Zobacz stronę Gminy SawinZobacz stronę Gminy Sawin

 

Aktualności

Dzień Edukacji Narodowej
Każdemu uczniowi radość się udziela, gdy zbliża się Dzień Nauczyciela.
Z okazji tego zaszczytnego święta niech każda buzia będzie uśmiechnięta.
Wszyscy nasi kochani nauczyciele, dla swoich uczniów cierpliwości mają wiele.
Za naukę, za trud jaki jest wkładany przeogromny bukiet życzeń składamy.
Życzenia szczere, prawdziwe z uczniowskich serc płynące jak świeże kwiaty pachnące,
kwitnące na polskiej łące.
Dzień Edukacji Narodowej to polskie święto oświaty i szkolnictwa wyższego ustanowione 27 kwietnia 1792 r. Upamiętnia rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej, która została utworzona z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Powszechnie, dzień ten nazywany jest Dniem Nauczyciela. 13 pazdziernika w naszej szkole obchodziliśmy Dzień Edukacji. W tym roku to święto przebiegało nieco inaczej. Uczniowie długo przygotowywali się do tej uroczystości, efektem tego było wykonanie własnoręcznych laurek, które zostały przekazane pocztą przez Samorząd Uczniowski każdemu z nauczycieli. Laurki wykonane przez dzieci wywołały uśmiech na twarzach zarówno nauczycieli, jak i uczniów. Oby więcej takich dni. Naładowani pozytywną energią wróciliśmy na lekcje.

Dorota Żardzińska, Natalia Kondratowicz

 





11 października 2020r. obchodzono Dzień Papieski pod hasłem ,, Totus Tuus" (Cały Twój). Uczniowie klasy V nie zapomnieli o tym co pozostawił po sobie Święty Jan Paweł II i z tej okazji przygotowali krótką uroczystość poświęconą naszemu Patronowi Szkoły Uroczystość została przygotowana pod kierunkiem nauczycieli Moniki Ciszak i Anety Radoń.

 

We środę 07.10.2020 uczniowie kl. I wykonali samodzielnie pod nadzorem pani sałatkę wielowarzywna.

Dzieci bardzo dokładnie i z wielkim skupieniem kroily warzywa, czego efektem była pyszna sałatka.

Po pracowitym czasie nastąpiło jakże smaczne zakończenie pracy.

Mariola Cichosz





6 października 2020 r. uczniowie naszej szkoły uczestniczyli w I etapie Konkursu Wiedzy Przyrodniczo - Łowieckiej "Mieszkańcy lasów, pól i łąk". Konkurs organizowany jest z okazji Światowego Tygodnia Zwierząt przez Zespół Lubelskich Parków Krajobrazowych Ośrodek Edukacyjno - Muzealny w Brzeźnie, Zarząd Okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Chełmie oraz Towarzystwo Przyrodnicze "Bocian" w Warszawie. Zakres materiału obejmował biologię, ekologię oraz terminologię łowiecką wybranych gatunków zwierząt chronionych oraz łownych. Najwięcej punktów zdobył Szymon Cichosz. Będzie on reprezentował naszą szkołę na II etapie konkursu, który odbędzie się w Brzeźnie. Tylko o jeden punkt mniej zdobył Bartosz Łochnicki. Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów.
Sławomir Korpysz



Zgodnie z tradycją szkoły we wrześniu wiele uwagi poświęcono zagadnieniom związanym z bezpieczeństwem dzieci na drodze. Klasa III podczas zajęć oraz spotkania z Funkcjonariuszem Chełmskiego Ruchu Drogowego przypomniała sobie zasady poruszania się po drodze oraz znaczenie podstawowych znaków drogowych. Efektem tego było stworzenie makiety ulicy zwracając uwagę przy tym na znaki drogowe oraz bezpieczeństwo poruszania się po jezdni
Uczniowie kl III przez dwa tygodnie pracowały nad stworzeniem makiety. Zamieniły się w małych projektantów i z zapałem samodzielnie zaprojektowały makietę. Celem zajęć było kształtowanie postaw i zachowań właściwego przestrzegania zasad ruchu drogowego. Dzieci wykonały mnóstwo dobrej pracy, a ile było przy tym zabawy
Natalia Kondratowicz





Zajęcia warsztatowe – Uruchamianie wyobraźni
Po przymusowej izolacji w domach od marca i po wakacjach należało przywrócić moc wyobraźni uczniowskiej. Temat zajęć był typowy dla pierwszych zajęć powakacyjnych. Przecież uczniowie powrócili do szkoły, niektórzy dużo podróżowali, zwiedzili wiele ciekawych miejsc, inni spędzali wakacje w domu, z najbliższymi. Ci drudzy twierdzili, że nic się nie działo, nie mają ciekawych wspomnień. Należało więc uruchomić wyobraźnię i stworzyć niezwykłą przygodę. Uczniowie podjęli wyzwanie. Stworzyli niezwykłe sytuacje, pełne zaskakujących rozwiązań. Świetnie bawili się przy pisaniu, a później przy odczytywaniu swoich opowiadań.
Anna Kuryluk

 

                                                                                                                                         



Przybysz z Jowisza
Pewnego wieczora oglądałam niebo, ponieważ czekałam na zjawisko spadających gwiazd. Miały zacząć spadać o północy, więc zaczęłam obserwować niebo pół godziny wcześniej.
Nagle zauważyłam, że jakaś gwiazda spada przed czasem. Jednak to nie była gwiazda, tylko statek kosmiczny. Był w kształcie diamentu, na stożku lśniła gwiazda. Statek był przezroczysty. W środku stała jakaś postać. Przypominała dziewczynkę. Miała włosy upięte w kitkę koloru fioletowego. Jej wygląd był nietypowy, ponieważ takiej istoty nigdy nie widziałam. Nie odczuwałam strachu, tylko zaciekawienie.
- Hej. Jak masz na imię i kim jesteś? – zapytałam.
- Cześć. Jestem strażniczką gwiazd – odpowiedziała. – Mam na imię Peny. A ty jak masz na imię?
- Mam na imię Julia – powiedziałam. – A czym się zajmuje strażniczka gwiazd? – dopytywałam.
- Zajmuję się chronieniem gwiazd. Jeżeli chcesz, mogę cię zabrać, żebyś zobaczyła z bliska, jak wygląda deszcz meteorytów.
- Dobrze! – zgodziłam się.
Wsiadłyśmy do statku kosmicznego. Leciałyśmy dwie godziny, a wydawało się, jakby to trwało 15 minut. Zobaczyłam to zjawisko z bliska. Wyglądało jak deszcz diamentów, momentami miałam ochotę dotknąć jednego z meteorytów. Myślałam sobie, że mogłabym tam zostać i oglądać to zjawisko codziennie. Takie to było piękne.
- Dziękuję ci – powiedziałam.
- Nie ma za co – odpowiedziała i odleciała.
Tak kończy się moja historia. Mam nadzieję, że Was zainteresowała. Mnie podobało się bardzo pisanie i przeżycie tej historii.
Julia Kozak
Lodowa kraina
Pewnego dnia było bardzo gorąco, zacząłem prosić mamę:
- Mamo, mamo, kup mi loda.
- No dobrze – zgodziła się.
Mama dała mi pieniądze na lody i inne przysmaki. Poszedłem do sklepiku i kupiłem taki, który wyglądał inaczej od innych. Miał dziwny kształt, kolory bardzo intensywne, a jak smakował!
W tym momencie przeteleportowałem się do jakiejś innej krainy, która przypominała wielki smaczny lód. Kora drzew przypominała wafelki, korony drzew wyglądały jak kulki lodów, nawet ziemia miała smak lodów. Poszedłem dalej i zobaczyłem jakiejś osiedle, które….. o dziwo! Też było z lodów, a poruszające się istoty przypominały smaczne lody. Zauważyłem jednego w kolorze truskawkowym. Poszedłem się przywitać.
- Dzień dobry – przywitałem się grzecznie.
- Cześć przybyszu – odpowiedział.
- Oprowadzisz mnie po osiedlu? – zapytałem.
- Mogę – zgodził się.
Poszliśmy. Nagle usłyszałem jakiś dźwięk, jakby wulkan wybuchł. Gdy mój kolega to usłyszał, postawił portal, który nie wiadomo skąd się wziął.
- Wskakuj! – krzyknął. – Jak tego nie zrobisz zostaniesz lodem do końca życia, tak jak ja!
- Dobrze, najlepszy kolego!
Szybko wskoczyłem do portalu i znalazłem się w moim łóżku. Okazało się, że to był sen.
Mateusz Sadurski

 

Nowy Przyjaciel
Pewnego letniego dnia grałem z Dawidem, Szymonem i Danielem w piłkę nożną. Bawiliśmy się świetnie. Nagle przede mną ukazała się postać, która wcale nie przypominała człowieka. Miała trzy głowy, po cztery pary oczu na twarzy, długie i krzywe zęby oraz 10 nóg. Przez chwilę myślałem, że stwór będzie bardzo agresywny, ale okazał się przyjazny.
- Jak masz na imię i skąd pochodzisz?- spytałem.
- Jetem z Marsa i ne umem dobe mówić po ludku – odpowiedział kosmita.
Na początku nie rozumiałem jego mowy, lecz zrozumiałem, co chce mi przekazać. Dawid, Szymon, Daniel byli zdziwieni moim zachowaniem, pytali z kim rozmawiam i dlaczego nie gram w piłkę.
- Halo? Patryk? – krzyknął Dawid.
- Co mu się stało? – zastanawiał się Daniel i Szymon.
Koledzy się wystraszyli, pewnie trochę obrazili i oddalili się ode mnie.
- Jak długo jesteś na Ziemi? – spytałem.
- Jetem tu od pęcu lat. Choce do skoła jezyka polkego i niektóre wylazy umem a nektórych ne – rzekł.
- Rozumiem – odpowiedziałem.
- Jak masz na imię? – spytałem.
- Mam na ine Stworek Potworek – powiedział.
- Stworku Potworku, czy pokazałbyś mi Marsa ? – spytałem.
- Ocywiście – rzekł.
Polecieliśmy na Marsa. Podczas lotu widziałem kosmiczne śmieci. Cały lot trwał tylko dwie godziny.
Zwiedziliśmy Marsa, ale za dużo to tam nie było do zwiedzania, tylko pustynia i nic poza tym. Planeta miała kolor czerwono – pomarańczowy. Bawiliśmy się świetnie, aż do czasu, gdy usłyszałem:
„ Halo Patryk”.
Wtedy moja przygoda się zakończyła. Wróciłem do zabawy z kolegami. Gdy opowiedziałem im to, co mnie spotkało, śmiali się. Ja się nie śmiałem, ponieważ wierzę w wyobraźnię.
Patryk Kowalczyk
Dziwny Dzień
Pewnego letniego dnia leżałam na hamaku i powoli usypiałam. Nagle obudziłam się i zobaczyłam, że zamiast lata jest zima. Było mi bardzo zimno, bo byłam lekko ubrana. Wbiegłam do salonu i założyłam ciepłą kurtkę, którą wygrzebałam w szafie. Odwróciłam się i wtedy ujrzałam choinkę pięknie przystrojoną i świątecznie nakryty stół. Zdziwiłam się. Wyszłam na dwór. Tu też już wszystko się zmieniło. Wszędzie leżało pełno śniegu, nasze drzewka uginały się pod białą śnieżną poduchą.
Mój brat i tata zawieszali świąteczne dekoracje. Spytałam tatę:
- Co się dzieje?
- A co się ma dziać?
- Przed chwilą były wakacje. Leżałam na hamaku….
- Lepiej idź do mamy i pomóż jej w gotowaniu.
- No dobrze – zgodziłam się i pobiegłam do kuchni. Zajęłam się gotowaniem pierogów z kapustą. Ta potrawa kojarzy się przede wszystkim z Wigilią!
- Mamo, co się dzieje? Czemu, gdy wstałam z hamaka, z lata zrobiła się zima?
- Co ty opowiadasz? Przecież pomagałaś tacie już dawno zdjąć hamak – zdziwiła się
Wyjrzałam przez okno. Hamaka już nie było.
- Pomóż mi w nakryciu stołu. Zaraz goście przyjadą.
Zajęłam się układaniem talerzyków. Gości przyjechali. Usiedliśmy do kolacji. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- To Mikołaj! – krzyknął mój brat cioteczny. Wszyscy dostali prezenty, wtedy przyszła kolej na mnie. Przed otwarciem prezentu, zapytałam Mikołaja:
- Co się stało z latem?
- To magia świąt! Teraz otwórz prezent!
Otworzyłam go i wszystko zaczęło znikać. Usłyszałam głos mojego brata:
- Wstawaj!
Obudziłam się. Nadal były wakacje, ja leżałam na hamaku.
- Czemu jesteś w kurtce?? – zapytał mój brat.
Nie umiałam tego wyjaśnić. Nadal nie wiem, co było snem, a co działo się naprawdę.
Oliwia Krawiec

 

Kraina Zła
Dzisiaj obudziłam się i energicznie wstałam z łóżka. Szybko ubrałam się i wyszłam na dwór ze swoim pieskiem Mikim. Wszystko zapowiadało się dobrze, dopóki nie zaczęło się trzęsienie ziemi i nie przedostaliśmy się do jakiegoś innego świata. Byłam przerażona, ale z oddali szedł jakiś dziwny zielony człowiek. Bez zastanowienia do niego podbiegłam.
- Dzień dobry. Mam na imię Natalia, czy może mi pan pomóc? – byłam szczęśliwa, że kogoś w końcu zobaczyłam, ale i też przerażona.
- Dzień dobry! Oczywiście, że ci pomogę, a tak przy okazji, to jestem Adrian – powiedział bardzo zadowolony tak, jakby nie widział nikogo od lat.
- Zgubiłam się i nie wiem, gdzie jestem. Powiedz mi, co to za miejsce? – zapytałam.
- To jest kraina zła! Ale są tu także dobrzy ludzie, tacy jak ja! To znaczy zieloni. Ty tu nie powinnaś być! – krzyknął Adrian.
- I co ja teraz zrobię? – krzyknęłam przerażona.
- Tego to ja nie wiem, ale wiem, jak przedostać się do twojego świata.
- Naprawdę? Jak to zrobić?
- Chodź ze mną! – Adrian chwycił mnie za rękę.
Zaprowadził mnie do jakiejś krainy, gdzie były przeróżne gry planszowe. Byłam bardzo zaskoczona tym, że znalazłam się w takim miejscu, bo bardzo lubię grać w takie gry. Jednej nie lubię, bo zawsze przegrywam.
- Musisz przejść tę grę, pamiętaj masz tylko trzy szanse – oznajmił Adrian.
- Właśnie tej gry nie lubię, bo nigdy jej nie przeszłam – zasmuciłam się.
Bardzo zmartwiłam się, bo mogłam tam zostać na zawsze. Za pierwszym razem jej nie przeszłam, za drugim też. Miałam już tylko jedną szansę!
- Nie dam rady! – krzyknęłam.
- Dasz! Wierzę w ciebie – pocieszał mnie Adrian.
Za trzecim razem udało mi się. Przeszłam tę grę. Bardzo się ucieszyłam, ale musiałam pożegnać się z Adrianem.
- Do zobaczenia Adrianie – podałam mu rękę.
- Cześć Natalka, przyjdź jeszcze! – Adrian patrzył na mnie ze smutkiem.
I tak skończyła się moja przygoda w Krainie Zła.
Natalia Pączek
Kraina Sennych Stworków
Pewnego razu Antoś bawił się na placu zabaw, aż nagle wpadł do dołu. Próbował się wydostać, a tu nagle z tunelu wyszedł jakiś wielkolud.
- Ratunku! – krzyknął przerażony Antoś, ale nie zdążył uciec.
- Dzień dobry. Jestem Nin – powiedział grzecznie stwór.
- A ja Antoś – powiedział chłopiec.
- Tutaj jest taki tunel, który prowadzi do innej krainy – powiedział Nin.
Weszli do tunelu i popłynęli, bo było tam dużo wody. Zajęło im to cały dzień.
- Jesteśmy na miejscu – powiedział stwór.
Okazało się, że to była Kraina Sennych Stworków. Było tam bardzo ciemno. Podchodziły do Antosia jakieś stwory i przedstawiały się. Wszystkie były przyjazne. Nin zaprowadził go do lasu, w którym rosły smakowite jagody. Zjadł je i zamienił się w posąg. Stwory były przerażone, bo nie wiedziały, że na Antosia owoce z lasu tak podziałają. Nin wiedział, jak z tego wybrnąć. Przyrządził miksturę z korzonków rzeżuchy i zboża. Podał to Antosiowi, który od razu zaczął ożywać. Stał się znowu człowiekiem.
- Jestem wolny! – krzyknął Antoś.
Wtedy Nin urządził imprezę, na którą przybyły wszystkie stwory, a także chmurki, które spłynęły z nieba. Odwoziły gości, którzy chcieli wrócić do domów. Na koniec gospodarz pożegnał się z Antosiem, który wsiadł na chmurkę i odleciał do swojego domu.
Maja Podjadek

 

Atak pająków
Pewnego dnia Tomek poszedł do kolegi i wtedy stało się to.
- Czemu byłeś tak długo u kolegi!!! – krzyknęła rozzłoszczona mama. – Miałeś tam być dwie godziny, a byłeś sześć!
Tomek unikał wzroku mamy i chciał szybko wymyśleć jakąś wymówkę, ale nie mógł, bo przecież nie jechałby na rowerze cztery godziny. Wreszcie wymyślił.
- Bo u Mikołaja nie ma zegarka – powiedział nieco drżącym głosem.
- Wiem, że kłamiesz – powiedziała mama.
Tomek nic nie odpowiedział. Opuścił głowę i poszedł do łóżka. Położył się. Wtedy na suficie zobaczył jakąś małą dziurkę. Wstał, wszedł na poręcz od łóżka i dotknął jej. Wylądował na czymś miękkim. Okazało się, że to chmura. Tomek zastanawiał się, gdzie jest i krzyknął:
- Halo! Jest tu ktoś?
- Kto tak krzyczy? – usłyszał jakiś tajemniczy głos.
- Kto tu jest? – powiedział z przerażeniem Tomek.
Przed nim stanęła mała postać.
- Kim jesteś? – zapytał Tomek.
- Jestem królem krasnoludków – oznajmił król.
- Acha – powiedział Tomek lekceważącym głosem.
- Nie wierzysz mi? To popatrz! – za górami pojawiło się miasto.
- Ale piękne! – zachwycił się chłopiec.
Tomek poszedł z królem do miasta. Było wielkie! Z fontann zamiast wody lała się tęcza. W rzekach też lśniła tęcza. Wszystko wyglądało przepięknie.
Aż nagle, nie wiadomo skąd, wyszły gigantyczne pająki.
- Chować się, kto może! – krzyczał król.
- Co to jest? – zapytał z przerażeniem Tomek.
- To pająki, które nas okradają.
Tomek z krasnoludkami przygotował pułapki. Oddziały pająków stawały się coraz mniejsze od pułapek, ale pojawił się inny problem. Nadeszła królowa pająków, ogromny 10 - metrowy stwór. Tomek oblał ją wodą.
- Przestań! – krzyknęła królowa. – Chcemy zaprzyjaźnić się z wami.
Nikt tego nie słuchał, bo panował straszny hałas i harmider. Dopiero po jakimś czasie wszystko się uspokoiło. Krasnoludki i pająki założyły wspólne państwo.
Szymon Cichosz
Kosmita
Były wakacje. Franek wypoczywał u babci. Następnego dnia miał już wyjeżdżać. Nagle coś uderzyło w ziemię. Chłopiec spojrzał w okno i zobaczył UFO. Był bardzo zdziwiony.
- Babciu! Bo… bo….
- Co się stało? – spytała zdziwiona babcia.
- Sama zobacz – Franek wskazał okno.
- A to co? – wykrzyknęła babcia.
- To jest UFO – powiedział.
- Co?! Mówiłam, żebyś nie wzywał kosmitów!
Franek i babcia poszli na dwór zobaczyć, co to jest i czy ktoś jest w tym statku. Chłopiec się bał, dlatego jako broń wziął patelnię, a na głowę włożył garnek. Wziął jeszcze tarczę, czyli pokrywkę od garnka. Podchodzili bardzo ostrożnie. Franek trząsł się ze strachu.
- Nie bój się – uspokajała babcia.
Dzieliło ich tylko 5 m metrów od tego dziwnego statku, aż tu nagle….
- Gdzie jestem?!! – usłyszeli głos ze statku.
Byli przerażeni. Myśleli, że ten ktoś chce zniszczyć Ziemię!
- Halo? – powiedziała niepewnie babcia.
Cisza. Franek trzymał patelnię w pogotowiu.
- Halo? – zapytała ponownie.
Podeszli bliżej.
- Pomocy! Gdzie jestem? Ja chcę do domu!!!!
Podeszli jeszcze bliżej, zajrzeli do środka i zobaczyli Kosmitę. Wyglądał niegroźnie. Był zielony, miał oczy z dwóch stron głowy. Ubrany był w kombinezon taki, jaki noszą kosmonauci.
- Kim jesteście? Czy możecie mi pomóc wrócić do domu? – spytał Kosmita.
- jestem Franek, a to moja babcia – powiedział chłopiec – pomożemy ci wrócić do domu.
- Jesteś głodny? – spytała babcia.
- Nie, chcę wrócić do domu – powiedział smutno.
- A wiesz, jak naprawić to UFO? – spytał Franek.
- Trzeba do pojemnika wlać paliwa z kwiatów, które rosną na mojej planecie i dolać trochę wody. Mam dziesięć kwiatków, ale nie mam wody – szepnął wystraszony Kosmita.
- U nas jest dużo wody! – krzyknął Franek i pobiegł do domu. Po chwili wrócił z butelką wody w ręce. Kosmita wrzucił kwiaty do pojemnika, a chłopiec zalał je wodą. Silnik powoli zaczął działać.
- Dziękuję! – krzyknął Kosmita – weźcie trochę owoców z mojej planety!
Rzucił je na ziemię. Franek podniósł jeden. Był dziwny. Wyglądał jak melon, a trochę jak gruszka.
Franek spróbował. Smakował wyśmienicie, jak wszystkie najlepsze owoce.
- Ale dobre!!! – krzyknął chłopiec.
Franek i babcia wrócili do domu. Z owoców przyrządzili sałatkę, która była przepyszna. Babcia zasadziła w ziemi ziarnka z owoców, które bardzo szybko urosły, a z nich wyskakiwały następne owoce. Były jeszcze smaczniejsze!

Dawid Grad


Kłopoty w Narnii
Pewnego słonecznego dnia wakacji siedziałem pod swoim ulubionym drzewem i rozmyślałem o powrocie do szkoły. Nawet się ucieszyłem, że wracam, ale też fajnie było nie chodzić do szkoły. Postanowiłem pospacerować po drodze z moimi kotami Mruczkiem i Czarnusiem .
Nagle usłyszałem znajomy dźwięk. Szybko pobiegłem do domu. Przeszukałem cały dom, ale niczego nie znalazłem, pomyślałem: „Ciekawe, co to było”.
Wyszedłem znowu na dwór i zobaczyłem Piotra i Łucję z Narnii. I wtedy przypomniałem sobie, skąd znam ten dźwięk. Pochodził on z portalu, w którym było przejście do tej fantastycznej krainy.
- Potrzebujemy pomocy, Daniel – powiedział Piotr.
- O co chodzi? – zapytałem.
- Skrzaty porwały Edmunda i Zuzannę – powiedziała Łucja.
- O nie! – krzyknąłem przerażony.
- Razem musimy wybrać się do Narnii i ich uratować – dodała.
Bez namysłu wskoczyłem z Łucją i Edmundem do portalu. W Narnii od razu poszedłem z Piotrem do czarodzieja Merlina, który zrobił dla mnie magiczną zbroję, miecz i tarczę. A Piotr dał mi ognisty sztylet. Wróciliśmy do Łucji, zjedliśmy obiad w zamku i zebraliśmy najwaleczniejszych żołnierzy królewskich.
Wędrowaliśmy przez lasy, góry, doliny. Przepływaliśmy rzeki. Kiedy przedzieraliśmy się przez puszczę, zobaczyłem chatkę. Razem z Piotrem i dwoma żołnierzami poszliśmy zobaczyć, czy ktoś tam mieszka.
Okazało się, że mieszka tam pan i pani Niedźwiedź. Gospodarz zaprosił nas na poczęstunek. Powiedział, że ma kłopoty z ogrami, które zabierają im jedzenie i wszystkim dokuczają.
Poszliśmy więc do jaskini ogrów. Dwa ogry pilnowały wejścia. Jaskinia była ogromna, ze środka dobiegały odgłosy jedzenia i picia, a także hałaśliwego śmiechu.
Szybko je obezwładniliśmy i weszliśmy do środka. Zaczęła się krwawa walka. Wygraliśmy ją, oddaliśmy łupy właścicielom i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Przechodziliśmy właśnie obok ogromnej rzeki, byliśmy bardzo głodni. Jeden z żołnierzy wziął dzidę i rzucił w wodę. Wyciągnął rybę. Łowiliśmy tak ryby, gdy nagle zauważyłem ogień. Wskoczyliśmy do wody i spadliśmy w dół z wodospadem. Wydostaliśmy się z wody blisko jakiejś wioski. Piotr powiedział, że to jest właśnie wioska skrzatów. Zakradliśmy się do więzienia, w którym byli przetrzymywani więźniowie. Uwolniliśmy Zuzannę i Edmunda i poszliśmy do chaty czarownika. Piotr wypowiedział zaklęcie, które aktywowało magiczną różdżkę. Ona przeniosła nas do zamku. Urządziliśmy ucztę i wróciłem do domu dzięki czarodziejskiej kałuży.
Daniel Styk


 

Go to top