednym z nich był pan Eleneryk, bardzo elegancki ufoludek, który rządził na tej planecie.
                Któregoś dnia wezwał wszystkich do siebie i powiedział:
- Na naszą planetę przybędzie król Nelonow. Musimy się bronić!
                 Król Nelonow przybył ze swoimi rycerzami. Chyba ich było pięćset. Miał koronę z drogocennych diamentów. Rycerze poruszali się na dziwnych metalowych pesteczkach, które przypominały ziarenka granatu, ale nimi nie były.
- Przybyłem, żeby zniszczyć was i wasz kraj – zagroził.
     Ufoludki bardzo się zmartwiły, bo nigdy z nikim nie walczyły. Nie wiedziały nawet, jak to się robi, ale założyły granatowe zbroje,  uzbroiły się w granatowe miecze i poszły na pole bitwy.
- Zaczynamy bitwę o nasz kraj! – powiedział Eleneryk.
           I zaczęła się bitwa. Bili się i bili, aż nagle Lak został zraniony mieczem w nogę.
- Co ci się stało? – zapytał Fikolonon, jego przyjaciel.
- Zostałem zraniony w nogę i nie mogę poruszać stopą – odpowiedział Lak.
- Pójdę po pomoc dla ciebie – krzyknął i zniknął w lesie. Przypadkiem wpadł na innego ufoludka, który był bardzo stary.
- Kto tu jest? – zapytał Mikolak
- To ja, Fikolonon!
- Co ci się stało? – zapytał stary ufoludek.
- Szukam pomocy dla mojego przyjaciela, który został zraniony przez rycerza króla Nelonowa.
- Pójdziemy po czarodziejskie  ziarnko granatu – powiedział staruszek.
           Poszli razem na szczyt góry. Ujrzeli tam piękny kwiat. Był różowy i pachnący jak róża, ale jeszcze od niej piękniejszy. W jego koronie znajdowało się czarodziejskie ziarenko.  Delikatnie je wyjęli i włożyli do szklanego pudełeczka. I wrócili do chorego przyjaciela. Wystarczyło tylko dotknąć rany czarodziejskim ziarenkiem, a  sama się zagoiła. Lak wstał i podziękował przyjacielowi. To ziarenko miało jeszcze inna moc. Odstraszyło swoim zapachem nieprzyjaciół, którzy sami uciekli z pola bitwy. Już nigdy nie zagrozili planecie Granatobój. Wojna się skończyła. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
                                                                                              Maja Podjadek
 
                                                                      Chory granat
          Pewnego razu żył sobie granat. Był czerwono – brązowy i miał na imię Łukasz.
        Któregoś dnia zachorował. Tak po prostu wisiał sobie na granatowym drzewie i czekał, aż ktoś go zerwie. Niestety, za bardzo dojrzał, spadł na ziemię i poobijał się. Martwił się, że nikt go nie znajdzie i nie posmakuje jego pysznego soku, i nie popróbuje jego smacznych ziarenek, z których był taki dumny.
         Nagle zobaczył jakąś dziewczynkę idącą w jego stronę.  Zatrzymała się, przykucnęła i obejrzała owoc.
- Co ci się stało? – zapytała.
- Zachorowałem – oznajmił.
- Widać. Cały jesteś w plamkach. Pomóc ci jakoś? – zapytała.
- Możesz – odpowiedział.
- Dobrze. Wrócę za chwilę – powiedziała.
           Dziewczynka pobiegła do swojego domu i już po chwili wracała z małą torbą po zakupach.
- O już wróciłaś ! – krzyknął zachrypniętym głosem.
- Proszę, to dla ciebie – powiedziała.
           Dziewczynka dala mu łóżko dla lalek i małą kołderkę. Pomogła  Łukaszowi ułożyć się wygodnie. Teraz mógł spokojnie wyzdrowieć. Tak też się stało. Po kilku dniach był już całkiem zdrowy.
Co z nim się stało? Owoc to owoc. Dziewczynka zjadła jego smakowite ziarenka i wypiła pyszny soczek, który był tak czerwony, że przypominał krew. Już na zawsze byli razem.
                                                                                                             Mateusz Sadurski
Go to top